Czytam i czytam, i czytam, z lewa i z prawa, by wyrobić sobie zdanie. Dla większego dystansu robię to w zamglonym domku wśród topniejącego, przedwczesnego śniegu, daleko od szosy. I jaki obraz mi się wyłania? Zamglony. I to mnie wkurza.
REKLAMA
W zamach na samolot prezydencki nie wierzę, bo choć polityka jest pełna emocji i brutalności, to jednak jest dość cyniczna, a więc racjonalna. Trudno mi znaleźć motyw, który skłoniłby kogoś do skomplikowanego i ryzykownego zamachu na polityka mającego zerowe szanse na reelekcję. Jednak gdyby, załóżmy – mogę nie wiedzieć o tajnych sprawach – ktoś miał interes w tym, żeby zrobić zamach na polskiego prezydenta, to wykluczyłabym Rosjan: trzeba być idiotą, żeby niszczyć samolot nad własnym terytorium i to w okolicznościach związanych z upamiętnieniem ofiar w Katyniu. Cały świat natychmiast się dowiedział, niektórzy po raz pierwszy, o zbrodni na polskich oficerach, a przecież nie jest to w interesie Rosji. Poza tym, nie trudno przewidzieć, że to na nich spadnie odpowiedzialność zajmowania się tą sprawą, wyjaśniania, tłumaczenia i odsłaniania kulisów swoich działań, czego oni bardzo nie lubią. A Rosjanie idiotami nie są, więc jeśli chcieliby zrobić zamach, to zaplanowaliby to tak, żeby nikt ich z tym nie powiązał.
Natomiast wkurza mnie to, co widać publicznie, czyli czego my, maluczcy, możemy dowiedzieć się z dostępnych źródeł, czyli głównie z mediów. Polityka informacyjna rządu w tej sprawie od samego początku jest, mówiąc bez ogródek, beznadziejna. Rozumiem, że trudno prowadzić dobrą komunikację związaną zarówno z katastrofą, jaki i z prowadzonymi śledztwami - dużo emocji, dużo polityki, dużo wydarzeń, dużo słów. Zwłaszcza, że przeciwnicy polityczni obecnie rządzącej koalicji wykorzystują tę tragedię niemalże od pierwszych dni po 10 kwietnia. Ich przekaz jest jasny, głośny i utrzymujący wysoki poziom zaangażowania, a co najważniejsze – jest spójny: za wszystko winien jest Tusk i jego ekipa.
A ekipa sama się podkłada. Z ich komunikacji wyłania się obraz niechlujnych, niekompetentnych urzędników i ukrywających coś nieustannie polityków. A nikt nie chce, żeby na czele jego kraju stali tacy ludzie. I nawet – a zwłaszcza jeśli – mają coś do ukrycia, to cała strategia komunikacji powinna być szczególnie uważnie zaplanowana. Nie na dwa, trzy miesiące po tragedii, ale na kilka lat, tak długo, jak długo może potrwać wyjaśnianie najdrobniejszych szczegółów. Powinno się, na przykład, przewidzieć możliwe pomyłki w identyfikacji ciał, bo przy takiej katastrofie to musi się zdarzyć i zaplanować procedurę postępowania i informowania.
Im większe pole do interpretacji, tym więcej szumu informacyjnego. Im mniej skoordynowanej, zaplanowanej długofalowo, otwartej komunikacji, tym mniej zrozumienia o co chodzi. I dlatego mamy burzę z trotylem. Dziennikarze – kwestia rzetelności jest tematem na inny wpis – zawsze będą szukać tam, gdzie najciemniej.
Natomiast wkurza mnie to, co widać publicznie, czyli czego my, maluczcy, możemy dowiedzieć się z dostępnych źródeł, czyli głównie z mediów. Polityka informacyjna rządu w tej sprawie od samego początku jest, mówiąc bez ogródek, beznadziejna. Rozumiem, że trudno prowadzić dobrą komunikację związaną zarówno z katastrofą, jaki i z prowadzonymi śledztwami - dużo emocji, dużo polityki, dużo wydarzeń, dużo słów. Zwłaszcza, że przeciwnicy polityczni obecnie rządzącej koalicji wykorzystują tę tragedię niemalże od pierwszych dni po 10 kwietnia. Ich przekaz jest jasny, głośny i utrzymujący wysoki poziom zaangażowania, a co najważniejsze – jest spójny: za wszystko winien jest Tusk i jego ekipa.
A ekipa sama się podkłada. Z ich komunikacji wyłania się obraz niechlujnych, niekompetentnych urzędników i ukrywających coś nieustannie polityków. A nikt nie chce, żeby na czele jego kraju stali tacy ludzie. I nawet – a zwłaszcza jeśli – mają coś do ukrycia, to cała strategia komunikacji powinna być szczególnie uważnie zaplanowana. Nie na dwa, trzy miesiące po tragedii, ale na kilka lat, tak długo, jak długo może potrwać wyjaśnianie najdrobniejszych szczegółów. Powinno się, na przykład, przewidzieć możliwe pomyłki w identyfikacji ciał, bo przy takiej katastrofie to musi się zdarzyć i zaplanować procedurę postępowania i informowania.
Im większe pole do interpretacji, tym więcej szumu informacyjnego. Im mniej skoordynowanej, zaplanowanej długofalowo, otwartej komunikacji, tym mniej zrozumienia o co chodzi. I dlatego mamy burzę z trotylem. Dziennikarze – kwestia rzetelności jest tematem na inny wpis – zawsze będą szukać tam, gdzie najciemniej.
