Jestem po stronie tych, którzy chcą prawdy na temat historii Polski w ostatnich latach, w tym lat PRL. Przeglądam podręczniki mojej córki, studentki stosunków międzynarodowych, i te kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej (PRL i III RP) wygląda jak walka dobrego ze złem. Oczywiście siły złego to wszelkiego rodzaju lewica, a rycerze dobra – opozycja, niezależnie od wydania.
REKLAMA
Jest kilka momentów, co do których nigdy się nie zgodzimy, ale są też wydarzenia, co do których większość Polaków zgadzała się już bardzo dawno. Mam na myśli zamordowanie Grzegorza Przemyka.
Nawet człowiek taki jak ja, który był wtedy po stronie władzy, wiedział, że skatowali go milicjanci. Miałem okazję rozmawiać kiedyś z ówczesnym wiceprokuratorem generalnym, Henrykiem Prackim, który nadzorując śledztwo, próbował rozszerzyć krąg podejrzanych o milicjantów. Został za to odstawiony od sprawy i pozbawiony stanowiska – jak mówił – na osobiste polecenie gen. Kiszczaka.
Przemyka próbowali ratować lekarze, którzy nie mieli żadnych wątpliwości, że nie ma takiego kursu sanitarką, że można by tak stratować ofiarę. W tragedię Przemyka wpisała się też historia śmierci jego mamy, Barbary Sadowskiej, która nie mogła pogodzić się z utratą syna i zmarła trzy lata później.
Wszystko to, co piszę, było powszechnie znane w czasach PRL. Generał Kiszczak doprowadził do skazania Bogu ducha winnych sanitariuszy i dlatego nie rozumiem słów, którymi posiłkował się SLD, że skoro nie było wyroku sądu, to jak tu potępić ówczesną partię i jej kierownictwo?
Otóż wyrok był, właśnie na polecenie tej partii i jej kierownictwa. Skazano sanitariuszy i kryto oprawców.
