Fot. wikimedia.org

14 grudnia 1981 też był poniedziałek – oto mój zapis w dzienniku (wyd. WAB -2006 r. „Monografia grzechów z dziennika 1978 – 1989”).

REKLAMA
Dziś spotkałam *. Chodzi o kuli, ma wybita łękotkę. Przyjechał samochodem na resztce benzyny. U nich w Instytucie zrewidowali trzy pokoje, zapieczętowali biurka i pewnie będą ich zwalniać, bo przed STANEM dostali wypowiedzenie, jako gniazdo anarchii w Instytucie Maszyn Matematycznych.
Przyszedł Chrzan, z którym pisałam scenariusz do filmu „Fatum”. Nomen omen. Stan wojenny uwolnił mnie od tego. Umowę podpisałam z normalną redakcją telewizyjną, a nie ze zmilitaryzowanym ośrodkiem masowego przekazu. Przyszła też Grażyna F. z Grzegorzem. Wciąż żadnych wiadomości od jej ojca. Zresztą nawet gdyby je miała i tak nic by nam nie powiedziała, w końcu to "kapitanskaja doczka".
Wpadła Krystyna Jagiełło z wiadomością, że Jerzy Zieliński leżący w szpitalu z ciężką depresją, popełnił samobójstwo. On też jest ofiarą stanu wojennego.
Miałam pojechać do TV obejrzeć „Otella”, jakiego przygotował Chrzan. Jednak z oglądania nici. Pod telewizją stoi gęsty kordon komandosów, ZOMO, wojska.
Jest poniedziałek, normalny dzień pracy, wódz przemawia do milczącego narodu. Jest opanowany. Na ulicy mówią o nim „Pinochet”. Dramaturgia bezlitosna, jak gorset generała. Każdy dyktator miał poparcie dużej części narodu. Nawet Hitler wygrał wybory w demokratycznym państwie.
CZY GDYBY U NAS BYŁY DEMOKRATYCZNE WYBORY, KTÓRYŚ Z NICH BY JE WYGRAŁ? ŻADEN.
Breżniew w podróży. Pojechał kupić Niemców. Za to, że nie będą się wtrącali do obozowych naszych spraw, dostaną parę swobód w kontaktach z NRD. Jesteśmy sami i nikt nam nie pomoże.
Papieżowi serce pewno pęknie, ale co oprócz modłów on może zrobić? Choć modlitwa to wiele, kto umie niech się modli. Polska jak żona pijaka, którą ten poniża i bije codziennie. I dopiero kiedy ją zabije będzie się mówiło o odpowiedzialności. Chociaż to niedobre porównanie, bo żona pijaka w desperacji ostatecznej może wziąć siekierę i walnąć mężulka w łeb.
A my co? Tak jak ja jestem bez praw, tak cały naród jest bez praw. Każdego można wziąć z domu albo z ulicy i internować. Lista zwiększa się ciągle. Dziś ogłoszono przepisy bankowe. Tyle absurdalne co drastyczne. Zablokowano konta dolarowe.
O naszym domku na razie nie ma mowy. Czekamy na niego już pięć lat, a kto wie czy nie mieści się w nim jakiś sztab wojskowy? Teraz zgodnie z surowymi prawami stanu w. na osobę przypada 5m2. Warzynek oblicza, ile zmieści się w tym domku 24 osoby! Nie biadolę. Mam poczucie mocy wynikające ze wspólnoty z ludźmi. Kochamy się i wierzę w rozsądek narodowy, chociaż nie lubię patriotyzmu podlanego nacjonalizmem, to jednak.
Słyszałam o paru śmiertelnych zawałach, bo głuchy telefon stał obok na stoliku. Nazwiska tych osób powinny być przez lekarzy zapisywane, i pewnie są, bo to też lista ofiar.
Dobrze, że jestem na miejscu i mogę smarować w tym kalendarzu, może się kiedyś przydać. Supełki na lince pamięci. Cieszę się, że nie wyjechaliśmy do Stanów. Mirek dostał stypendium, ale myślę, że teraz poza krajem można oszaleć. Oko cyklonu jest lepsze. Lepiej być tu. Nie po to mój ojciec z dziadkiem wrócili z Berlina po odzyskaniu niepodległości, żeby emigrować.
Mój osobisty pech! Właśnie miałam publikować w „Solidarności Wielkopolskiej” fragment „Pawilonu małych drapieżców”, przygotowywanego dla Czytelnika. Dałam Ryszardowi Krynickiemu tekst z dwoma rysunkami. Ryszard jest tam redaktorem. W „Kulturze” miały się ukazać dwa moje opowiadania też z moim rysunkiem. Uśmiałam się, widząc prasę wojenną: „Trybunę ludu” i „Żołnierza wolności”. „Żołnierz wolności” patronujący ogólnonarodowej niewoli to zbytnia perwersja jak na mój gust prostej pisarki.
W radiu bryluje Jerzy Małczyński, człowiek o wężowym głosie. Urban z Górnickim występują na konferencji wojsko… przepraszam, prasowej. Niech zostanie ta freudowska pomyłka na pamiątkę. W radiu marsze i katowanie Szopena. Między tym piosenki z Kołobrzegu. Plujemy na telewizor babci, choć i bez tego mało na nim widać, bo podłej jakości jest. Majaki na ekranie.
Drżę o Mirka, żeby zdążył przed godziną policyjną, bo codziennie mają tyle roboty w Instytucie, że ledwo mu się udaje. Stoję półtorej godziny w kolejce po chleb. Są kłopoty z chlebem. Nie ma warzyw, ziemniaków. Grażyna ma zapas więc mi trochę dała. Wszystko robię sama, i z Bogiem. Nie to jest teraz najważniejsze. Pisać i tak prawie nie mogę, bo nie mam potrzebnego skupienia i nic nie jest tak ciekawe, jak to co się dzieje za oknem i w nas. TYLKO TEN DZIENNIK. TYLKO TO.
Że Adaś Michnik zatrzymany, to oczywiste, ale teraz też Andrzej Werner, Michał Komar. Wybitni profesorowie, Amsterdamski z żoną, dziecko trzyletnie zostało. Goldfinger Kunicki, biolog, emerytowany profesor, Klemens Szaniawski, siedział w celi z wybitym oknem, ale myślę, że jest uodporniony, bo siedział w Oświęcimiu. Działania reżimów totalitarnych jak widać są pozaustrojowe, co za podobieństwa! Wszystkie reżimy wtrącają do więzień tych samych ludzi. Wawrzyn jest uprzedzony co ma robić, gdyby nas oboje wzięli. Bo biorą teraz małżeństwa bez względu na dzieci. Nie sądzę, żebym była szczególnie narażona, ale moje kontakty, trochę tekstów dla podziemia… A Mirek jest prodziekanem. I działa.
Wawrzyn poszedł na sanki, bo śnieg piękny jakby nigdy nic. DZIECKO UWAŻAJ, ŻEBY NIE PRZEJECHAŁ CIĘ CZOŁG. (poniedziałek 14 grudnia 1981).