- pomyślałem sobie jadąc dziś rano autobusem przez miasto i mijając wysprejowane na murach jednego z florenckich liceów napisy "precz z fasyzstami". Od "faszysty", "nowego Mussoliniego" wyzywa się dziś w Europie Beppe Grillego, lidera antyestalibszmentowej partii "Ruchu Pięciu Gwiazd", która przebojem wdarła się do włoskiej polityki zdobywając w zeszłotygodniowych wyborach prawie 25% poparcia. A "Ruch Pięciu Gwiazd" to przecież tylko jeden z wielu symptomów ciężkiego kryzysu gospodarczo-politycznego, który przeżywamy na Kontynencie. Zakłócanie wykładów uniwersyteckich przez bojówki skrajnej prawicy w Polsce wpisuje się w ten obraz do złudzenia przypominający Europę z połowy lat 30stych XX wieku. Wtedy zakończyło się to wielką tragedią. Czy tak będzie i tym razem? Czy w Europie będzie wojna? Oczywiście nie jutro, nie za rok, ale za 10, za 20 lat?

REKLAMA
Receptą na kryzys gospodarczy, który nawiedził Europę w latach 30tych była polityka "zacieśniania pasa", do złudzenia przypominająca tą, którą dziś Niemcy i pozostałe kraje/organizacje-wierzyciele aplikują swoim dłużnikom - przede wszystkim Hiszpanii i Grecji. Podobnie jak wówczas, również dzisiaj polityka "zacieśniania pasa" okazuje się być przeciwskuteczna, przyczyniając się do wzrostu bezrobocia, narastania frustracji i radykalizacji nastrojów, szczególnie pośród tych najbardziej nią dotkniętych - ludzi młodych. Tak moża, w uproszczeniu, wytłumaczyć źródła popularności faszyzmu kiedyś (Hitler) i dziś (Partia Złotego Świtu w Grecji, która uzyskała w wyborach parlamentarnych w maju 2012 21 miejsc w 300 izbowym parlamencie).
Pokusa porównywania Europy dziś z tą sprzed 80 lat jest duża i trudno od tych porównań uciec. Podejrzewam jednak, że akurat w tym przypadku należy przyznać rację Marksowi, który porównując kiedyś zamach stanu przeprowadzony we Francji przez Ludwika Napoleona Bonapartego z 1851 roku z tym dokonanym w 1799 roku przez Napoleona Bonapartego, stwierdził, że historia się wprawdzie czasem powtarza, ale raz jako tragedia, a raz jako farsa.
Grillo nie jest "nowym Mussolinim", tylko klaunem. Klaunami są też wszyscy ci, którzy zakłócają wykłady uniwersyteckie skandując coś o "czerwonej hołocie." Historyczne porównania i metafory są chwytliwe i dlatego popularne, ale najczęściej świadczą o bezradności tych, którzy się nimi posługują. Dajemy się im czasm uwieść i także mi przydarzyło się to dziś rano, kiedy mijałem wysprejowane na murach jednego z florenckich liceów napisy "precz z fasyzstami".
Nie ma dziś faszystów. Są jedynie klauni. Nie muszę się zresztą odwoływać do Marksa, żeby na pytanie zawarte w tytule tego wpisu odpowiedzieć przecząco. Kiedy Europę dotknęła depresja gospodarcza w latach 30tych, od zakończenia I WŚ minęło raptem kilkanaście lat. I WŚ pochłonęła życie około 10 miliona żołnierzy. Hitler i Mussolini byli weteranami tej wojny i dobrze rozumieli, że okaleczone ich przebiegiem społeczeństwo nie ma właściwie niczego do stracenia. To dlatego było im tak łatwo zradykalizować i zaangażować w swój ruch potężne masy ludzkie, podobnie zresztą jak to się udało w latach 80tych w Polsce Solidarności.
Ja, państwo, którzy to czytacie, wasi krewni i dzieci, a także nasi przyjaciele w Hiszpanii i Grecji, wszyscy mamy zbyt wiele do stracenia, żeby zaryzykować głosowanie na faszystów radykałów. I miejmy nadzieję, że tak już zostanie. Jeżeli można wyciągać z lat 30tych jakąś lekcję, to jest ona taka, że podstawowym, najważniejszym celem każdej polityki jest dążyć do tego, żebyśmy mieli jak najwięcej, bo im więcej będziemy mieli, tym więcej będziemy mieli do stracenia, a tylko to może sprawić, że się nawzajem nie pozabijamy.