Gdy się człowiek spieszy to się diabeł cieszy! Potrzepana jestem, przepraszam:( Oczywiście - Kasia Rogowiec!!!
REKLAMA
Czasem o drugiej czasem o trzeciej nad ranem zaczyna się mój dzień. Chciałabym dłużej pospać, ale z różnych przyczyn nie jest to łatwe. Więc zamiast się na siebie wkurzać, zaparzam kubek pysznej kawy i biegnę do naszej strefy kibica:) Trzy kanapy, ciemno, przytulnie i Igrzyska wyświetlone na ścianie. Telewizory w pokoju mamy - nie odbierają żadnego programu. Internet? Hmmmm... Już myślałam, że obejrzę te Igrzyska tylko w wyobraźni, dobudowując sobie obraz do smsów. A tu niespodzianka!
Iście Macgyverowskimi sposobami trener amerykańskiej grupy biegaczy stworzył nam kilka olimpijskich kanałów! I chwała mu za to:)
O tej porze mogę tam spotkać tylko stróża. Chłopaka, który nie ma w sobie nic ze stróżowatości, za to ma świetne poczucie humoru:) Około dwóch godzin później przychodzi zatroskany Trener ( "Justysiu, musisz czasem pospać") i wspomniany już twórca tegoż miejsca. Kibic zagorzały. I tak powoli zbierają się ludzie. I Japończycy i Rosjanie i Kanadyjczycy i Amerykanie i Słowacy. Miło. Oglądamy, komentujemy.
Czas mija bardzo szybko. Noc rozmywa się z dniem. Treningi są ciekawe i urozmaicone. Standardowo dwa razy dziennie nartki, a przed świtem cross po śniegu - tak jak rok temu chce na koniec obozu wystartować w triathlonie zimowym , więc muszę się przygotować. Wieczorami jeżdżę też na rowerze też po śniegu. Niezła frajda - już parę razy przez kierownice leciałam:) Tylko nie mówcie nikomu, bo zaraz się jakieś nożyce z morałami odezwą, że powinnam się skupić tylko na treningu narciarskim itd.. Bla bla bla:)
Osobny temat do wpisu powinno stanowić wyżywienie. Pyszne. Pani kucharka z Japonii czaruje takie smakołyki, że już dawno przestałam walczyć z kubkami smakowymi. Zwłaszcza ciasto czekoladowe.. Oczywiście wiedziałam, gdzie jadę i wszystko zostało wliczone w koszta. Tour de Ski mnie tak wycieniuje, że nie ma się czym przejmować. Chyba, że popłyniemy z Panem Jackiem (najlepszym operatorem kamery z jakim pracowałam - to nie komplement a fakt) na szarlotkach... :)
Snow Farm to ośrodek narciarsko-rowerowy w górach. 1500- 1600mnpm. Ostatnie 15km pokonuje się drogą gruntową. Krajobraz księżycowy. Spokój, cisza, kicające zające i wiatr. Mieszkamy w jedynym tu schronisku z regipsów, w którym co najważniejsze nigdy ciepłej wody pod prysznicem nie brakuje i kaloryfery też są zawsze gorące. Fajnie się w takich warunkach pracuje, a i wesoło, bo rosyjscy sprinterzy to wyjątkowo pocieszni ludzie :)
Jutro zaczynamy starować. Obsada marna, ale ze względów szkoleniowych dni bardzo ważne. Trzy standardowe dystanse. Za 11 dni Merino Masters czyli maraton, a w ostatni dzień obozu (za niecałe trzy tygodnie) triathlon zimowy. Trzymajcie kciuki;)
Jutro zaczynamy starować. Obsada marna, ale ze względów szkoleniowych dni bardzo ważne. Trzy standardowe dystanse. Za 11 dni Merino Masters czyli maraton, a w ostatni dzień obozu (za niecałe trzy tygodnie) triathlon zimowy. Trzymajcie kciuki;)
To tyle. Serdecznie pozdrawiam z końca świata!
