Kiedy po raz pierwszy usłyszałam od mojego promotora Pana Profesora Szymona Krasickiego, że będziemy się starali o to, żeby Kraków został gospodarzem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku, miałam mieszane uczucia. Głównie ze względu na Pana Profesora i osoby z nim współpracujące przy tej kandydaturze. Doskonale wiedziałam, że gdy wieść się tylko rozniesie, spadnie na nich fala krytyki. Bo z motyką na Księżyc, bo kryzys, bo to pieniądze wyrzucone w błoto, bo czeka nas sromotna przegrana, bo wstyd będzie, itd... Bo najlepiej zawsze narzekać i krytykować. Zobić coś już ciężej. A Pan Profesor dla biegów narciarskich i sportów zimowych w ogóle oddał całe życie i właśnie dlatego wierzę w ten projekt! Po prostu.

REKLAMA
Dlaczego Krakow? Bo taki jest trend, że duża aglomeracja, w której znajdą się wszystkie obiekty do sportów lodowych (hokeja, łyżwiarstwa szybkiego itd.) nazywane jest gospodarzem. Tak było w Nagano, Salt Like City, Turynie, Vancouver, będzie w Soczi. Bo żeby te wielkie hale zaraz po Igrzyskach nie upadły i były wykorzystywane, to muszą się znajdować tam gdzie jest duze skupisko ludności. Bo nie znam ani jednego obcokrajowca, ktory po odwiedzeniu Krakowa nie bylby nim absolutnie urzeczony. Bo, umówmy się - znów podpadam- Zakopane to piękny kurort na polskie warunki, a Krakow to ...Polski wizytówka.
Plan jest taki: konkurencje lodowe - Kraków, konkurencje śnieżne - Zakopane, konkurencje alpejskie i freestyle Słowacja.
Na poczatek rozprawmy się z transportem. Mamy do dyspozycji trzy lotniska - Balice, Pyrzowice i Poprad. To duzo.
I najbardziej problematyczną Zakopiankę.
Tak - stałam w gigantycznym korku nie raz! Tak - klnęłam wtedy siarczyście i obiecywałam sobie, że nigdy wiecej! Tak - wracałam:) Bo Tatry, Moi Drodzy, mamy jedne, jedyne. Urodziłam się w Beskidzie Wyspowym, czyli według Górali jestem zwykłą ceperką. Nie mam żadnego interesu w promowaniu regionu, ale od lat jeżdże do podobnych górskich miejscowosci i widzę, jak dobrze może być rozwiązany problem transportu. I tak sobie myślę, że dopóki megahalny tysiąclecia nie zawieje albo Zakopane nie otrzyma jakiejś ważnej imprezy, np. ZIO albo MŚ, to się nic nie zmieni. Niestety.
A jeśli chodzi o drogi... Byłam w Pragelato (tam rozgrywały się biegi narciarskie i skoki na ZIO w Turynie) na dwa lata przed Igrzyskami i wiecie, nasza Zakopianka wydawala się wielkim luksusem. Wąska, górska droga wybiegająca do Siestrere na wyśokość ponad 2tys mnpm. Widac było, że zaczęto pracę przy poszerzaniu, ale nawet w planach nie było dwupasmowki.
Na rok przed Igrzyskami droga z Vancouver do Whisler (konkurencje śnieżne) też była wąska, zakorkowana i przebudowywana. A z tego co donaszą rosyjscy przyjaciele wynika, że między Soczi, a Krasną Polaną (biegi, biathon, konkurencje alpejskie) jest w tej chwili jeden wielki plac budowy. Tyle. Nigdzie drogi nie były gotowe w chwili przyznawania prawa do organizacji Igrzysk. Powtarzam - nigdzie.
Idźmy dalej. W niektórych krajach, np.w Niemczech, Austrii, Włoszech itd. obowiązuje coś takiego, co nazywa się prawem śniegowym. Jak to działa? Opisując w skrócie i najbardziej obrazowo. Jeśli w ausrtiackim Ramsau, włoskim Livigno, czy niemieckim Obersdorfie spada śnieg, raktrak bez pytania właścicieli ziemskich przejeżdża wielokilometrowe trasy narciarskie, zarówno te biegowe, jak i alpejskie. I co jest najśmieszniejsze - rolnicy są bardzo zadowoleni z takiego rozwiązania, bo ono ściąga turystów. Jeśli dojdzie do jakis szkód (oczywiście niewyimaginowanych) zainteresowany otrzymuje zadośćuczynienie. Oj, jak daleko nam do takiego sposobu myślenia. Bez bitwy o Gubałówkę, z dziesiątkami kilometrów turystycznych tras narciarskich, np. w okolicach Regli. Marzenie.
Jeśli dzięki staraniom o ZIO udałoby się wprowadzić prawo śniegowe, uznałabym to za największy sukces, bez względu na to, czy Igrzyska trafiłyby do Krakowa, czy nie. Że o prawie alpejskim nie wspomnę, ale to temat do osobnego wpisu:)
Następny krok to popularyzacja sportu i wybudowanie doskonałych obiektów. I to jest najprostsze:) O tym, jak bardzo młodzi ludzie potrzebują wysiłku fizycznego chyba nie trzeba nikogo przekonywać. A jeśli trzeba, to proszę zajrzeć do statystyk o otyłości dzieciaków i najróżniejszych wadach rozwojowch układu ruchu. Tu można się tylko uczyć i kopiować wieloletnie programy Brytyjczyków przed londyńskimi Irzyskami. A obiekty? Ich wybudowanie wymagałoby wielkiego nakładu sił czyli stworzyłoby wiele miejsc pracy na dobrych parę lat. Hale, trasy biegowe, kryty tor łyżwiarski czyli miejsca, gdzie ludzie w sposób bezpieczny i cywilizowany będą mogli rozwijać swoje pasje, dbać o zdrowie, ale również wyczynowo trenować. Znów marzenia...
To jak bardzo są nam potrzebne wielkie imprezy sportowe, pokazało Euro. Pokazało również, jak wielki to zaszczyt, dobrodziejstwo, szansa i reklama. Jakież emocje, jakież przeżycia, otwarcie na inne kultury, wspólne celebrowanie sportu. Jesteśmy fajnym, gościnnym i pracowitym narodem. Żyjemy w pięknym kraju i nie miejmy komleksów tego pokazywać:) To że nie jesteśmy tak bogaci, nie jest powodem do wstydu. W końcu i w życiu i w sporcie o coś innego chodzi, prawda?
Tak słyszałam, że pomysł to głupi.
Tak, słyszałam, że to niepotrzebne wydatki. I co na to odpowiem, że życie w ciągłych kompleksach i zamykanie się w mysiej dziurze do dobrych zmian nigdy nie doprowadzi. Malkontenci zawsze się znajdą i będą najgłośniejsi. Życie w sportowym kieracie nauczyło mnie jednak, że o ważne sprawy warto walczyć mimo wszystko i że zanim się je osiągnie dostanie się nieraz jeden boleśnie po tyłku :)
A jesli nawet przergamy to co?? Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana...!!!