Mieszkanie w centrum Warszawy ma swoje uroki - nie ma tygodnia bez marszu/biegu/przejzadu na rolkach/rowerach i tak dalej. Zazwyczaj jednak utrudnienia w ruchu trwają krótko, albo, jak w przypadku Euro, mieszkańcy są o nich zawczasu ostrzegani. Organizatorzy akcji Biegnij Warszawo ewidentnie mieli to gdzieś.
REKLAMA
Do dziś nie mogę się nadziwić, że nikt jeszcze nie przeforsował przepisu zabraniającego blokowania głównych arterii komunikacyjnych miasta wszelkiej maści marszami, protestami i innym podobnymi imprezami. Efekt jest taki, że choćby i przejść chciało sto osób (a tak bywa, uwierzcie mi), policja zamyka ulicę i nikogo nie wpuszcza ani nie wypuszcza. Tak się składa, że mieszkasz przy tej ulicy? Cóż, masz pecha.
Jakiś czas temu przez centrum Warszawy przejeżdżali rowerzyści. Korek-gigant. Liczyliście, że ktoś łaskawie poinformuje, za pomocą znaków, że w takich a takich godzinach będą utrudnienia w ruchu? Wolne żarty. Utknąłeś w korku na pół godziny, to stój, bo ktoś chce sobie popedałować. Akurat jednak tutaj można zacisnąć zęby, bo nie trwa to jakoś specjalnie długo.
Inaczej jest jednak z akcją Biegnij Warszawo, w której udział biorą dziesiątki tysięcy ludzi, a co za tym idzie, trochę to trwa. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy rano wyjechałem z domu przy Alejach Jerozolimskich, a dwie godziny później nie miałem jak do niego wrócić, bo policja odcięła wszystkie pobliskie ulice.
Oto trasa biegu:
Jak widać, kilka ulic zostało otoczonych kordonem policji, a dojazd do nich kompletnie zablokowany.
Nie, nie mam nic przeciwko takim akacjom. Nie, nie winię uczestników.
Mam jednak pretensje do organizatorów i policji. Nikt z nich nie pomyślał o postawieniu choćby jednego znaku (a nie, przepraszam, była informacja, żeby 7.10.12 nie parkować na Alejach), nie było żadnego plakatu, ani jednego ogłoszenia informującego o tym, że na kilka godzin mieszkańcy centrum zostaną odcięci od reszty miasta. Pół biedy, jak "złapało" cię w domu, co jednak z tymi, którzy dojeżdżając do swojej ulicy widzą blokadę i policjanta, który ma gdzieś, że tam mieszkasz - zamknięte i tyle?
Powtórzę: ani jednego znaku.
Żadnej informacji o tym, które ulice są zamknięte, żadnej tabliczki z informacją, ile potrwają utrudnienia, znaków nie było nawet przy wjazdach na ulice, które nagle kończyły się ślepo - jedziesz, a tu blokada. I radź sobie.
Podręcznikowy przykład "mamwaswdupizmu".
Także, Biegaj sobie Warszawo, ale może łaskawie albo rób to gdzieś, gdzie nie będziesz skazywać ludzi na godzinne krążenie wokół zamkniętego terenu, a później 15-minutowy spacer do domu, albo przynajmniej wysil się i poinformuj ludzi, że masz zamiar ich odciąć.
