O autorze
polsko-amerykański prawnik mieszkający i pracujący w Londynie

Godzina zwycięstwa

“Kiedy należysz do klasy średniej, musisz żyć ze świadomością, że historia cię zignoruje. Musisz żyć ze świadomością, że histora nigdy nie będzie inspirowała się twoimi celami i że nigdy nie będzie jej ciebie żal. To jest cena, którą trzeba zapłacić za spokój i komfort w życiu z dnia na dzień. I z uwagi na tę cenę, wszelkie szczęście w twoim życiu będzie bezpłodnne; nikt nie pochyli się nad twoim smutkiem.”


Ten cytat pochodzi z książki “Generation X” Douglas’a Couplanda. Opowiada ona o pokoleniu urodzonych po II wojnie Amerykanów, którzy zasilili szeregi powojennej klasy średniej. Ich świat zmieniał się szybko, a razem z nim narastało w nich poczucie zagubienia. Stąd “X”, które oznaczać ma niewiadomą, ludzi, którzy nie wiedzą dokąd mają zmierzać, społeczeństwo zagubione w chaosie współczesności, wykreowanych przez modę wzorców, szukające odpowiedzi na trudne pytania i sensu własnej egzystencji.


Madonna jest idealną przedstawicielką tego pokolenia, podobnie jak wiele spośród jej fanek-rówieśniczek. W wieku lat dwudziestu były w college’u niegrzeczynymi dziewczynkami, żeby zaraz później – w wieku lat trzydziestu – stać się wzorcowymi matkami i żonami z przedmieść, aż wreszcie – około pięćdziesiątki – już rozwódki samotnie zacząć szukać pocieszenia pod słońcem Toskanii.


Madonna zagra dziś, w dniu 68 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, koncert w Warszawie. Bramy Stadionu Narodowego, na którym koncert się odbędzie otworzą się na krótko przed godziną siedemnastą. Tą samą, na którą w 1944 roku zaplanowano wybuch powstania.


Dla Pokolenia X godzina “W” jest godziną upiornej przeszłości na którą najlepszym antidotum może być jedynie koncert Madonny, kieliszek wina, film Woody’ego Allena, popcorn, blancik. Dla Pokolenia X godzina “W” jest godziną porażki.

Dla mnie godzina “W” jest godziną zwycięstwa. Mój ojciec nie był powstańcem, nie był też nim mój dziadek. Właściwie nigdy nie poznałem żadnego weterana powstańczych zmagań w Warszawie. Trudno mi więc mówić o tym, co sobie oni wyobrażali. Trudno mi powiedzieć czy realnie oceniali szansę swojego zrywu. Czy mieli dość informacji, czy dość wyszkolenia, broni, dość odwagi. Mimo tego, wszyscy są oni dla mnie zwycięzcami.

Są zwycięzcami dlatego, że mieli (musieli mieć!), w sobie nadzieję. Nadzieję na to, że mogą współuczestniczć w czymś ważnym, w czymś ważniejszym niż ich jednostkowe życia, w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości. W procesie uwalniana się od nazistowskiego piekła. Mieli nadzieję, której wprawdzie nie obce są wątpliwości i dylematy, że coś może pójść nie tak, że karabin nie wystrzeli, że “ruscy” mogą jednak nie wejdą, ale której towarzyszy jednocześnie wiara i ufność w to, że w ich życiu wydarzyć może się coś, co ma sens. Wiara i ufność w to, że jeżeli zależy im na niepodleglości, potrafią wyobrazić ją sobie i jeżeli (to ważne!) gotowi są działać, to mogą swoje nadzieje urzeczywistnić.

Dziś na szczęście nie trzeba się uwalniać od nazistowskiego piekła. O parę rzeczy należy jednak wciąż zawalczyć. Nadzieja na to, że się uda, to jest proszę państwa zwycięstwo, a przynajmniej dobry początek. Chwała powstańcom i dobra z nich lekcja!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...