O autorze
Poeta, prozaik, krytyk literacki. Wydał tomy wierszy Mumu humu (Kraków 2006), Parada drezyn (Łódź 2010), Drzazgi i śmiech (Poznań 2010), Tętno (Łódź 2014), Środki doraźne (Poznań 2017), zbiór krótkich utworów prozatorskich Zabiegi (Poznań 2014) oraz książkę krytycznoliteracką Płynne przejścia (Mikołów 2011). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku”, „Tygodniku Powszechnym” i „Twórczości”. Redagował rubrykę poetycką w „Przekroju” i serię wydawniczą Biblioteka Debiutów przy „Zeszytach Poetyckich”. W 2016 roku otrzymał Nagrodę im. Adama Włodka. Jego wiersze były tłumaczone na języki angielski, niemiecki, francuski, szwedzki, rosyjski i ukraiński. Mieszka i pracuje w Warszawie. Oficjalna strona: www.marcinorlinski.pl.

Matka Stasia. Rzecz o depresji, marihuanie i mediach

Podziwiam odwagę Anny Fryczkowskiej. Naprawdę. Mogła się spodziewać, że samobójcza śmierć jej syna, nagłośniona jednocześnie przez dwa tygodniki, zamieni się w żenujący medialny spektakl. Mimo to zaryzykowała.


Przypadek matki Stasia, bo tak została nazwana przez dziennikarzy Uwaga TVN, jest oczywiście zupełnie inny niż przypadek matki Madzi. Matka Madzi to cyniczna zabójczyni, którą powinniśmy potępiać, a matka Stasia – zrozpaczona kobieta, której powinniśmy współczuć i od której powinniśmy się uczyć. A jednak obie łączy istotny rys: stały się ofiarami mediów, których tak naprawdę w najmniejszym stopniu nie interesują. Kim był Stanisław Fryczkowski i jakie miał problemy, raczej się nie dowiemy. Dowiemy się natomiast, że marihuana jest odpowiedzialna za całe zło w życiu młodych ludzi i że teraz matka Joli wraz z matką Antka i matką Grzesia powinny robić swoim dzieciom regularne testy moczu. Dowiemy się również, że wszystkiemu winien Palikot.


Współczuję rodzinie chłopca, że prywatna i z pewnością bolesna opowieść wymknęła się spod kontroli. Nie liczą się już w niej bowiem ani złożone związki między depresją a uzależnieniem od środków psychoaktywnych, ani skomplikowane relacje dziecka z rodziną i otoczeniem. Liczy się nośny temat i głośne hasła, za pomocą których czasopisma „Wprost” i „Newsweek” zrobiły sobie dobrze. Głównie jednak „Wprost”, którego okładka stanowi przykład skrajnej manipulacji: „Dzieci i narkotyki”. Cóż z tego, że Anna Fryczkowska o możliwych przyczynach śmierci syna wydaje się myśleć zupełnie racjonalnie? Cóż z tego, że nie jest pewna, czy przyczyną samobójstwa były rzeczywiście stany lękowe wywołane marihuaną? Wymowa obu wywiadów jest jednoznaczna: palił marihuanę, więc się powiesił.


Jestem w stanie zrozumieć dezorientację kobiety, która właśnie straciła dziecko i próbuje znaleźć dla swojej tragedii najbardziej wiarygodne wytłumaczenie. Ale dziennikarzom i politykom należy się nagana. Zamiast rzetelnego reportażu zafundowali nam bowiem płytkie kazanie o tym, jaka to marihuana jest szkodliwa. Kazanie o zerowej wartości poznawczej i bardzo wątpliwe etycznie. Bo jakoś nie powiedzieli, że z powodu marihuany umiera o wiele mniej osób niż z powodu alkoholu. Zapomnieli też wspomnieć, że w większości przypadków marihuana nie ma aż tak destrukcyjnego wpływu na ludzki mózg jak na przykład niektóre lekarstwa, które dzieciaki kupują bez recepty w aptece.


Najbardziej zdumiał mnie jednak artykuł Marty Bratkowskiej, szefowej działu Społeczeństwo w tygodniku „Wprost”. Jej tekst Dzieci odlatują w śmierć to już czysta demagogia. Brak tu konkretów, sporo natomiast sensacyjnych historyjek, okraszonych wybiórczymi statystykami i narracją rodem z kioskowych kryminałów: „Majka zajarała już w pierwszej klasie gimnazjum. Szybko przerzuciła się na ostre dragi. Znikała z domu na całe dnie.”. Albo: „Nazwijmy go K. Zaczął relatywnie późno, bo gdy miał już 20 lat. Nigdy nie zażywał niczego innego niż marihuana. Siedem lat później skoczył pod pociąg warszawskiego metra”. Najgorszy wydaje się jednak tytuł jednego z podrozdziałów: „Kolorowy odlot na dno piekła”. Doprawdy, nie wiedziałem, że tabloidyzacja mediów osiągnęła już tak zaawansowane stadium.

Dlaczego nikt nie zrobi poważnego reportażu o zaburzeniach psychicznych wśród młodych ludzi? Bo temat mniej wygodny? Bo depresja w Polsce to wciąż temat tabu? Bo depresję postrzegamy jako słabość, której należy się wstydzić, a nie jako chorobę, którą należy leczyć? Bo najłatwiej obwinić samego chorego, ewentualnie środowisko, na przykład szkołę albo dealera narkotyków? Depresja nie ma spektakularnych objawów ani logo z zielonym listkiem. Wzbudza raczej niemy lęk otoczenia, a jej przyczyny – i mówię to jako osoba, która ma za sobą epizod depresji – są najczęściej o wiele bardziej skomplikowane, niż chcieliby tego redaktorzy tygodnika „Wprost”.

Ale cóż, łatwiej postraszyć opinię publiczną niż wykonać porządną robotę.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Meghan i Harry szczerzy do bólu. Ten wywiad poruszył Brytyjczyków, ale nie wszystkim się spodobał
0 0"World of Fire" z Wichłacz i Kotem. Serial BBC pokazuje wojenny koszmar nie tylko Polaków
0 0W Polsce tego filmu ludzie boją się jak ognia. Widziałem "Malowanego ptaka" i już wiem dlaczego

POLECAMY

HYDEPARK 0 0Maciej Stuhr kończy 44 lata. I właśnie z tej okazji dał bardzo szczery wywiad
0 0Tak się rozjeżdża konkurencję. Po takiej zapowiedzi serwisu Disney+ Netflix może się bać

TRAGEDIA W WARSZAWIE

FELIETON 0 0Ilu ludzi ma jeszcze zginąć na pasach? Posłowie, przestańcie się bać kierowców!
POLECAMY 0 0Tak Kaczyński traci władzę. Po wyborach dostał dwa potężne ciosy