Biorąc udział w sobotnim biegu dookoła warszawskiego ZOO, po raz kolejny miałam okazję obserwować czerwone koszulki, które pomagały z zabezpieczeniu imprezy. Nie wiem, jak wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że to wolontariusze Fundacji WOŚP.

REKLAMA
logo
34. Maraton Warszawski - fot. Karol Petryka

Ogień czerwonych koszulek.
Zaangażowanie.
Jedność i siła grupy.
Entuzjazm i uśmiech rozdawany na lewo i prawo, z zastrzeżeniem - jesteśmy po to, aby przekazać Ci swoją energię i radość, ale i po to, abyś czuł się spokojnie i bezpiecznie. Staramy się rzetelnie wypełniać swoje funkcje służb informacyjnych, a także udzielić pomocy, gdy zwrócisz się do nas z prośbą.
Tak w skrócie można określić ekipę Pokojowego Patrolu.
Kim są i czy zostają zauważeni i docenieni przez uczestników imprez sportowych?
Osiem lat temu wstąpiłam w szeregi Pokojowego Patrolu – wolontariuszy Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Jako młoda osoba szukająca odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, jako wulkan energii, którą należało gdzieś ulokować, a także jako otwarta na nowe doświadczenia i wiecznie poszukująca istota – trafiłam na szkolenie Fundacji WOŚP. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – był to moment, który zapoczątkował szlifowanie mojego charakteru, a podjęta decyzja, aby przemóc strach, nieśmiałość i obawę przed nieznanym – była najlepszą w moim życiu. Poznane wówczas osoby są ze mną do dnia dzisiejszego, a owe grono ciągle się powiększa. Rozsiani po całej Polsce, tak różni, tak indywidualni, a jednocześnie tak bliscy sobie. Osoba, która przyjeżdża do Szadowa-Młyn (Uniwersytet WOŚP) samotnie, wyjeżdża z arsenałem przyjaciół.
Fenomen i zwrócenie uwagi na wartość młodego pokolenia (! tu uwaga za chwilę), które czuje potrzebę po pierwsze przebywania w grupie, po drugie chęci samodoskonalenia, podnoszenia swoich umiejętności, a po trzecie wyjścia z ową wiedzą w świat.
Po co się szkolisz? Po to, aby móc wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce, a nie po to, aby zakuć i zapomnieć. Nikt nie trafił tam z przymusu, każdy sam zadał sobie pytanie „czy chcę”.
Dowód?
Powrócę do powyższej uwagi o młodym pokoleniu. Wiem, że wieku się nie wypomina, ale jednak wielu z nas już nie takimi młodymi jest, choć nowy narybek zazwyczaj oscyluje w granicach pełnoletności. Ci, którzy są od początku istnienia Fundacji mają na karku po dzieści lat, rodziny, dzieci patrolowe i ciągle identyfikują się z WOŚPem. Wiele małżeństw to eksplozja miłości, która miała szansę zawiązać się podczas nocnych wart, podczas wspólnego przemierzania bagien i budowania tratw, podczas wspólnych akcji pierwszej pomocy, a metoda usta-usta dała taki, a nie inny efekt (żart).
Nie okłamię, gdy powiem, że jesteśmy paczką przyjaciół, którzy dzielą z sobą codzienność, którzy wspierają się, choć z niektórymi dane jest nam się spotkać tylko podczas Finałów Fundacji czy podczas Przystanków Woodstock.
Dość długi wstęp i wprowadzenie, ale moim zdaniem warte powiedzenia – Bardzo się cieszę i dziękuję, że jestem częścią tej grupy!
Jestem także biegaczką, a dość pokaźna ekipa pokojowego to maratończycy i ultramaratończycy, wspinacze, grupy ratownictwa specjalistycznego, osoby eksplorujące jaskinie, alpiniści, a także instruktorzy wielu pozostałych gałęzi sportu. Ogólnie ujmując, a co należy także uwzględnić – pod skrzydłami Fundacji ukrywa się bardzo bogate grono doświadczonych ludzi z pasją.
logo
Mont Blanc - Mały, Oprycha, Jasiu

Biorąc udział w sobotnim biegu dookoła warszawskiego ZOO, po raz kolejny miałam okazję obserwować czerwone koszulki, które pomagały z zabezpieczeniu imprezy. Nie wiem, jak wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że to wolontariusze Fundacji WOŚP. Ich praca nie jest nagłaśniana. Przyjeżdżają z różnych części Polski, aby wykorzystać zdobyte umiejętności.
Cytując słowa biegacza Adriana umieszczone na portalu społecznościowym:
„Bieg Dookoła ZOO - najbardziej kameralny i jeden z najbardziej malowniczych biegów, w których miałem okazję do tej pory startować. Był jeden mankament w postaci braku strefy wodopoju po drodze, ale dziękuję ekipie Pokojowy Patrol, która na 8,5km uraczyła mnie łykiem życiodajnego płynu. Bez tego padłbym chyba pod koniec, a nieelegancko było podpijać wodę słoniom z klatki.”
Powyższy przykład to oczywiście pewnego rodzaju minimalizm pomocy, ale zgodnie ze stwierdzeniem „aby chociaż ktokolwiek podał mi na starość łyka wody”, zyskuje większego znaczenia (nie wypominając Adrianowi wieku, przepraszam).
Czy biegacze z Maratonu w Łodzi zauważyli Pokojowy Patrol na trasie czy udało się ich zaobserwować podczas Półmaratonu i Maratonu Warszawskiego, Biegu Ursynowa czy Go Run? A może podczas Biegu Filipidesa, Zimowego Biegu Patrolowego Psich Ratowników, Biegu na Szczyt, Biegu Mikołajkowego…
Obstawiali także Ultramaraton Chudy Wawrzyniec, w którym brałam udział. Przypomina mi się sytuacja, gdy na 50km dwie przemoknięte już od ciągłego deszczu dziewczyny, schowane w namiocie rozstawionym przy błotnistej trasie – z uśmiechem na ustach wysunęły głowy ze śpiworów, odznaczyły dwójkę biegaczy i ochoczo dopingowały, że już końcówka przed nami. Gdy takie leśne skrzaty przekazują Ci energię – docenia to każdy mięsień zmęczonego bólem ciała.
Wiem, że oceniam swoich znajomych, a z racji tego mogę zostać posądzona o brak obiektywizmu. Niemniej uważam, że wywołuję temat bardzo pozytywny, a każdy kto miał szansę spotkać na swojej drodze ludzi Pokojowego Patrolu – potwierdzi moje słowa.
Ja za okazane mi na trasach wsparcie - Bardzo Wam Dziękuję!