Niebawem czeka nas kluczowa dyskusja o tym, jaka ma być Unia Europejska. Radziłbym wszystkim potencjalnym uczestnikom oswoić się z kilkoma prawdami, na pozór nie całkiem oczywistymi.
REKLAMA
Tej Unii, do której wstępowaliśmy w 2004 roku, już nie ma. Skończył się czas proporcjonalnego rozwoju, gdy zasadniczym dylematem była alternatywa: szerzej (więcej państw) czy głębiej (większa integracja). Już wiemy, że kryzys wymusił pełniejszą integrację, choć nie wiadomo do końca w jakim gronie. Gorzej, kryzys nałożył się na marginalizację Unii na świecie. Wszyscy wiedzą, że bez globalnej konkurencji, jako kontynent i jego obywatele będziemy tracić.
Jest jeszcze jeden wstydliwy element. Kryzys zakwestionował wzajemne zaufanie państw do siebie (relacje niemiecko-greckie). Kryzys naruszył też zaufanie obywateli do struktur unijnych. W tej sprawie pełne badania zrobili Brytyjczycy, ale jestem przekonany, że choroba "exit" wciąż krąży po kontynencie.
W obecnej sytuacji Polska musi podejmować trudne decyzje, które określą los naszego kraju na przyszłe dziesięciolecia. Alternatywa jest prosta – szara strefa lub udział w grze. I o tym właśnie będziemy jutro rozmawiać na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (spotkanie rozpocznie się o godzinie 11.30 w auli Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM przy ulicy Umultowskiej 89). Wspólnie z Januszem Palikotem zaprosiliśmy studentów, aby przedstawić im swoje dylematy, niepokoje i – to najważniejsze – determinację działania w zaistniałej sytuacji.
Jest czas, aby mówić o Europie.
