Nie jestem na liście zaproszonych gości, ale też chciałbym uczcić urodziny Lecha Wałęsy. Czterema wspomnieniami.

REKLAMA
1. W 1981 roku w gronie działaczy ZSP w Krakowie byliśmy pod wrażeniem Lecha Wałęsy i Andrzeja Gwiazdy. Jeden porywał tłumy, a Kraków dosłownie niósł go na rękach po Rynku Głównym. Był nieprzewidywalny, trochę szalony, ale miał koło siebie inżyniera i ten dawał gwarancję powagi całego przedsięwzięcia, z którego wielkości nikt sobie nie zdawał wtedy sprawy. Jacek Stefański z Uniwersytetu Jagiellońskiego był w sprawach opozycyjnych lepiej poinformowany ode mnie. Przynosił świeże analizy, które nijak się miały do oficjalnej linii partii. Zawsze wychodziło jednak, że to on miał rację.
2. Jestem naczelnym "Trybuny" i dumnie dzierżymy buławę jedynej opozycyjnej gazety. To był kawał dobrej, dziennikarskiej roboty, a Lech Wałęsa był naszym ulubionym celem ataku. Któregoś dnia dzwoni telefon. Odbieram i w słuchawce słyszę: "Mówi Wałęsa!". Zebrałem wtedy tzw. zjebkę za to, że "Trybuna" kilka dni wcześniej napisała coś nierzetelnie o synu prezydenta. Coś tam się tłumaczyłem, ale wrażenie, że dzwoni sam prezydent, zdominowało rozmowę. No i mieliśmy informację na następny dzień na pierwszą stronę.
3. W Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji Wałęsa nie pojawił się nigdy, ale miał swoje interesy. Popierał koncesję dla pirackiej sieci Nicola Grauso. Wiadomo było, że Rada stoi na stanowisku legalizmu, ale naciski były przepotężne. Łącznie z informacjami ze służb, który nadawca jest dobry, a który mniej. W końcu za naszą decyzję o koncesji dla Zygmunta Solorza stanowiskiem zapłacił Marek Markiewicz, a jego następca Janusz Zaorski, nominat prezydenta, wyleciał za zgodę na koncesję dla Canal Plus. Ojciec demokracji nie miał żadnych wątpliwości, że o swoich walczy się do końca.
4. Szykujemy się do obchodów 60-lecia Aleksandra Kwaśniewskiego. Jest więc okazja, by powspominać stare czasy. Ktoś zadał mi pytanie, jak to się stało, że Aleksander Kwaśniewski zdecydował się kandydować na prezydenta, w wieku 39 lat? Odpowiedziałem, że zawdzięcza to głównie Lechowi Wałęsie, który zablokował go na funkcję premiera, a potem był tak fatalnym prezydentem, że aż chciało się go pokonać. Ale o tym będzie jeszcze okazja, żeby pisać więcej.
Mimo wszystko, 100 lat, Panie Prezydencie!