Każda rekrutacja na studia uruchamia szereg komentarzy zawierających utyskiwania znamienitych przedstawicieli środowisk akademickich na poziom przyjmowanych studentów. Winnych widzi się z reguły w kolejnych reformatorach edukacji lub zmieniających się zasadach matur. A może by tak szukanie przyczyn tego zjawiska zacząć gdzie indziej? Już teraz warto na wyższych uczelniach pomyśleć o wymaganiach, jakie będą stawiane kandydatom, którzy zaczną we wrześniu naukę w liceum, a na studia przyjdą w roku 2015.

REKLAMA
Taktyka rekrutacyjna
Zapisanie danego zagadnienia w programach szkolnych wcale nie zapewnia poświęcenia mu przez uczniów uwagi. Zagadnień obecnych w programach jest wiele. Młodzi ludzie nie żyją samą nauką, ale na ogół myślą o swojej przyszłości i także starają się dobrze zarządzać swoim czasem. Trudno mieć do nich pretensję o to, że zachowują się pragmatycznie. Większość czasu przeznaczanego przez nich na naukę poświęcają wybranym, maturalnym przedmiotom, z których wynik jest brany pod uwagę na uczelni, do której chcą się dostać. Druga kolejność to przedmioty maturalne obowiązkowe, gdzie jednak wystarcza uzyskanie 30% punktów możliwych do zdobycia. Dopiero w trzeciej kolejności (często bardzo mało) zajmują się pozostałymi przedmiotami, z których potrzebne są im pozytywne szkolne oceny.
Wydawałoby się, że jeśli chcemy mieć kandydata dobrze przygotowanego do studiów historycznych na renomowanych uniwersytecie, powinniśmy od niego wymagać wybrania na maturze historii na poziomie rozszerzonym i osiągnięcia na tym egzaminie jak najwyższego wyniku, a także posługiwania się poprawną polszczyzną. Nic bardziej mylnego. Renomowane uczelnie zadowalają się kandydatem, który zdawał wos na poziomie podstawowym. Z pewnością łatwiej przygotować się do podstawowego wos-u niż do rozszerzonej historii i polskiego (wos jest do tego przedmiotem dużo mniej obszernym). Trudno dziwić się kandydatowi, że - przygotowując się do matury - wybiera najłatwiejsze dostępne rozwiązanie.
Akademicy narzekają również na poziom językowy przygotowywanych przez studentów prac licencjackich i magisterskich. Dlaczego na większości kierunków nie biorą pod uwagę przy rekrutacji wyniku z obowiązkowego przecież "od zawsze" dla wszystkich języka ojczystego? W dobrym tonie jest narzekać na to, że obecna matura z polskiego daje małe pole do popisu literacko uzdolnionym kandydatom. Wymaga jednak od wszystkich wykazania się elemetarnymi umiejętnościami analizowania czytanego tekstu i poprawnego formułowania wypowiedzi. Poloniści w liceach cierpią z powodu poziomu aspiracji "na 30%" wielu zdolnych uczniów. Uczniowie ci przyjmują bardzo racjonalną z ich punktu widzenia taktykę: swoje wysiłki skupiają na przedmiotach, które na ich wymarzonej uczelni są brane pod uwagę. Gdyby tak na wszelkie studia brano jako wskaźnik rekrutacyjny wynik z polskiego, zaangażowanie uczniów w naukę dobrego posługiwania się ojczystym językiem byłoby inne.
Rosnące aspiracje
Bardzo częstym argumentem przeciwko reformie gimnazjalnej jest porównywanie poziomu kandydata na studia z wcześniejszymi czasami. Jeśli wspominamy średniowieczne tradycje uniwersyteckie, pamiętajmy, że dominował wówczas analfabetyzm, że zupełnie inny był zakres dostępnej i przekazywanej na ówczesnych uczelniach wiedzy, i w dzisiejszych czasach nie da się jednak już do tego wrócić. Zapomina się także, że jeszcze ćwierć wieku temu ledwie kilka procent polskich obywateli miało wyższe wykształcenie, licea wybierała mniejszość, a na studia dostawali się tylko ci naprawdę najzdolniejsi. Obecnie w szkołach kończących się maturą mamy 80% młodzieży. Większość z nich chce studiować. Uczelnie chcą ich przyjmować.
Czy na pewno warto - w imię nostalgii za starymi, dobrymi czasami - ograniczyć liczbę miejsc na studiach, czyli pewnie zamknąć ponad połowę uczelni wyższych, zwolnić z pracy większość nauczycieli akademickich i wysłać połowę absolwentów szkół średnich na bezrobocie? To skuteczna i radykalna recepta na podniesienie poziomu kandydatów na studia i samych studiów, i to jeszcze pod warunkiem, że zwolnieniom z pracy i przyjęciom na studia będą towarzyszyć kryteria merytoryczne.
Upowszechnienie wykształcenia średniego i wyższego jest jednak wartością. Oczywiście, trzeba się pogodzić z faktem, że samo skończenie studiów wcale nie gwarantuje pracy zgodnej z wykształceniem, choć rozwija, zwiększa ciekawość świata, poszerza horyzonty, podnosi zdolność do dalszego uczenia się, nabywania kolejnych umiejętności i kwalifikacji. Stale, w każdym zawodzie, przybywa nowej wiedzy, przez całe życie trzeba się uczyć i poszerzać swoje wykształcenie. W szkołach i na uczelniach bardziej musimy nauczyć uczenia się niż wyposażyć we wszystko co potrzebne. Wiedzy jest coraz więcej i wszystkiego nie nauczymy. Jednak, czym więcej umiemy, tym łatwiej nauczyć się czegoś nowego.
Każde upowszechnienie ma swoją cenę. Pokusie bylejakości ulegają - wbrew obiegowym opiniom, wszystko co najgorsze przypisującym sektorowi prywatnemu - również, uważane za renomowane, państwowe ośrodki. Tam także występuje rażące obniżanie wymagań rekrutacyjnych, spadek poziomu pracy kadry akademickiej oraz masowe przyjmowanie płatnych, wieczorowych i zaocznych studentów.
Dlatego trzeba zrozumieć rosnące wymagania, traktowane jako zbędne i biurokratyczne, pochodzące od organów mających za zadanie kontrolować jakość kształcenia. Przy elitarności kształcenia tych wymogów nie było. Przy masowości, to konieczność. Nie jest to wygodne dla pracowników szkół i uczelni, ale w interesie młodzieży, aby jej po prostu nie oszukiwać.
Czas na zmiany jakościowe
Warto, aby uczelnie zwróciły obecnie uwagę na fakt, że od września w szkołach ponadgimnazjalnych będą obowiązywać nowe programy, a od 2015 roku zmienią się istotnie zasady przeprowadzania matur. To również szansa na lepiej przygotowanego kandydata. Ale pod warunkiem, że uczelnie zechcą z niej skorzystać i wszystkim kandydatom postawią odpowiednie wymagania. A także teraz o tym wstępnie poinformują.
Można wpłynąć na postawy uczniów nieco podnosząc poprzeczkę rekrutacyjną. Oczywiście trzeba poinformować z odpowiednim wyprzedzeniem o zmienionych oczekiwaniach. Kandydat, serio traktujący swoje myślenie o studiach, już od początku nauki w liceum może zacząć się przykładać do tych potrzebnych mu, wymaganych przez wymarzoną uczelnię, przedmiotów.
Reguły zmienianej od 2015 roku matury - właśnie ogłoszone - są następujące (oczywiście, wymagania będą stawiane zgodnie z tym, co w nowej podstawie programowej):
- z progiem 30%, na podstawowym poziomie, obowiązkowe dla wszystkich: język polski, matematyka i wybrany język obcy nowożytny;
- obowiązkowo do zdawania, ale bez progu, przynajmniej jeden przedmiot na poziomie rozszerzonym, wybrany spośród:
a) biologia;
b) chemia;
c) filozofia;
d) fizyka;
e) geografia;
f) historia;
g) historia sztuki;
h) historia muzyki;
I) informatyka;
j) język polski;
k) języki obce nowożytne;
l) język łaciński i kultura antyczna;
m) język mniejszości narodowych i mniejszości etnicznych, język regionalny;
n) matematyka;
o) wiedza o społeczeństwie.
Jak uczelnie mogą i powinny z tych nowych reguł skorzystać?
Jeśli za cel postawić sobie solidne podchodzenie do nauki w przyszłości przez uczniów gimnazjów i szkół średnich, przynajmniej tych, którzy biorą pod uwagę możliwość studiowania, warto byłoby przyjąć następujące zasady:
1) Każda uczelnia uwzględnia przy rekrutacji w jakimś stopniu wszystko to, co obowiązkowe dla wszystkich: elementarna umiejętność posługiwania się językiem ojczystym, językiem matematyki i językiem obcym jeszcze nikomu nie zaszkodziła (egzaminy na poziomie podstawowym, wymagania mają i będą miały naprawdę podstawowe). Te umiejętności to również szansa na lepsze uczenie się innych przedmiotów. Bez czytania, pisania, liczenia, logicznego myślenia, trudno sobie w nauce radzić z czymkolwiek innym.
2) Na każdy kierunek studiów wymaga się znajomości na dobrym (rozszerzonym) poziomie, jednego z przedmiotów obszernych, nauczanych w szkołach w największym zakresie, w największej liczbie godzin - proponowany wybór to: język polski; matematyka; historia; geografia; fizyka; biologia; chemia. Przynajmniej jeden z tych przedmiotów musi być jako rozszerzony realizowany przez każdego ucznia w szkole średniej.
3) Dodatkowo możliwe jest oczekiwanie znajomości języka obcego na poziomie rozszerzonym oraz zdawania na maturze innego, wybranego przedmiotu, powiązanego tematycznie z wybranym kierunkiem studiów.
Ostatnie dwa lata nauki mają być poświęcone w szkołach średnich w dużo większym stopniu nauce kilku przedmiotów wybranych na poziomie rozszerzonym. Przeznaczy się na to dużo więcej godzin niż dotychczas. To szansa na to, aby również ten mniej wybitny, całkiem przeciętnie uzdolniony kandydat na studia, dużo solidnej przygotował się do studiowania z tych wybranych przedmiotów. Musi ten kandydat jednak już teraz dostać od uczelni wyraźną wskazówkę, jakie są tam wymagania, oczekiwania. Wtedy może zostać do nauki w szkole średniej - poprzez odpowiednie doradztwo edukacyjne-zawodowe wprowadzone w gimnazjach i kadrę licealną - odpowiednio zmotywowany i dobrze ten czas wykorzysta.
Oczywiście można tu uruchomić także dużo bardziej radykalne i nowatorskie pomysły reformowania systemu oświaty. Warto jednak rozważać to, co możliwe prawie od zaraz, w tych warunkach, jakie są, bez redukcji lub wymiany połowy kadry nauczycielskiej w gimnazjach, liceach i na uczelniach wyższych.