
Minister Gowin (komputer podkreśla to nazwisko, jako nieznane!) ogłosił nasze sukcesy eksportowe w handlu zarodkami. Eksportujemy według ministra trefny towar do Niemiec, a tam niemieccy uczeni robią na nich eksperymenty, wiadomo jak to Niemcy, uśmiercają te embriony, na skalę znaną z drugiej wojny światowej. Gdyby powiedział to Antoni Macierewicz nikt by się nie zdziwił. Jednak ludzie naiwni myślą, że minister sprawiedliwości nie może mieć niewyparzonego języka. Widać każda partia musi mieć swojego nawiedzionego.
REKLAMA
Wyparzony język jest, jak się domyślacie, określeniem z czasów Świętej Inkwizycji. Plótł więc minister jak Piekarski na mękach, w więzieniach, których u nas nie było, najpierw w trakcie wywiadu w TVN 24, i potem, gdy wycofywał się rakiem, brnąc jednak coraz bardziej. Winą za wszystko obarczył dziennikarzy, wyrywających Gowinowi zdania z kontekstu, jak orzeł wyrywał po kawałku Prometeuszowi wątrobę. A ten paskudny organ za sprawą boga Zeusa odrastał mu ciągle od nowa, chodziło o to by cierpiał jak potępiony. Ciekawe co działo się z kawałkami wyplutymi przez (nomen omen) orła? Chociaż to nieważne, bo wątroba wszak zarodkiem nie jest, a wiadomo że u nas liczą się zarodki i embriony. Na marginesie, tak, tak, rzeczywiście na marginesie, na dzieciaki już urodzone nie starcza pieniędzy, znów nie ma na to, by dorzucić kasę na przedszkola.
Najważniejsze jest, że dziennikarze i redaktorzy z gazet i telewizji bardzo brzydko postępują z biednym ministrem Gowinem. Szarpią mu wątrobę oraz mózg. Broni go jedynie PiS, licząc na rychłe wyrzucenie i przejście do partii, która ideologicznie najbardziej mu odpowiada.
Redaktorzy mają oczywiście swoje za uszami, jasne, ale gdyby nie media, dosłownie wszystko zamiatano by pod dywan, i żadna reforma śmieciowa nie była by w stanie tego posegregować. Są media liberalne, lewicowe i prawicowe. Wszystkie mają głos, a więc można popatrzeć na sprawy z różnych stron.
Premier bardzo zmęczony rządzeniem przez drugą kadencję, zwołał jednak specjalną konferencję, na której ogłosił, że kamień spadł mu z serca. Słyszycie kochani moi Czytelnicy (proszę nie poprawiać, nie mówić, że pisze się z małej litery – Czytelnik to dziś człowiek należący do elity) huk tego spadającego, toczącego się kamienia? Kamień spadł premierowi z ciężkiego serca, z powodu przekonywującego tłumaczenia ministra Gowina, tego właśnie, że nie powiedział, tego co powiedział, tylko dziennikarze wyrwali to z kontekstu. Premier nasz zdusił w zarodku niecne podejrzenia. O boże, czy wolno dusić coś w zarodku? Kciuk premiera uniesiony w górę: niewinny! Nie wyrzuci ministra, na razie nie posunie go z rządu, mimo że Gowin robi wszystko, żeby wylecieć w glorii. Już czuje aureolę nad swoją głową. Widzi siebie męczennika idącego pod rękę z Macierewiczem. Może nawet ma chrapkę na prezesurę, chce zrobić zamach (och, sorry! Znów zamach!) na pana prezesa Jarosława? Za kulisami toczy się wiele rozmów, negocjacji, kto kogo przyciągnie, co za to dostanie. Czy uda się wreszcie PO sformować POPiS, który kiedyś nie wyszedł? Kogo trzeba będzie usunąć? Tylko prezesa PiS, czy Macierewicza też? A może umorusany węglem, jak to drzewiej w PRL-u bywało sekretarz Miller, na jednorazowej szychcie, dogada się z PO? Lewicowy przecież za bardzo nie jest. Kto jest biczem, kto ma nadstawić tyłek? Komu marchewkę, a komu kijek? Spekulacje, manipulacje, domniemania, fakty oczywiste i fakty wirtualne. I wiecie kochani co Wam powiem? Mam tego dość!
Kamień z serca premiera Tuska, wali nas, słuchających obywateli w nasz zbiorowy łeb. Ciekawi mnie jak długo politycy, rządzący czy opozycja, wszystko jedno, będą uważali, że wciskanie kitu w nasze mózgi jest świetnym sposobem na to by ich wybierać.
P.S. Jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, że premier Donald Tusk jednak – chyba – wywali Gowina. Podobno w poniedziałek. Dlaczego dopiero w poniedziałek? Co się zdarzy do tego czasu. Ta informacja wpłynęła prawie jak odpowiedź na mój blog. Nie żebym przypuszczała, że to miało jakiś wpływ! Przypomina mi się pewna historia ze znajomą emerytką, która kiedyś wysłała do premiera, nie pamiętam już którego skargę, na zbyt małą emeryturę. Po dwóch dniach ogląda telewizję z rodziną, w której to TV ogłaszają, że podnoszą emerytury o 20 złotych.
- Widzicie, już dostał! Jak dobrze, że wysłałam ten list! - mówi ona z triumfem.
No więc ja nie wierzę, że mogłabym mieć wpływ, ale byłoby miło gdyby w poniedziałek pojawiła się decyzja, w którą na razie trudno uwierzyć. Może się jeszcze okazać, że znajdą się świadkowie, którzy opróżniali kubły, albo pakowali zarodki… Zakładamy się?
No więc ja nie wierzę, że mogłabym mieć wpływ, ale byłoby miło gdyby w poniedziałek pojawiła się decyzja, w którą na razie trudno uwierzyć. Może się jeszcze okazać, że znajdą się świadkowie, którzy opróżniali kubły, albo pakowali zarodki… Zakładamy się?
