Po imitacji skakanej. Komentarza chyba nie potrzeba. Franca obnaża moje narciarskie beztalencie jak żaden inny trening. Sapanie słychać w promieniu kilometra, ale i tak najlepsza jest zawsze mina Trenera, który patrzy z niedowierzaniem i pytany o to jak mi idzie, odpowiada, że na nartkach biegam lekko, a tu... bardzo się staram:) Mój Trener potrafi też być dyplomatą! Na szczęście z przyczyn oczywistych (padłabym) tych treningów zbyt wiele nie mamy. Ufff... Ból odmładza, tak mówią, co przed zbliżającą się siedmiomilowymi krokami trzydziestką, nabiera nowego znaczenia- będę skakać w takim razie co drugi dzień:)
Jesienna schizofrenia
REKLAMA
W ogóle to za treść tego wpisu , jak i wszystkich październikowych nie odpowiadam:) Nie identyfikuję się z październikową Justyną i tyle. Nie znam jej i poznawać nie chcę;)
Dni upływają jeden za drugim. Przed piątą, czarny, telefoniczny wyjec oznajmia, że pierzynowe ciepełko właśnie się skończyło. Kawa, rozruch, szybka kasza na śniadanie i tuż po siódmej wyjazd na lodowiec. Tam na wysokości ok 3tys m n.p.m. długi wytrzymałościowy trening na nartkach, potem ok 13 obiad, ciężki sen, kolejny trening, kolacja, masaż i najkrótszą możliwą drogą do łóżka. Nie mam siły się uczyć, nie mam siły czytać, nie mam siły gadać przez telefon.
Ale wiecie co jest super? Sen. Zdrowy, regenerujący. Cudnie zamknąć po prostu oczki i obudzić się rano. Bez żadnych prochów otłumiających. Nie doceniałam go wcześniej, błąd. Pięknie, że go odzyskałam:)
Jest nas tu parę setek. Wszyscy bardzo ciężko pracują, wszyscy już mocno w kościach czują ciężkie, wielomiesięczne przygotowania. Każdy marzy o sezonie życia, ale tylko nielicznym się uda. Niestety. Takie życie, taki sport.
A ja tam jeszcze o tym nie myślę. Widzę światełko w tunelu - jutro wieczorem siłownia! A to oznacza, że przycupnąć na chwilę będzie można i tego się z Maćkiem trzymamy:)
PS. Rodzina Kowalczyków rośnie w siłę. Witaj Antosiu! Cierpliwości , Ci chłopie życzę, bo z nami lekko nie ma!:)
Więcej:
Sporty zimowe