Mam ich SIEDEM. Trzy duże i cztery mniejsze. Są ciężkie, piękne... Każda ma swoją historię. Wszystkie są jednakowo ważne.. Moje Kryształowe Kule.

REKLAMA
Do tegorocznego rozstrzygnięcia pucharowych zmagań pozostało niespełna trzy tygodnie. Osiem startów. Wszystkie w Skandynawii. Balon oczekiwań jest tak wielki, że chyba pęknie bez niczyjej pomocy :)
Cóż.. Żyjemy w świecie szybko zmieniających się newsów - niby utarty slogan, a jednak w tym sezonie odczuwam go jak nigdy dotąd.
No bo jak mam rozumieć marcowe porady, że następny sezon musi być ulgowy? Listopadowe, wszechobecne zawodzenie, tzw. ekspertów (to bywa bardzo śmieszne:) )?
Larum, że Tour de Ski jest główną imprezą sezonu? Deklaracje, że po Jakuszycach to już nic nie muszę, itd?? A potem nagłe zaniki pamięci... I na koniec chwytliwe tytuły, że tej zimy liczy się TYLKO Puchar Świata.
Tymczasem sezon trwa i jest wspaniały, wprost wymarzony. Nawet kolano psuje się szybko, aczkolwiek przewidywalnie. Proszę mi wierzyć, że mało ważny jest dla mnie kolor koszulki, w której stanę na starcie. Liczy się odpowiednie skupienie i przygotowanie do każdego biegu. Nie spędzam wieczorów z kalkulatorem, próbując przewidzieć wszystkie możliwe kombinacje punktowe, za to nie mogę się doczekać niespodzianek, które rywalki na pewno przygotują na biegi masowe:)
I choć faworytką w tym wyścigu nie jestem, to zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby nawiązać walkę. Zobaczymy, co z tego wyniknie:) Fajne jest takie podejście... Coś nowego.
Cudowna świadomość, że tej zimy już nic nie muszę.