Fot. Shutterstock

Środowy spektakl telewizyjnego teatru sejmowego był udany. Ewa Kopacz w roli Desdemony została dobrze obsadzona. Miał ją udusić Donald - Otello, wielu wieszczyło, że tak się stanie. Jednak Donald odchodzi w spokoju, Desdemona zostaje i obejmuje jego stanowisko! Obok dawny wróg Schetyna, też obłaskawiony.

REKLAMA
Jej monolog – expose był dobrze napisany, krótki i treściwy. Widownia nie zasnęła, jak to bywało przy innych premierowych, trwających godzinami spektaklach. Kopacz wiedziała, że im dłużej trwa wystąpienie, tym więcej będzie obietnic bez pokrycia. Starała się więc o umiarkowaną ich ilość. „Czuła” swoją rolę, zintegrowała się z postacią. Nie jest wcale łatwo zmieniać tożsamość. Ewa Kopacz grała dotąd już kilka ważnych ról, jest więc dobrze przygotowana. Spektakl miał odpowiednią temperaturę. Był atrakcyjny, wielu chciało się na niego dostać. Przed sejmowym teatrem zgromadzili się widzowie w górniczych kaskach, którzy nie dostali wejściówek.
W czasie trwania pierwszego aktu, na balkonie pojawił się żołnierz przy orderach – weteran, wywołany i przedstawiony z nazwiska, ranny w walce. To sygnał, że należy wzmocnić armię, ze względu na wojnę za naszą granicą.
W roli czarnego charakteru spodziewano się ujrzeć jak zwykle Jarosława Kaczyńskiego, ale tu nastąpił nagły zwrot akcji. Odchodzący bohater Donald siedział na widowni obserwując sztukę. Został zaskoczony przez Jarosława prezesa Kaczyńskiego, który na wezwanie głównej bohaterki Ewy, podszedł do niego, ale miast przeszyć go sztyletem, jak to bywało, podał mu dłoń!
- Nie nienawidzę cię, szepnął do niego.
Dworzanie nie mogli pojąć, dlaczego nie usłuchał podszeptu Antoniego M., czy Adama H., bo wielu ma spin doradców ten monarcha w swoim orszaku, tylko poddał się jakiemuś przedziwnemu impulsowi.
Oczywiście na widowni zaczął się tumult. Drugoplanowa Zalewska wdarła się na scenę, wygłosiła ściekowy monolog, przywołując smoleńskie trupy. W tym czasie, gdy prezes wyznawał uczucie braku nienawiści Donaldowi, symultanicznie, jak to bywa w nowoczesnym teatrze, aktorka kabaretowa, niejaka Pawłowicz grająca rolę strasznej profesorki, mówiła w kuluarach o tym, że główna bohaterka pociągnie najwyżej dwa lata, tyle ona daje jej życia. Czy sama chce wystąpić w roli Otella i udusić nową panią premier, czy tylko źle jej życzy nie wiadomo, bo osoba ta miewa logoreę (to dawne psychiatryczne określenie na słowotok) i jej wypowiedzi są nie do końca zrozumiałe. Słowotok ze ślinotokiem się miesza, jednak ze względu na groźby zagrażające życiu, należałoby się przyjrzeć tej aktorce. Może jej pan i władca J.K zdecyduje wreszcie pozbyć się jej z obsady?
Wszystkich zaskoczył Janusz Palikot aktor, do niedawna pierwszoplanowy, który został opuszczony przez większość swojej trupy teatralnej. Ruszył on z pomocą głównej bohaterce przywołując nawet samego Boga na świadka! Przysięgał, że by jej nie opuścił, gdyby wiedział, że panią premier zostanie i główną rolę obejmie. Pewnie chciałby zagrać u jej boku, i kto wie, czy nie będzie miał okazji?