Tym, którzy po przeczytaniu tego tekstu będą mnie chcieli opluć, pobić, a nawet zabić, powiadam: róbcie to. Testament już sporządziłem. Robiąc to, potwierdzicie tylko pewne podejrzenia wobec nas, Polaków.
REKLAMA
Ad rem. Od roku 2000 wieszałem pierwszego sierpnia narodową flagę. Co roku wisiała 63 dni. Potem kilka razy ktoś mi flagi kradł i już nie wieszam.
Nie wieszam też z innego powodu. Moja babka, Czesława Sikora, w czasie okupacji działała w Związku Walki Zbrojnej (potem przekształconym w Armie Krajową). Jej sekcja zajmowała się fałszowaniem kartek żywnościowych. Nie dane jej było dotrwać do Powstania Warszawskiego. Ją i jej partnera zadenuncjowała na Gestapo dozorczyni z domu, w którym mieszkała. Czesławę Sikorę po przesłuchaniu na Szucha zamknięto w żeńskim oddziale warszawskiego Pawiaka, tzw. Serbii. Po kilku miesiącach ją oraz kilkadziesiąt innych więźniarek rozstrzelano w ruinach getta.
W 2000 roku poznałem niemieckiego historyka – Michaela Federowitza. Publikował on kiedyś w naszym magazynie "Wprost". Otóż Federowitz powiedział mi, iż dotarł w Austrii do archiwum Gestapo. Jakież było jego zdumienie, gdy przeczytał, iż Gestapo skarży się na to, że w okupowanej Polsce otrzymują tak wiele donosów, iż nie są w stanie ich technicznie obrobić. Podobno w Polsce na głowę mieszkańca jest najwięcej donosów w całej okupowanej Europie. On sam jako Niemiec nie chciał się zająć głębiej tym tematem.
Nie jest to wiedza zweryfikowana, powiadam. Jedynym narodem, który miałby prawo do zbadania źródeł są Polacy. I tu można mieć apel do IPN, bo to właśnie IPN powinien te podejrzenia zweryfikować. Nawet jeśli będzie to bolesna prawda, to musimy ją znać.
Moja rodzina nigdy nie starała się znaleźć dozorczyni donosicielki. Mój dziadek Karol Sikora, mąż Czesławy, zaraz po wojnie został aresztowany przez UB i miał inne problemy na głowie.
