
Jadła czy żarła na sali sejmowej? Raczej żarła. Gdyby umiała ładnie jeść, jak nas uczono, to może nawet marszałek by nie zauważył. W szkole jadało się spod ławki odłamując małe kęsy, i wkładało do ust tak, żeby nauczyciel nie widział. A w ogóle, to pilnowano w domu, żeby nie jeść z otwartą buzią. A już nie daj Boże mówić przy tym, pokazując przeżutą treść. Pal sześć jedzenie, jednak to nie było zwykłe jedzenie. To był popęd głodu. W psychologii znane jest zjawisko PRZENIESIENIA POPĘDU. Głównie z niezaspokojenia seksualnego na głód jedzenia.
REKLAMA
Często się to zdarza mężczyznom, jeszcze częściej kobietom, bo wiadomo, mężczyzna zna techniki samozaspokojenia. Może lepiej, ze posłanka czegoś takiego nie stosuje, bo przy tym braku hamulców, byłoby możliwe, że nagle zobaczylibyśmy rękę posłanki pod pulpitem... Och nie! Lepiej już, że jadła a nawet żarła.
Co mam na uzasadnienie postawionej tezy. Otóż to, że doktor Pawłowicz nawet w stanie totalnego wzburzenia, jakie nam pokazała w sejmie, przed żarciem, o niebo (w gębie) lepiej traktuje dziennikarzy płci męskiej niż dziennikarki. Facetom tylko odburkiwała, jedynie warczała.
Wyjątkiem wśród mężczyzn jest marszałek Sikorski, skądinąd wysoki mężczyzna, chyba posłanka nie ma u niego szans, a więc krzyczy: Zamknij ryj! Zresztą marszałek zastępuje Tuska, który wyjechał zostawiając PiS z ręką w wiadomym naczyniu. PiS przeniósł popęd nienawiści z Tuska na Kopaczową i Sikorskiego. Do takiej bystrej, młodej i ładnej dziennikarki żrąca posłanka wrzasnęła, że jest idiotką, że ma się od niej odczepić. Dostało się tej ładnej z TVN-u, oj dostało, za krzywdy pani Pawłowicz, za jej przymus jedzenia – zamiast! Chodzi sobie taka młoda, ładna pytania zadaje, a ja co? – myśli posłanka.
Zwykle po zaspokojeniu jakiegoś popędu, w tym przypadku myślimy o seksualnym – popędem innym, tu jedzeniem, przez jakiś czas zaburzony osobnik jest spokojny. Niestety popędy są ogólnie „niezastępowalne”, a więc zaspokojenie trwa krótko. Do następnego rzutu.
Gdy oglądałam scenkę z dziennikarką, miałam wrażenie, że nerwy posłanki Pawłowicz puściły jak guma od ineksprymabli. Wyglądało, że pani P. może się na nią rzucić, pchnąć na ścianę kuluarów sejmowych, albo uderzyć. Straż sejmowa powinna chronić zarówno reporterki, przed posłanką Pawłowicz, jak również posłankę – przed nią samą. Inaczej może skończyć się dramatycznie. Rękawami wiązanymi do tyłu.
