Kochany Święty Mikołaju! Jestem już dużą dziewczynką. No dobrze- trzydziestoletnią babą, ale za to grzeczną. Prawie grzeczną... W każdym razie zawsze, gdy coś zbroję, od razu po głowie dostaję i to porządnie, więc na rózgę za całokształt nie zasługuję;) Korzystając z okazji, że niedługo będę przejeżdżać koło Twojej posiadłości w Rovaniemi, postanowiłam napisać i podrzucić Ci list. Pierwszy w życiu. Lepiej późno niż wcale, prawda?
REKLAMA
Wiem, Panie Mikołaju, że cudotwórcą z młotem pneumatycznym do rozbijania betonu nie jesteś, więc o trasę nartorolkową z prawdziwego zdarzenia prosić nie będę. Chciałabym jednak ,żebyś przyjrzał się trasom do biegania na nartkach w Polsce. Takim turystycznym, dla całych rodzin. Bo muszę się troszkę pochwalić, że wielu Polaków zaraziło się od nas miłością do biegówek, tylko za bardzo gdzie na nich biegać nie mają (choć z roku na rok powstają nowe ścieżki i to cieszy!). Wystarczyłoby tyle kilometrów w całej mojej Ojczyżnie, ile jest tu w Laponii. Szepnij tam słówko komu trzeba, prosimy:)
Druga prośba będzie zdecydowanie cięższa do spełnienia. Niestety. Dopóki mój laptop nie padł (trzy dni temu) miałam trochę czasu, żeby sobie poczytać, co tam przedsezonowo od biegaczek władze oczekują. W sumie to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Medal w sztafecie..Uffff..
Proszę Cię bardzo, Drogi Mikołaju, wytłumacz działaczom, że na medale w biegach narciarskich trzeba harować latami, że kilkanaście miesięcy, nawet najbardziej wydajnej pracy, cudów nie zrobi. Że w biegach wiatr nie dopomoże... Że zupełnie niepotrzebnym jest nakładanie presji, tam gdzie jej być nie powinno. Nie ma ku temu żadnych podstaw. Norwegia, Finlandia, Szwecja, Niemcy, Rosja, USA i jeszcze parę innych..Wszędzie nakłady o niebo większe, wszędzie zespoły od wielu lat profesjonalnie przygotowywane, talentów nie brakuje nigdzie. A u nas cztery w miarę zdrowe, pracowite dziewczyny, bez możliwości zastępstwa, z których jedna zupełnie nie radzi sobie z presją biegu po dobry wynik i popełnia szkolne błędy w najważniejszych momentach, co pokazały i IO w Vancouver i MŚ w Libercu. A po nadal muszą pobiec wszystkie i każda musi zrobić coś więcej niż życiówkę. Nie wyłączając piszącej. I wiesz co, najśmieszniejsze, że nawet dziennikarze do tych planów podchodzą z rezerwą (na razie oczywiście, bo ich długo nie trzeba będzie przekonywać), a całe ciśnienie powstaje w działaczy gabinetach. Chciałabym tylko, by pozwolono nam spokojnie pracować. Dziewczynom, mi, trenerom, serwismenom, całym teamom. Pracować na wielką niespodziankę i dobry wynik. Damy z siebie wszystko, a gdy się okaże, że potrafimy, wtedy osobiście założę każdej z nas ciężkie, przedolimpijskie, presyjne chomąto na kark:)
Przepraszam Cię, Panie Mikołaju, że bzdurami głowę zawracam i to w tak gorącym okresie. Tylko że racjonalne metody odbijają się jak groch o ścianę, więc pomyślałam, że może odrobina Twojej magii pomoże:) Na koniec trochę prywaty. Zrób coś, proszę, z moimi piszczelami, żeby w czasie biegu łyżwą tak nie bolały. Uzbrój Trenera w zdrowie i cierpliwość. No i najważniejsze: Serdecznie Cię zapraszamy na Mistrzostwa Świata do Val di Fiemme. Gdyby sobie tam któraś poczynała zbyt mocno, to podsyp jej igiełek pod narty. Tylko się nie pomyl, ja to taka w biało czerwonym ubranku i z warkoczem:) Pamiętaj, bieg biegiem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie;)))))
Trzymaj się cieplutko w tej swojej Laponii i dbaj o renifery!
Z góry dziękuję.
Justyna.
Z góry dziękuję.
Justyna.
