Historia publicznej działalności Antoniego Macierewicza to równia pochyła. Nie można obecnemu Ministrowi Obrony Narodowej odmówić zasług z czasów działalności opozycyjnej w PRL, gdy współtworzył Komitet Obrony Robotników. Fakt jest faktem i nie można o tym zapominać. Nawet jeśli później jest już tylko gorzej, a mosty, które kolejno mija zamieniają się w zgliszcza.
REKLAMA
Idei lustracji u początków wolnej Polski poświęcił wiele energii. Na tyle nieudolnie, że w efekcie jego działań rząd premiera Olszewskiego – w którym Macierewicz był ministrem spraw wewnętrznych – upadł. Można powiedzieć, że Antoni Macierewicz doprowadził do upadku rząd, który jest jednym z mitów założycielskich „Państwa PiS”.
Przeprowadzona przez niego wiele lat później likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych to przykład bałaganiarstwa i braku poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo kraju i ujawnianych w raporcie osób. Wyimaginowana misja, której chciał sprostać, z jednej strony drogo kosztowała państwo (wysokie odszkodowania w procesach wytoczonych przez gołosłownie oskarżonych), a z drugiej stanowiła zagrożenie dla jego bezpieczeństwa. Nie krytykuję w tym miejscu samej decyzji o likwidacji WSI, bo ta jest dla mnie zrozumiała. Zresztą PO głosowała za takim rozwiązaniem. Krytykuję jedynie sposób w jaki likwidacji tej dokonano.
Później był parlamentarny zespół badający – metodami dalekimi od naukowych – przyczyny katastrofy smoleńskiej. Dorobek orzekających w nim ekspertów oraz prowadzone przez nich eksperymenty były szeroko omawiane więc nie będę się w tej kwestii wyzłośliwiał.
I o ile można było niejako brać w nawias kontrowersyjne wypowiedzi, czy nietuzinkowe zachowania Antoniego Macierewicza, w czasie gdy był posłem, czy ministrem działającym przede wszystkim na naszym krajowym podwórku, to szaleństw i balansowania nad przepaścią Ministra Obrony Narodowej, który zagraża pozycji Polski na arenie międzynarodowej lekceważyć nie sposób.
Dziś Antoni Macierewicz jest w stanie w jeden tylko weekend jednocześnie obrazić naszych amerykańskich sojuszników i niemal wypowiedzieć wojnę Rosji. Gdy kilka lat temu wskazywał, że katastrofa Smoleńska „to był pierwszy strzał w wojnie, która dzieje się na wschodzie”, słowa te były słowami jednego z ekscentrycznych posłów opozycji. Ale gdy dziś słyszymy, że w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z aktem terroru ze strony Rosji, to są to słowa realnie wpływające na nasze bezpieczeństwo i realnie wpływające na opinię o nas wśród sojuszników z NATO.
W tych wypowiedziach Minister Macierewicz daje upust swoim kolejnym wizjom. Słowa te, mimo że dotyczące polityki zagranicznej, kieruje do odbiorców na krajowym podwórku, bo wie, że twardy elektorat PiS przyjmie je z zadowoleniem.
Jednocześnie musi zdawać sobie sprawę jak bardzo niebezpieczne są te słowa w wymiarze międzynarodowym, jak istotne mogą być w kontekście bezpieczeństwa państwa. Mimo to wypowiada je bo interes „sekty smoleńskiej” i PiS-u jest dla niego wartością najwyższą. Wartością, dla której jest w gotów wiele poświęcić, w tym polski interes narodowy i polskie bezpieczeństwo. Śmiało więc prezentuje swoje kolejne urojenia i nie obchodzi go, jak zareaguje na to reszta świata.
Pozostawia po sobie i wokół siebie spaloną ziemię, a długo budowane mosty, które prowadziły nas do relacji dających poczucie partnerstwa i bezpieczeństwa – padają jeden za drugim.