Kiedy po raz pierwszy usłyszałam od mojego promotora Pana Profesora Szymona Krasickiego, że będziemy się starali o to, żeby Kraków został gospodarzem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku, miałam mieszane uczucia. Głównie ze względu na Pana Profesora i osoby z nim współpracujące przy tej kandydaturze. Doskonale wiedziałam, że gdy wieść się tylko rozniesie, spadnie na nich fala krytyki. Bo z motyką na Księżyc, bo kryzys, bo to pieniądze wyrzucone w błoto, bo czeka nas sromotna przegrana, bo wstyd będzie, itd... Bo najlepiej zawsze narzekać i krytykować. Zobić coś już ciężej. A Pan Profesor dla biegów narciarskich i sportów zimowych w ogóle oddał całe życie i właśnie dlatego wierzę w ten projekt! Po prostu.
Tak - stałam w gigantycznym korku nie raz! Tak - klnęłam wtedy siarczyście i obiecywałam sobie, że nigdy wiecej! Tak - wracałam:) Bo Tatry, Moi Drodzy, mamy jedne, jedyne. Urodziłam się w Beskidzie Wyspowym, czyli według Górali jestem zwykłą ceperką. Nie mam żadnego interesu w promowaniu regionu, ale od lat jeżdże do podobnych górskich miejscowosci i widzę, jak dobrze może być rozwiązany problem transportu. I tak sobie myślę, że dopóki megahalny tysiąclecia nie zawieje albo Zakopane nie otrzyma jakiejś ważnej imprezy, np. ZIO albo MŚ, to się nic nie zmieni. Niestety.
Tak, słyszałam, że to niepotrzebne wydatki. I co na to odpowiem, że życie w ciągłych kompleksach i zamykanie się w mysiej dziurze do dobrych zmian nigdy nie doprowadzi. Malkontenci zawsze się znajdą i będą najgłośniejsi. Życie w sportowym kieracie nauczyło mnie jednak, że o ważne sprawy warto walczyć mimo wszystko i że zanim się je osiągnie dostanie się nieraz jeden boleśnie po tyłku :)
