"Nie skacz w biegu, imię Dawida. Tyś jest imię skazujące na klęskę, nie dawane nikomu, bez domu, do noszenia w tym kraju zbyt ciężkie" W. Szymborska
REKLAMA
„Tylko się strzeż bardzo i pilnuj siebie,
Byś nie zapomniał o tych rzeczach, który widziały twe oczy,
By z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia.
Ale ucz ich swych synów i wnuków”
Byś nie zapomniał o tych rzeczach, który widziały twe oczy,
By z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia.
Ale ucz ich swych synów i wnuków”
Księga Powtórzonego Prawa 4.9, Jom Ha-Shoah
„Obcy i niemili”
W 1938 r. Hitler zapowiedział w gronie wysokich rangą oficerów, iż „świat musi i będzie należeć” do „wielkiego, rasowego rdzenia” Germanów . By spełnić ową zapowiedź, potrzebne było zrealizowanie dwóch, niezbędnych zdaniem Führera, wizji. Pierwsza z nich miała na celu „usunięcie” (Entfernung) Żydów, druga dotyczyła pozyskania „przestrzeni życiowej” (Lebensraum). We wczesnych latach trzydziestych XX w. nie było do końca jasne, co Hitler rozumiał poprzez „usunięcie”, jednak w „Mein Kampf” użył słowa „ausradieren” [dosł. wyskrobać, wytrzeć, np.gumką]. W styczniu 1939 r. ogłosił, że rezultatem przyszłej wojny ma być „unicestwienie rasy żydowskiej w Europie”. Jego wynaturzone refleksje opatrzone były określeniami Żydów jako „pasożytów”, „robactwo”, „zarazki” czy „insekty”.
Takim sposobem wróg został nazwany. By naród w niego uwierzył, należało go uwiarygodnić. Grunt był podatny: podkopana ambicja narodowa, naruszona wojenną klęską, spętana surowymi warunkami narzuconego pokoju, szalejący 1933 kryzys ekonomiczny, ugodzona do żywego tożsamość etniczna, tak ważna dla Niemców. Żyd uosabiał wszystko: od lęków egzystencjonalnych, osobistych niechęci do zdeptanej tożsamości i pustki w portfelach. Stał się synonimem wszystkich nieszczęść. Oczywiście nie od razu - proces ten budowano stopniowo – tak, by stał się powszechnie akceptowaną ideologią. Już w 1919 r. Hitler mówił o konieczności „zabicia bakterii powodującej gruźlicę rasową”. Używał też słów: „wyrwać z korzeniami”, „ostateczne rozwiązanie”, „usunięcie” czy „ewakuacja”. Powoli oswajał Niemców z określeniami, które spełniły swoją rolę: wpierw skutecznie przeraziły, następnie same w sobie zobojętniały do tego stopnia, że zwykłe, codzienne życie toczyło się równolegle z najgorszym z dramatów, jakie widział XX – wieczny świat.
Żyd był „bakterią Schizomycetes ludzkości”, zatem w państwie stricte rasowym nie było dla niego miejsca. Nie istniało panaceum na oczyszczenie krwi, zatem „międzynarodowi truciciele rasy muszą zostać wymazani [ausradiert]”.
„Higiena rasowa” stanowiła istotę rewolucji narodowosocjalistycznej, należało wyeliminować wszystko, co było Gemeinschaftsfremd.
Odpowiednio dobrane słowa, wsparte adekwatnymi ilustracjami były bardzo ważne: zapadały w pamięć, utrwalały się.
W realizowaniu takiej propagandy Hitler dał wolną rękę Juliusowi Streicherowi, który miał identyczny stosunek do Żydów. Ostre, często pornograficzne, brutalne, sadystyczne kampanie antysemickie, obrzydliwe rysunki przekonywały na co dzień Niemców o potrzebie eliminowania Żydów z najbliższego otoczenia. W 1934 r. egzemplarze „Der Stürmer” opiewały w straszliwe karykatury Żyda, wabiącego niewinne aryjskie dzieci lub publikowały cytaty z Teitschkego: „Żydzi są naszym nieszczęściem”, co szybko podchwyciły także podręczniki szkolne. Jeden z nich nauczał, że „wszyscy Żydzi mają krzywe nogi, tłuste brzuchy, kręcone włosy i nie budzący zaufania wygląd.” Karykatury te wpajały poczucie zagrożenia; ostatecznie znajdując ujście w ustawach o ochronie niemieckiej krwi i niemieckiego honoru (15 września 1935).
Wystawę, złożoną z „dzieł” przedstawiających Żyda w ten sposób można w tej chwili oglądać w Żydowskim Instytucie Historycznym. ŻIH pokazuje tamtą kampanię nienawiści, zastygłą na ilustracjach. Nie są to jednak karykatury niemieckie. Zaprezentowane na wystawie antysemickie rysunki pochodzą z polskiej prasy lat 1918 – 1939. Uderza ogrom fanatycznej złości, bijący z tych prac, ortodoksyjna, niczym nieuzasadniona nienawiść.
„Są nam tak strasznie obcy, obcy i niemili, bo są z innej rasy. Drażnią nas i rażą wszystkie ich cechy. Wschodnia zapalczywość, kłótliwość, specyficzny rodzaj umysłu, oprawa oczu, kształt uszu, zmrużenie powiek, linia warg, wszystko (…) Obsiedli nas jak jemioła próchniejące drzewo (…) Gdzie spojrzy, tam już zajął miejsce sprytniejszy, ruchliwszy, bezwzględniejszy Żyd” - przekazała Z. Kossak - Szczucka. ŻIH uchwycił tamte nastroje, prezentując ikonografię z okresu II Rzeczpospolitej jako swoistą emanację tej nienawiści. Bardzo często autorami tych rysunków byli sławni graficy, zadowoleni z udanej satyry. Swoimi „pracami” przyczyniali się do budowania obojętności – tej samej, która w pewnym momencie pod murami umierającego getta postawiła wesoło grającą karuzelę z bawiącymi się na niej polskimi dziećmi.
Prace, które można oglądać w ŻIH miały na celu zdyskredytować, odrzeć z godności, odczłowieczyć. Sprowadzić istotę ludzką do poziomu odrażającego pasożyta, którego można pozbyć się z ulgą i bez wyrzutów sumienia.
Obecnie – w okresie odradzających się nacjonalizmów wystawa wydaje się być szczególnie ważna. Wobec nasilających się ruchów neofaszystowskich w Niemczech, rosnącego poparcia dla Jobbiku na Węgrzech czy Złotego Świtu w Grecji, czy pełnego przyzwolenia na antysemickie komentarze na forach internetowych. W czasach, gdy przedziwny znaczeniowo twór językowy:„prawdziwy Polak” bardzo szybko przyjął się w przestrzeni publicznej wystawa ta jest potrzebna podwójnie.
Niedawny przykład parafii w Jasienicy pokazał, że wieszanie Tory w Kościele nawet w XXI w. nie jest dobrym pomysłem, chociaż czasy kazań rodem z kardynała Faulhabera z 1933 r . dawno odeszły do historycznego lamusa. Gdy jeden ze znanych polskich dziennikarzy westchnął w wywiadzie, iż chętnie pomieszkałby przez chwilę poza Polską - już pierwszy komentarz internauty odesłał go w sposób bardzo wulgarny …do Izraela.
Skrzywi się w tym momencie Czytający i powie, że to przesadna interpretacja. Że kilka skrajnych przypadków jeszcze o niczym nie świadczy, jeszcze niczego złego nie zapowiada. Że antysemityzm można kontrolować. Szyderstwo i nienawiść również.
Jest jedna praca – z tych zaprezentowanych obecnie w ŻIH, która szczególnie (jak zwrócił słusznie uwagę prof. P. Śpiewak) przykuwa uwagę. Przedstawia pociąg, wyładowany Żydami, wywożonymi do jakiegoś bliżej nieokreślonego nikąd. Parafrazując Noblistkę - w zaplombowanych wagonach jechały krajem imiona … .
Ten obraz później się spełnił, w sposób najstraszliwszy z możliwych. Warto to mieć na uwadze.
Takim sposobem wróg został nazwany. By naród w niego uwierzył, należało go uwiarygodnić. Grunt był podatny: podkopana ambicja narodowa, naruszona wojenną klęską, spętana surowymi warunkami narzuconego pokoju, szalejący 1933 kryzys ekonomiczny, ugodzona do żywego tożsamość etniczna, tak ważna dla Niemców. Żyd uosabiał wszystko: od lęków egzystencjonalnych, osobistych niechęci do zdeptanej tożsamości i pustki w portfelach. Stał się synonimem wszystkich nieszczęść. Oczywiście nie od razu - proces ten budowano stopniowo – tak, by stał się powszechnie akceptowaną ideologią. Już w 1919 r. Hitler mówił o konieczności „zabicia bakterii powodującej gruźlicę rasową”. Używał też słów: „wyrwać z korzeniami”, „ostateczne rozwiązanie”, „usunięcie” czy „ewakuacja”. Powoli oswajał Niemców z określeniami, które spełniły swoją rolę: wpierw skutecznie przeraziły, następnie same w sobie zobojętniały do tego stopnia, że zwykłe, codzienne życie toczyło się równolegle z najgorszym z dramatów, jakie widział XX – wieczny świat.
Żyd był „bakterią Schizomycetes ludzkości”, zatem w państwie stricte rasowym nie było dla niego miejsca. Nie istniało panaceum na oczyszczenie krwi, zatem „międzynarodowi truciciele rasy muszą zostać wymazani [ausradiert]”.
„Higiena rasowa” stanowiła istotę rewolucji narodowosocjalistycznej, należało wyeliminować wszystko, co było Gemeinschaftsfremd.
Odpowiednio dobrane słowa, wsparte adekwatnymi ilustracjami były bardzo ważne: zapadały w pamięć, utrwalały się.
W realizowaniu takiej propagandy Hitler dał wolną rękę Juliusowi Streicherowi, który miał identyczny stosunek do Żydów. Ostre, często pornograficzne, brutalne, sadystyczne kampanie antysemickie, obrzydliwe rysunki przekonywały na co dzień Niemców o potrzebie eliminowania Żydów z najbliższego otoczenia. W 1934 r. egzemplarze „Der Stürmer” opiewały w straszliwe karykatury Żyda, wabiącego niewinne aryjskie dzieci lub publikowały cytaty z Teitschkego: „Żydzi są naszym nieszczęściem”, co szybko podchwyciły także podręczniki szkolne. Jeden z nich nauczał, że „wszyscy Żydzi mają krzywe nogi, tłuste brzuchy, kręcone włosy i nie budzący zaufania wygląd.” Karykatury te wpajały poczucie zagrożenia; ostatecznie znajdując ujście w ustawach o ochronie niemieckiej krwi i niemieckiego honoru (15 września 1935).
Wystawę, złożoną z „dzieł” przedstawiających Żyda w ten sposób można w tej chwili oglądać w Żydowskim Instytucie Historycznym. ŻIH pokazuje tamtą kampanię nienawiści, zastygłą na ilustracjach. Nie są to jednak karykatury niemieckie. Zaprezentowane na wystawie antysemickie rysunki pochodzą z polskiej prasy lat 1918 – 1939. Uderza ogrom fanatycznej złości, bijący z tych prac, ortodoksyjna, niczym nieuzasadniona nienawiść.
„Są nam tak strasznie obcy, obcy i niemili, bo są z innej rasy. Drażnią nas i rażą wszystkie ich cechy. Wschodnia zapalczywość, kłótliwość, specyficzny rodzaj umysłu, oprawa oczu, kształt uszu, zmrużenie powiek, linia warg, wszystko (…) Obsiedli nas jak jemioła próchniejące drzewo (…) Gdzie spojrzy, tam już zajął miejsce sprytniejszy, ruchliwszy, bezwzględniejszy Żyd” - przekazała Z. Kossak - Szczucka. ŻIH uchwycił tamte nastroje, prezentując ikonografię z okresu II Rzeczpospolitej jako swoistą emanację tej nienawiści. Bardzo często autorami tych rysunków byli sławni graficy, zadowoleni z udanej satyry. Swoimi „pracami” przyczyniali się do budowania obojętności – tej samej, która w pewnym momencie pod murami umierającego getta postawiła wesoło grającą karuzelę z bawiącymi się na niej polskimi dziećmi.
Prace, które można oglądać w ŻIH miały na celu zdyskredytować, odrzeć z godności, odczłowieczyć. Sprowadzić istotę ludzką do poziomu odrażającego pasożyta, którego można pozbyć się z ulgą i bez wyrzutów sumienia.
Obecnie – w okresie odradzających się nacjonalizmów wystawa wydaje się być szczególnie ważna. Wobec nasilających się ruchów neofaszystowskich w Niemczech, rosnącego poparcia dla Jobbiku na Węgrzech czy Złotego Świtu w Grecji, czy pełnego przyzwolenia na antysemickie komentarze na forach internetowych. W czasach, gdy przedziwny znaczeniowo twór językowy:„prawdziwy Polak” bardzo szybko przyjął się w przestrzeni publicznej wystawa ta jest potrzebna podwójnie.
Niedawny przykład parafii w Jasienicy pokazał, że wieszanie Tory w Kościele nawet w XXI w. nie jest dobrym pomysłem, chociaż czasy kazań rodem z kardynała Faulhabera z 1933 r . dawno odeszły do historycznego lamusa. Gdy jeden ze znanych polskich dziennikarzy westchnął w wywiadzie, iż chętnie pomieszkałby przez chwilę poza Polską - już pierwszy komentarz internauty odesłał go w sposób bardzo wulgarny …do Izraela.
Skrzywi się w tym momencie Czytający i powie, że to przesadna interpretacja. Że kilka skrajnych przypadków jeszcze o niczym nie świadczy, jeszcze niczego złego nie zapowiada. Że antysemityzm można kontrolować. Szyderstwo i nienawiść również.
Jest jedna praca – z tych zaprezentowanych obecnie w ŻIH, która szczególnie (jak zwrócił słusznie uwagę prof. P. Śpiewak) przykuwa uwagę. Przedstawia pociąg, wyładowany Żydami, wywożonymi do jakiegoś bliżej nieokreślonego nikąd. Parafrazując Noblistkę - w zaplombowanych wagonach jechały krajem imiona … .
Ten obraz później się spełnił, w sposób najstraszliwszy z możliwych. Warto to mieć na uwadze.
