
Było ostatnio kilka pocałunków śmierci. Najbardziej namiętny wycisnęła na szlachetnym obliczu ministra sprawiedliwości - powiedzmy, że jego sprawiedliwość jest wybiórcza - Jarosława Gowina, Krystyna Pawłowicz, ksywa „pani profesor”. Nie jest ona bowiem tytularnym profesorem, nazywanym też belwederskim, po prostu miewała od czasu do czasu stanowisko profesora.
REKLAMA
Otóż posłanka owa wycisnęła najbardziej namiętny z pocałunków śmierci jaki można wycisnąć. Mówiła kwieciście, w kuluarach Sejmu o tym, że imponuje jej Gowin, że się nie bał przedłożyć swego stanowiska, wbrew stanowisku większości PO i mimo niechęci premiera, że broni małżeństw jak niepodległości, tak jak i sama posłanka ich broni, całkiem altruistycznie, gdyż jest singielką i rozkosze małżeńskiego pożycia, albo ich brak, są jej obce. Być może dlatego staje w ich obronie, jak w obronie wolnego prezesa, który jest dobra partią. A gdyby tak kropnęła się za szefa? Zrobiła kuku poprzedniej odtrąconej, dziś całkiem zapomnianej, łagodnej pannie Szczypińskiej?
Natura nie znosi próżni, a więc gdy posłanka Kempa okazała się kochanką niewierną prezesowi, jasne, że platoniczną kochanką, ktoś musiał zapełnić tę czarną dziurę po Kempie. Posłanka Krystyna Pawłowicz wskoczyła na zwolniony etat Walkirii, co więcej, ona nie tylko zastąpiła posłankę Kempę, ona ją znokautowała medialnie. Kempa, dotąd gadająca najostrzej, nie dająca sobie przerwać do granic wytrzymałości redaktorów, a nawet Moniki Olejnik, jest malutką Walkirijką, w porównaniu z potężną, obdarowaną donośnym, zgoła męskim głosem Walkirią. Gdyby ktoś nie wiedział kto zacz Walkiria, informuję, że to, cytuję za nieocenionym Kopalińskim: „Walkirie to straszliwe, zbrojne dziewice, jeżdżące konno albo na wilkach po polach bitew, zwiastujące śmierć wojownikom”.
Pocałunek śmierci wyciśnięty na czole Gowina, miałby więc zwiastować jego śmierć, oczywiście polityczną, bo nikomu zejścia z tego padołu łez, nie życzymy. Mógłby, ale nie oznacza, bo premier go nie posunie. I wcale nie dlatego, że Gowin urósł w siłę i Tusk się go boi. A dlaczegóż to? A dlatego, że zachowanie Gowina jest wliczone w koszta. Tusk obliczył to, już wtedy gdy zaangażował go na fuchę ministra sprawiedliwości, mimo że jego poprzednicy byli lepsi, było z czego wybierać. Chodziło o głosy prawicy, żeby je przyciągnąć.
Także teraz, nie sądźcie, że komukolwiek w rządzie, czy też w Sejmie i Senacie, tak naprawdę zależy na uregulowaniu In vitro, czy związkach partnerskich, na waszych i naszych dzieciach, wnukach, ich związkach, konkubinatach i innych konfiguracjach. Może jest kilku ideowych polityków, reszta olewa nas równą mżawką, albo i gorzej. Każdy pretekst jest dobry, żeby się pokazać w TV, tyle i tylko tyle. Gdy rozważane są poważne sprawy, oni biorą ogony pod siebie i „stleniają się”. Do auta i dalej na dworzec, na lotnisko i do domu.
Dlatego pocałunek Walkirii, choćby najbardziej namiętny, nawet z języczkiem, jest tylko języczkiem u wagi, a nie wyrazem najwyższej miłości. To wstępna gra, całkiem bezmiłosna, obliczona na wyjście Gowina z PO i przejście do PiS-u. Premier Tusk nie wyleje Gowina, bo wylałby dziecko z kąpielą. A tak, je ciastko i ma ciastko, co wydaje się sytuacją nierealną, ale nie u nas. To nie ciastko, to ciacho, bo któż jak nie przystojny Gowin zasługuje na miano ciacha?
Gdy sytuacja dostatecznie dojrzeje, gdy jak wrzód nabrzmieje, do granic wytrzymałości narodu, wtedy być może połączą się siły PO i PiS-u, wówczas spełni się ich pierwotne marzenie. Ich, to znaczy Onych, członków obu tych partii. Z pewnością jednak nie będzie miał na to wpływu pocałunek śmierci posłanki Walkirii Pawłowicz, ani brawa z prawej strony, aż dziwne, że nie owacja na stojąco, jak to bywa po wybitnych spektaklach. Będzie to czysta, choć nieczysta moralnie, kalkulacja.
PS Czy bukmacherzy przyjmują zakłady w sprawie odwołania Gowina?
