Moda na maratony, triathlony i inne wysiłki przesuwające granice naszych możliwości wciąż trwa w najlepsze. I brawo! Bez względu na motywację. Stajemy się, Moi Drodzy, krajem Długodystansowców. A czym to grozi? Spróbuję zaraz przedstawić subiektywny portret Dlugodystansowca:)

REKLAMA
Nie oszukujmy się. Lata spędzone w lesie, w samotności i na dodatek przesapane i przepocone, muszą się na psychice odbić:) Pamiętam jeszcze czasy (jej, a ja wcale taka stara przecież nie jestem), kiedy biegająca dziewczyna w króciutkich szortach wzbudzała u co poniektórych oburzenie. Serio. I w sumie to się ludziom nie dziwię, bo myśleli, że zamiast za porządną robotę się wziąć, to goni za niczym, na dodatek rozebrana. Na szczęście światopogląd się szybciutko zmienia i z dumą spoglądam za okno, gdzie i Orlik pełny, i rowerzystów dużo, i amatorzy nordic walking się znajdą. Fajne to! Zdrowe przede wszystkim.
Ale wrócmy do tematu..
My - specjaliści od długich wysiłków mamy swój świat, a w nim żalazne reguły. Im w dłuższym wysiłku się specjalizujemy, tym ten swiat jest bardziej hermetyczny, a wszystko inne prostsze. Albo jesteś w stanie sie przełamać, albo nie. Albo wytrzymasz albo wymiękniesz. Albo sie angażujesz, albo spadaj. Kompromis nie jest miłe widziamy, a porażki przeżywamy bardzo długo i ciężko. Miał rację Emil Zatopek mówiąc, że nie sztuką jest wystartować w maratonie, sztuką jest się do niego przygotować.
Jednak najbardziej widoczne cechy prawdziwego Dystanowca to skorupa, która ma oddzielić i bronić przed światem i wielka chęć wolności. Tak, nie lubimy być osaczani. Nie znosimy tego! Choć sami osaczać potrafimy pierwszorzędnie:)
Uwielbiamy przyrodę, która zawsze wygrywa z kinem czy laptopem. Nie należy próbować narzucać nam swojego stanowiska, bo z góry jest to skazane na porażkę. Za to mądre argumenty zawsze zostaną wysłuchane. Mamy świetną swiadomość swoich ciał. Bywamy wielkimi leniami (bo jak już sie tyle człowiek nabiega, to każda sekunda odpoczynku wydaje sie darem niebios). Jesteśmy żarłokami, zazwyczaj zbyt zmęczeni, by przejmować się wielkimi kłopotami tego świata (tu znam wiele wyjątków). Wolimy robić niż mówić. Jesteśmy lojalni i długodystansowi w większości relacji. Umiemy sie przyznać do błędu. Bywamy zafiksowani w swoich poglądach i poczynaniach. Zdobyć nasze zaufanie jest bardzo trudno, a stracić dość łatwo - niestety.
Idąc tym tropem, można wywnioskować, że Polskę zaleje fala uparciuchów, indywidualistów, charakternych twardzieli z przerośniętą lewą komorą mięśnia sercowego (normalna fiziologiczna reakcja serca na wieloletni długotrwały wysiłek fizyczny). Nic bardziej mylnego. Bo prawdziwy Długodystanowiec to po prostu wrażliwiec spokojnie i cierpliwie dążący do celu.
Nie każdy uprawiający wytrzymałściową dyscyplinę sportu (nawet ze świetnymi wynikami) jest Długodystansowcem. Bo Długodystansowcem może być nawet osoba, która maraton przebiegnie i w sześć godzin. Bo dlugodystanowość to pewien rodzaj postrzegania świata, sposób na życie, naiwność, skrzywienie w głowie:) To brak zgody na hipokryzję, kalkulowanie, rozsądkowanie. To tyle. Myślę, że mogłyby się nam w kraju większe kataklizmy przytrafić niż wysyp dziwaków z zamiłowaniem do morderczych i samounicestawiających wysiłków..:))).