Trudna sztuka odmawiania, była jedną z pierwszych, których musiałam się parę lat temu w przyśpieszonym tempie nauczyć. Rzeczywistość zweryfikowała, że mimo iż obrotną i wytrzymałą kobietą jestem, wszystkiego nie ogarnę. Szybko trzeba było ustalić priorytety. Najważniejsze stały nartki i trening. W tym temacie nic się nie zmieniło. Zaproszeń na wszelakie spotkania, programy, wywiady otrzymuję bardzo dużo. 99% ląduje w koszu. Dlaczego?
REKLAMA
Po pierwsze i najważniejsze - nie mam siły:)! To niby takie proste. Tylko pół godzinki, tylko parę zdjęć, tylko kilka zdań. Ale trening sportowy, to nie tylko praca na granicy wytrzymałości, to również odpoczynek. To czas na odnowę biologiczną. Bo jednym z największych obowiązków sportowca jest być maksymalnie zregenerowanym przed każdym następnym wysiłkiem. Wszystkie odstępstwa od tej normy, to zaciąganie długu u swojego organizmu, a co za tym idzie często niewidoczna i nieodczuwalna zmniejszona skuteczność na treningu, a w dalszej perspektywie gorsze wyniki. Nie wspominając o tym, że zmęczony organizm, to organizm bardzo podatny na wszelkie choróbska. W czasach ,kiedy złoto olimpijskie można przegrać o setną sekundy, wszystko ma znaczenie. Każdy drobiazg.
Odmawiać trzeba wszystkim. I rodzicom, i rodzeństwu, i reszcie rodziny, i przyjaciołom, znajomym tym bliższym i dalszym, i dorosłym, i dzieciom, i dziennikarzom, i celebrytom, i politykom, i społecznikom, i działaczom, i sponsorom. I przede wszystkim sobie. To bywa przykre, frustrujące.
Przed obozem w Zakopanem miałam tak naprawdę tylko jedną obawę. Że odmawiać będzie trudniej niż zwykle, bo i pokus więcej. I nie pomyliłam się... Odmówiłam spotkania z grupą kilkudziesięciu przesympatycznych, energicznych dzieciaków mieszkających w tym samym hotelu. Odmówiłam, bo uważam, że dużo więcej dla nich zrobię, kiedy będą widzieć, że pierwszy trening kończę jeszcze przed śniadaniem, że z dwóch kolejnych wracając ledwo włóczę nogami, że zamiast siedzieć na internecie, odpoczywam spokojnie w pokoju. Na obozie jestem po prostu zmęczonym acz uśmiechniętym sportowcem;)
Jestem również pewna, że takie obserwowanie "gwiazdy" dało im więcej niż słuchanie pustych słów. Kiedyś właśnie dzięki takim obserwacjom Roberta Sycza i Tomka Kucharskiego dowiadywałam się, jak wiele trzeba pracować i jak się zachowywać, żeby zostać mistrzem. Nie wszystkim się taka taktyka spodobała i zostałam za to do tablicy przywołana. Zgwieździłam się podobno. Cóż... przepraszam, ale zdania nie zmieniam.
"Nie" można mówić na wiele sposobów. Bezpośrednio, lejąc wodę, argumentując, kłamiąc, miło lub chamsko itd.. Ja zawsze staram się w kilku zdaniach uzasadnić i przeprosić, nie wdając się w dyskusję. Choć niestety często brak mi cierpliwości i jestem zbyt padnięta na dyplomację. Sport nie lubi kompromisów. Bo kompromis w sporcie to przegrana.
Wtedy w sobotę (tą od spotkania z dziećmi) miałam wolny wieczór. Zaplanowany od paru tygodni. Jedyny na tym obozie. Po ciężkim i bardzo długim crossie w górach nie mieliśmy trzeciego treningu, byłam w saunie , pospałam, nawodniłam się i poszłam na nieoficjalne obchody dziesięciolecia zakończenia liceum. Niektórych z koleżanek i kolegów rzeczywiście widziałam pierwszy raz od dekady. Było bardzo milo i wesoło:) Nie byłam żadną gwiazdą, a Justyną. Bezcenne. Nie jestem hipokrytką , nie jestem cyborgiem, jestem tylko człowiekiem...
