Historia związków partnerskich jest długa. Składają się na nią akty tchórzostwa, oportunizmu i hańby.
REKLAMA
Najpierw tchórzostwem wykazał się premier, który mógł spowodować, że rząd, choć niejednomyślnie, to jednak skieruje do Sejmu jakąś propozycję. Donald Tusk mógł prosić o opinie prawne, konstytucyjne, mógł rozmawiać z koalicjantem. Mógł wszystko. Nie zrobił tego jednak ze strachu przed pęknięciem w gabinecie.
Sejm miał być miejscem, gdzie wyjdą wszystkie sprzeczności, ale problem miał się rozwiązać "siłami natury". Zwolennicy swoje, przeciwnicy swoje, a na koniec większość Platforma + Palikot + SLD miała zdecydować o rezultacie. Pracowały komisje, a projekty próbowano odrzucić już na tym poziomie. Pracował poseł Artur Dunin, ale pracował też poseł Żalek, który dokładnie wiedział, ilu ma wyjąć posłów swojej partii, tak aby z pomocą PiS-u i PSL-u projekt przepadł.
Sama dyskusja i głosowanie były wielką demonstracją hańby. Argumenty przeciwników są dla mnie szczególnie wredne. Na przykład Gowin powołał się na konstytucję, mówiąc, że skoro państwo wspiera rodzinę, to nie może wspierać instytucji "rodzinopodobnych". Tymczasem nikt nie oczekiwał od państwa wsparcia, zasiłków czy opieki. Projekt dotyczył czegoś innego. I drugi haniebny argument – małżeństwa "normalne" postawiono przeciw związkom partnerskim, które w ten sposób stały się… "nienormalne".
Ruch Palikota też nie ustrzegł się błędu. Poseł Rober Biedroń siłą rzeczy koncentrował uwagę i knajacki humor PiS-u tylko na homoseksualnej części problemu. A jest on szerszy.
No cóż, stało się. Do polskiej opinii publicznej poszedł fatalny sygnał. Nie tylko do zainteresowanych, ale do wszystkich, którzy żyjąc w "normalnych" związkach, chcieli tym "nienormalnym" ułatwić życie. Hańbą jest wynik głosowania, w którym większość stwierdziła, że nie ma problemu i boi się nad nim dyskutować. Boi się, bo argumenty w komisjach mogły do końca skompromitować Ciemnogród.
Jako niepoprawny optymista widzę jeden pozytyw całej sprawy. Homofobowie zostali policzeni – mają nazwiska, wreszcie mają twarze.
PS No i coś na poprawę humoru. Tylko trzeba znać angielski ;-)
The National Poetry Contest had come down to two, a Yale graduate and a redneck from Texas. They were given a word, then allowed two minutes to study the word and come up with a poem that contained the word. The word they were given was Timbuktu.
First to recite his poem was the Yale graduate. He stepped to the microphone and said:
Slowly across the desert sand
Trekked a lonely caravan;
Men on camels, two by two
Destination Timbuktu.
Trekked a lonely caravan;
Men on camels, two by two
Destination Timbuktu.
The crowd went crazy! No way could the redneck top that, they thought. The redneck calmly made his way to the microphone and recited:
Me and Tim a hunting went.
Met three ladies cheap to rent
They were three, and we was two,
So I booked one, and Tim booked two.
Met three ladies cheap to rent
They were three, and we was two,
So I booked one, and Tim booked two.
