Skoro Amerykanie, z niewielkim opóźnieniem, ale jednak przekażą nam zasoby archiwalne dotyczące Katynia, to warto pójść dalej tym tropem. Mam tu na myśli Brytyjczyków. Ich archiwa podlegają sztywnej regule – wszystko co tajne jest publikowane po 50 latach, chyba, że racja stanu Korony nakazuje trzymać papiery dłużej. Gdy już coś ujawniają, to wychodzą na światło dzienne świństwa i przestępstwa, które popełniają instytucje w służbie Jej Królewskiej Mości. Tymczasem dwa tematy są kłopotliwe w stosunkach polsko – brytyjskich: Katyń i śmierć generała Sikorskiego.
REKLAMA
Przypominam sobie, że gdy pełniłem Ważną Funkcję Państwową, ówczesny ambasador Wielkiej Brytanii Michael Pakenham poprosił mnie o rozmowę. Chodziło o to, aby przekonać stronę polską, że skoro w najbliższym ujawnianym pakiecie tajemnic nie ma nic na powyższe tematy, to pewnie nie ma nic w ogóle.
Pakenham przez całą karierę mieszał obowiązki dyplomaty i szpiega. Twierdził więc, że wie co mówi. Ja sądzę, że jest odwrotnie. Skoro jednego z sojuszników stać na pokazanie zapewne kłopotliwej prawdy z czasów II wojny światowej, warto zwrócić się w tej sprawie do Brytyjczyków. Jak wiadomo prawda nas wyzwoli, chyba, że składają się na nią fakty, dla których nawet sto lat nie wystarczy...
