Od piątku nie ustają komentarze na temat głosowania nad ustawami o związkach partnerskich. Skala społecznych reperkusji po odrzuceniu przez Sejm wszystkich trzech projektów w pierwszym czytaniu zaskoczyła nie tylko zwolenników ustaw. Paradoksalnie więc chyba dobrze, że to pierwsze głosowanie przegraliśmy.
REKLAMA
Oczywiście, jako Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania, jestem nieustannie pytana o to, co wydarzyło się w piątek. Ale nie są to pytania o ustawę, opinie prawne do ustaw ani proponowane korekty do przepisów. Od kilku dni i ja, i inni politycy Platformy są odpytywani z tego, co słyszeli, widzieli lub sądzą na temat Ministra Sprawiedliwości. Czy ma prawo być w Platformie? Co Premier na to, jak Gowin „pokazał swoją siłę”? Czy Gowin odejdzie z PO i założy własną partię? Czy Platforma jest zakładnikiem „grupy Gowina”? itd.
Szczerze mówiąc mam dość pytań o ministra Gowina. Nie sądzę, aby to jego 1-minutowe wystąpienie wpłynęło na wynik głosowania. Jestem przekonana, że ci, którzy głosowali przeciw ustawom, podjęli swoją decyzję dużo wcześniej. Nie sądzę, aby miał zamiar opuścić PO i założyć nową partię. Jego prawo do bycia w Platformie jest takie samo jak kilkudziesięciu innych posłów, którzy myślą i głosują konserwatywnie. Platforma mieści w sobie różne wrażliwości, podobnie nasi wyborcy. Dlatego niekonserwatywna większość zanim przedstawi jakikolwiek projekt pod debatę klubu, uwzględnia w nim konserwatywną wrażliwość. Jestem zawiedziona piątkowym głosowaniem, ale też wiem, że bez tej mniejszości konserwatywnej Platforma nie byłaby Platformą, która szeroko łączy różne poglądy, stanowiska i wartości, odzwierciedlając w tej mierze społeczeństwo.
Nie mam wątpliwości, że w Polsce – i w polskim Sejmie – zaczyna się przesilenie. Reakcja po piątkowym głosowaniu pokazuje, że Polska się zmienia. Paradoksalnie, może nawet dobrze że to pierwsze głosowanie przegraliśmy – bo dzięki temu głośno i wyraźnie wybrzmiał głos za związkami partnerskimi oraz przeciw homofobii, transfobii, a przede wszystkim przeciw wykluczeniu i pogardzie okazywanej ludziom z mównicy sejmowej i w telewizyjnych studiach. Ta kilkudniowa debata wywołana ustawami o związkach partnerskich może mieć istotny wpływ na szanse Anny Grodzkiej na fotel wicemarszałka Sejmu i na to, jak zagłosują posłowie. Także ci konserwatywni.
Po tych kilku dniach, które upłynęły od piątku ci, którzy mieli wątpliwości mogą bardziej wyraźnie poczuć, jakie są oczekiwania społeczne i co myślą ludzie – o wyborze Anny Grodzkiej i o związkach partnerskich. Wiosną 2012 badania UJ i liczne sondaże pokazały, że akceptacja dla związków partnerskich rośnie i przekracza 50%. Sejm nie uszanował tego wyniku i odrzucił ustawy w pierwszym czytaniu. W listopadzie 2011, zaraz po wyborach parlamentarnych, w sondażu „Newsweeka” ponad 65% Polaków wyrażało obojętność lub akceptację dla wyboru Anny Grodzkiej na marszałka Sejmu. Czy Sejm okaże się równie tolerancyjny jak wyborcy, którzy go skompletowali?
