Janusz Palikot wpadł na pomysł, by ekshumować Lecha Kaczyńskiego. A może parę prezydencką? Domyślam się o co mu mniej więcej chodzi. Pamiętamy, że prezes Jarosław Kaczyński miał pewne wątpliwości, mówił coś o generalskim mundurze znajdującym się w trumnie, i chyba o niezgodności wzrostu - o ile pamiętam, bo starałam się zapomnieć o tym kawałku zmasakrowanej historii - a jako żywo, choć może, przepraszam za ten zwrot, nie całkiem żywo, jego brat Lech nie był generałem. Przynajmniej o tym nie wiedzieliśmy.
REKLAMA
Palikot sądzi, że gdyby były wątpliwości, i gdyby zwłoki okazały się NIE TE, lub nie całkiem te, nie mogłyby wrócić na Wawel. To groteska, wiem, zdaję sobie sprawę z traumy rodzin, z tego że nie wolno żartować na ten temat, jednak chcemy normalnie żyć! W normalnym kraju. Można poczytać co mówią niektóre rodziny ofiar, o kawałkach, masakrze, o ręce z bransoletką, po której zidentyfikowano ciało. Współczuję Ewie Kopacz, która to widziała, starała się, czytałam wywiad jaki zrobiła z nią od razu po katastrofie Teresa Torańska. Pewnie powinna przeprosić, bo takie są oczekiwania. Kopacz była na miejscu gdy Antoni Macierewicz od razu dał w długą. Miał stracha, że media odkryją jego rozmowę, jego krzyki na cmentarzu, dokąd dojechał pociągiem! Wołał, że samolot musi wylądować! Uważał, że ostrzeżenia są rosyjską prowokacją. Wszystko musiało odbywać się szybko, zwłoki były potrzebne natychmiast, ludzie bliscy szaleli z rozpaczy i bólu. Trudno się temu dziwić. Pięć dni trwało – od katastrofy do przewiezienia i chowania zwłok. A przecież badania DNA są naprawdę żmudne, trwają dłużej niż tydzień.
Niektórym zależy na wykopaniu i ponownej identyfikacji. Gdyby dotyczyło to wszystkich ofiar, co być może będzie musiało nastąpić, żeby jakoś ułożyć te makabryczne puzzle, doprowadzi do ponownych dziewięćdziesięciu kilku pogrzebów! Ile razy będzie mógł wystąpić PiS? Wystarczy spojrzeć na nieadekwatny, pełen satysfakcji uśmiech Anny Fotygi, gdy miała kłopot z wejściem na wykopywanie ciała Anny Walentynowicz. Ta zamiana ciał jeży włos na głowie, to straszne co się stało, ale przy takim tempie, przy tylu ofiarach, musiało do tego dojść. Uroczystości pogrzebowych będzie tyle ile ekshumacji. Część rodzin pewnie pochowa swoich po cichu, z dala od polityków, lecz inna część z pewnością zrobi to z hukiem, oddając swoich martwych bliskich do walki o władzę.
Gdyby samolot spalił się doszczętnie, gdyby został tylko proch, każdy dostałby urnę z garścią popiołu i mógł spokojnie modlić się o zbawienie duszy bliskiego. Jednak to nie dałoby politycznych profitów. To zajmie dwa lata, które zostały do wyborów. W tym czasie odbędą się marsze protestacyjne, mowy nad grobami, znicze, pochodnie co miesiąc! O gospodarce możemy zapomnieć, mimo że prezes zainicjował debatę, co mu się zresztą chwali! Tylko jak tu rozsądnie debatować w warunkach horroru!? Zacznie się anarchia, o którą chodzi. Politycy każdej partii opozycyjnej liczą na przejęcie władzy. Na normalne, część jednak chce wrogiego przejęcia, chcą osłabić państwo, by je przejąć, tak jak silniejszy przejmuje firmę słabego, a MY NARÓD, który chce żyć normalnie, nie będziemy mieli nic do gadania, bo wszystko odbędzie się za naszymi plecami, drogą manipulacji, przy pomocy działaczy związkowych, wynajętych bojówek i różnych takich sposobików. Kryzys moralny jest chyba większy niż gospodarczy. Mam nadzieję, że bez względu na ilość ekshumacji, wrogie przejęcie się nie uda, bo Polska nie jest słabą firmą, jest mimo wszystko silna.
