Historia kraju jest historią o tym, kto, jak i kiedy sprawował w nim władzę. Historię kraju opowiada się najczęściej z punktu widzenia elit. To dlatego w każdym polskim podręczniku najwięcej miejsca poświęca się królom. Tylko czego tak na prawdę dowiadujemy się z tego, że w latach 1241-1288 władzę sprawował na ziemiach dzisiejszej Polski Leszek Czarny? Jaki pożytek z wiedzy, że trochę wcześniej berło dzierżył Władysław Laskonogi?

REKLAMA
Chcę przez to powiedzieć tylko tyle, że historia elit jest tylko tym czym jest, jest historią elit. Nie jest historią Polski, jest tylko jej fragmentem. O historii można też opowiedzieć przez pryzmat historii zwyczajnych ludzi. Ten sposób patrzenia na przeszłość pozwala nam dostrzec inne jej fragmenty i przez to może zrozumieć ją lepiej, pełniej.
Może to się oczywiście okazać ryzykowne. Co jeśli historia Polski opowiedziana z perspektywy zwyczajnych ludzi jest historią jak z "Pokłosia"?
Nadzieję na to, że tak nie jest przynosi opublikowana ostatnio książka - "Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej" (2012) Michał Łuczewskiego, młodego socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego Jego książka pokazuje, jak polskie ideologie narodowe – od sarmackości i Jana Długosza po IV RP i Jarosława Kaczyńskiego – transformowały się w starciu z rzeczywistością i jak oddziaływały na nie masy. Podejście Łuczewskiego jest intelektualnie odważne i oryginalne, tezy sporne, wnioski prowokujące. Dla mnie największą zaletą jego książki jest jednak przede wszystkim to, że opowiada historię ludzką, ludzką historię Polski. I chociażby dlatego warto ją przeczytać.
Cały czas nie jestem jednak zadowolony ze stanu uwzględnienia perspektywy "ludzkiej" w historiografii Polski. Szukając inspiracji gdzie indziej wybrałem się jakiś czas temu na wystawę "Nowy Jork Aktywistów" w Muzeum Miasta Nowy Jork. Przedstawia ona udział zwyczajnych nowojorczyków w kształtowaniu losów ich miasta, ale też losów całego kraju. Seria przedmiotów, obrazów, zdjęć i artefaktów opowiada dzieje czternastu popularnych "zrywów," które mniej lub bardziej trwale odcisnęły piętno na losach Nowego Jorku i Ameryki.
Pierwszym z nich był ruch na rzezcz tolerancji religijnej, a konkretnie tzw. "Protest z Flushing" z 1657 roku (ang. Flushing Remonstrance, od miejscowości Flushing, która dzisiaj jest częścią dzielnicy Queens. To we Flushing rozgrywane są mecze US Open). Przybrał on formę petycji do Namiestnika Nowych Niderlandów, w której domgano się zniesienia holenderskiego zakazu praktykowania religii przez angielskich Kwakrów. Kilka lat wytrwałego wywierania presji przyniosło wreszcie skutek w roku 1664 roku, kiedy prześladowania się skończyły.
Kolejny ruch aktywistów, o którym opowiada wystawa wywodził się z katolickiej społeczności nowojoryczków, która broniła w połowie XIX wieku prawa przybywających do Ameryki Katolików do osiedlania się, obywatelstwa, głosownia i zajmowania urzędów publicznych.
Mniej więcej w tym samym czasie Nowy Jork stał się centrum myśli abolicjonistycznej. To tu, w zaciętych sporach w przestrzeni tak prywatnej jak publicznej wykuwały się argumenty przeciw niewolnictwu.
Na początku XX wieku Nowy Jork stał się też amerykańskim centrum walki o emancypację kobiet i o poprawę warunków pracy w przemyśle tekstylnym rozwijającym się dynamicznie w środkowym Manhattanie. W okresie Wielkiej Depresji aktywistami stali się twórcy teatru, którzy w swojej zaangażowanej sztuce podejmowali się i konfrontowali publiczność z problemami biedy, korupcji, segregacji rasowej czy totalitaryzmów rosnących w siłę w Europie.
W drugiej połowie XX wieku mieszkańcy Nowego Jorku aktywnie walczyli o prawa obywatelskie dla Afroamerykanów, o zachowanie kulturowych i architektonicznych zabytków miasta, o prawa gejów i lesbijek, o przywrócenie do "zamieszkiwalności" miejskiej ikony upadku cywilizacji, jaką był we wczesnych latach 70tych południowy Bronx, czy wreszcie o prawa rowerzystów do bezpiecznego poruszania się po mieście.
Większość tych ruchów zaczynała się, jak to się mówi, "oddolnie", od inicjatyw niewielkich grup osób, którym po prostu na czymś zależało. Ludzi, którzy wierzyli w to, że jeżeli tylko na czymś im zależy, potrafią sobie to wyobrazić i gotowi są działać, to ich nadzieje mogą się spełnić. Oto jest historia po ludzku w wydaniu pozytywnym. Czy tak można też opisać historię Polski?
Wystawa "Activist New York" w Museum of the City of New York 1220 Fifth Avenue, NY, NY.
Książka Michała Łuczewskiego dostępna m.in. z internetowej księgarni wydawnictwa Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika.