Medialny szum wokół wysokich nagród, jakie decyzją marszałek Ewy Kopacz przyznało sobie Prezydium Sejmu doprowadził do deklaracji nagrodzonych, że pieniądze przekażą na cele charytatywne. Sama szefowa Prezydium podtrzymała wysoką ocenę pracy podwładnych, lecz pod presją opinii publicznej ogłosiła, że fundusz nagród zostanie zamrożony. W publikatorach epatowano wysokością kwot, nieosiągalnych dla większości nawet najlepiej pracujących Polek i Polaków. Piętnowano chciwość i zgodne z prawem, lecz – wobec kłopotów budżetowych – nietaktowne samonagrodzenie się legislatorów.
Jeśli ktoś ma władzę, w pewnym sensie wystarczająco wiele dostaje od życia. Może zrobić dużo dobrego jednym, zaś skrzywdzić, intencjonalnie lub nie, innych. Dzięki sprawowaniu władzy zaspokaja parę centralnych potrzeb: poczucia własnej wartości (ma wysoką samoocenę), sprawowania kontroli (widzi związek między swoimi działaniami a ich efektami), akceptacji społecznej (wiele osób popiera go/ją lub przynajmniej to okazuje). Sprawujący władzę często ma też przekonanie o tym, że ma rację. Krytyka częściej pochodzi z ust przeciwników biznesowych czy politycznych, może być więc negowana i odrzucana, natomiast poparcie płynie od usłużnych podwładnych i od własnego zaplecza partyjnego. Nic, tylko chłonąć i napawać się. Mało kto spośród niesprawujących władzy osiąga aż tyle oczywistych gratyfikacji związanych z obrazem własnej osoby i relacjami z innymi ludźmi.
