Jest sprawą oczywistą, że – przy ówczesnym rozkładzie sił – zwycięstwo w II Wojnie Światowej bez Armii Czerwonej nie byłoby możliwe. Jest też faktem, że zwyciężono nie tyle taktyką i orężem, ile nieprawdopodobną ilością wysyłanych na śmierć żołnierzy. I wiadomo, że za każdym frontowym szeregiem szli enkawudziści, strzelający do każdego, kto dałby krok w tył. I wiadomo, że w pierwszym roku wojny Armia Czerwona ponosiła klęskę za klęską. Wiele o tamtych czasach już wiadomo, ale nie tym najbardziej zainteresowanym: Rosjanom, mówiąc ogólnie. Prawda o Wielikoj Otiecziestwiennoj Wojnie, jak ją nazywają, po krótkim okresie wolności podczas rządów Jelcyna, wróciła do archiwów z pieczęcią „ściśle tajne”.

REKLAMA
Bo chwała musi być niepodważalna, więc powojenna historiografia ZSRR stara się ukryć lub fałszować i fakty, i liczby. Choćby udział w zwycięstwie nad Niemcami oraz ich sojusznikami innych – poza Armią Czerwoną - sił zbrojnych sprowadza się do minimum: - Robotniczo – Chłopska Armia Czerwona to jedyna siła, która była w stanie zwyciężyć Wermacht, zresztą na Zachodzie niemieckie siły zbrojne prawie nie walczyły: latem 1943 praktycznie cała armia niemiecka skupiła się na Wschodzie. Okupanci mieli we Francji tylko jedną bezradną dywizję i kilka niedawno sformowanych dywizji na Sycylii… – te cytowane tu z internetowego portalu (http://thiswas.ru/novejshee-vremya/krasnaya-armiya-edinstvennaya-armiya-kotoraya-smogla-pobedit-vermaxt-vo-vtoroj-mirovoj-vojne.html#ixzz2SdtVv6Ed) twierdzenia (maleńka część dotyczących wojny przekłamań) znajdziemy niemal we wszystkich opracowaniach naukowych i podręcznikach. Niemal, bo piszą i publikują we współczesnej Rosji także historycy z prawdziwego zdarzenia, zajmujący się faktami, nie propagandą (choćby tłumaczeni na j. polski Mark Sołonin czy Boris Sokołow). Nakłady ich książek w ich ojczyźnie są minimalne, nagonka na nich – ogromna.
Fałszuje się i liczbę ofiar mnożąc zabitych cywilów, a „zaniżając statystyki poległych krasnoarmiejców po to, by zrównać je ze stratami Niemiec oraz ich sojuszników i udowodnić społeczeństwu, że walczyliśmy nie gorzej od Niemców” pisze Boris Sokołow. Za czasów ZSRR, gdy dostęp do archiwów był prawie niemożliwy tę liczbę szacowano na 8,7 mln. Pierwsze lata pieriestrojki jednak złamały archiwalne pieczęcie, co wystarczyło, by przybliżyć prawdę: poległo około 22 milionów żołnierzy radzieckich (z pośród 38 milionów wszystkich zabitych w tej wojnie Rosjan)! Poległo głównie na skutek fatalnych decyzji fatalnie wyszkolonych dowódców. Innych Stalin podczas Wielkiego Terroru (1937 – 1939) - jako swych konkurentów - rozstrzelał.
- Skądże teraz znowu pojawił się mit, że zwyciężali dzięki Stalinowi, z jego imieniem na ustach? Nie mam złudzeń – pisał w wydanych w maleńkim nakładzie 1000 egzemplarzy „Wspomnieniach o wojnie” jej uczestnik, profesor historii sztuki Nikołaj Nikulin z Petersburga. – Ci, którzy zwyciężyli albo polegli w boju, albo stali się pijakami… Ci, którzy jeszcze żyją – milczą. U władzy zostali ci, co gnali innych do bezmyślnych krwawych ataków. Ci, którzy krzyczeli celując im w plecy: idź, bo strzelam! Oni działali w imieniu Stalina. Oni i dzisiaj o tym gardłują. W pierwszej linii nikt nie krzyczał „Za Stalina!”. Politruki wbijali nam to w głowy, ale w okopach politruków nie było. Wszystko to bzdura…-
Lecz prawdą jest, iż większość poległych w tej wojnie do dziś leży gdzieś w polu, albo tam, gdzie kiedyś były okopy, szańce, ziemianki… W jednym tylko, nieodległym od Petersburga miejscu, spoczywają szczątki kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy, którzy usiłowali przerwać blokadę Leningradu. Miejsce nazywa się „Mięsny Bór”… - Wiosną – wspomina walczący tam Nikołaj Nikulin - zobaczyliśmy wszystkie warstwy zamrożone zimą. Na spodzie leżeli zabici latem, w letnich mundurach, w podkoszulkach. Na nich rzędy piechoty morskiej w kurtkach. Wyżej – Sybiracy w półkożuszkach i walonkach. Jeszcze wyżej – biedota w szmacianych czapkach, jakie dawano w zablokowanym Leningradzie. Na nich ciała w szynelach, w kaskach na głowach. Straszliwy obraz naszych sukcesów 1942 roku… -
Prawdą jest też i to, że większość prac poszukiwawczych oraz ekshumacyjnych prowadzą w Rosji nie instytucje państwowe, lecz wolontariusze. Nie ma się co dziwić: jak władza lekceważąca swoich obywateli żywych, ma szanować umarłych?
Dzień Zwycięstwa przyniósł nam klęskę ustrojową. Ale przecież to nie nieszczęśni krasnoarmiejcy podpisywali zgubne dla Polski układy w Jałcie i Poczdamie. Oni tylko swoimi trupami ścielili drogę straszliwej władzy. W Polsce poległo ich 600 tysięcy.