www.tumblr.com

Paryż, bagietka, koszulka w granatowe paski, perfumy, projektanci, tour de France, sery, wina, croissanty, dziewczyny całe w czerni, makaroniki, język miłości, miłość francuska, Amelia, Sartre, kino francuskie, ciasto francuskie, wieża Eiffela, Prowansja, Lazurowe Wybrzeże. Wielu z nas traktuje Francję jako nadkraj, w którym żyją nadludzie.

REKLAMA
Paris is always a good idea – mawiała Audrey Hepburn. Audrey Hepburn, ideał życia i piękności dla wielu nastolatek dla całym świecie, ideał elegancji, stylu i gracji. Osobiście zawsze wolałam Lauren Bacall albo Brigitte Bardot – wydawały mi się prawdziwsze, bardziej widać było w nich krew, w Audrey zawsze tylko kości. Aurdey jest jednak, paradoksalnie, bliższa Paryżowi estetycznie. Bo jeżeli Kasia Tusk lubi Paryż, to lubi Audrey Hepburn (bardzo często).
Chciałabym się zastanowić nad fenomenem sytuacji, w której wszystko co Made in France jest lepsze, lepsze od wszystkiego. W Warszawie powstają setki knajp i kawiarni, które oferują francuskie pieczywo z mąki francuskiej, creme brulee i quiche. Każdy, kto kupuje bagietkę ulega iluzji, ulega wrażeniu, że oto nagle nie jest na ulicy Nowy Świat, ale przeniósł się na Pola Elizejskie. Nic dziwnego. Dzisiejszy news dnia pt. „Parafianie z Klwowa nie chcą koncertu Dody podczas święta Papryki” zachęca do owych przenoszeń i teleportacji, bo jest to po prostu smutne i cebulaste. Café Rue de Paris, Café Vincent, Petit Apetit, Boulangerie, Deli Paris ,Charlotte. W każdym z tych miejsc właściciele oferują francuskie wyroby od mistrzów cukierników, oczywiście francuzów, najczęściej wyrabiane na miejscu. Wyroby te, rzeczywiście są dobre, ale czy lepsze od zwykłej bagietki kupionej w chociażby Galerii Wypieków albo zwykłej piekarni? Prawdziwym fenomenem układu warszawsko-paryskiego jest Charlotte, w którym jak w prawdziwym horrorze dostajemy żarcie po 40 minutach, tłum jest niewyobrażalny, a wszyscy tam siedzą i palą papieroski, popijając papieroski winem (francuskim?).
logo

Jeżeli wybieramy się na wycieczkę do Paryża, to wszyscy nam zazdroszczą. Paryż – stolica mody, stolica czystości i miłości. Kiedy byłam tam ostatnio na romantycznej wyprawie sylwestrowej, pod wieżą Eiffela nie było fajerwerków a espresso w kawiarni kosztowało 5 euro. Żaden romantyzm w Paryżu jak nie masz kasy. Bo Paryż to stolica kasiastych kochanków.
Kiedy koleś w nowym towarzystwie okazuje się być francuzem – od razu zmienia się stosunek do niego. Bardziej obeznane w technikach podrywu delikatnie zmienią ton głosu na niższy i zaczną bawić się włosami, mniej obeznane zaczną się rozpływać nad każdym słowem, które wypowiada i podskakiwać na krześle. Francuz to nadczłowiek, bo Francja wydaje nadludzi, jako nadkraj z nadstolicą, Paryżem.
Oczywiście Francja wydała mnóstwo wybitnych osobowości – Victor Hugo, Edith Piaf, Hektor Berlioz, Charles Baudelaire, Antoine de Saint-Exupéry, Zinedine Zidan, Joanna D’Arc, Coco Chanel, Ludwik Pasteur. Jednak pamiętajmy, że w każdym kraju na świecie można znaleźć równie kapitalne nazwiska.
Pogódźmy się z tym – to co francuskie, zawsze dla Polaków będzie lepsze. Oczywiście, zaczynamy myśleć lokalnie – wspieramy lokalne przedsiębiorstwa, ludzie z większych miast dzierżawią kury na wsiach, wspiera nas Unia Europejska. Często jednak mówimy o Francuzach i o Francji jako o czymś lepszym, bardziej zaawansowanym technologicznie i kulturowo.
Oczywiście, powiecie, że Francja jako pierwsza stworzyła pasaże (pierwowzory centrów handlowych), stworzono tu pierwszą powszechną Deklaracje Praw Człowieka, mężczyźni tutaj mają najniższy poziom otyłości w UE. Czy jednak ta gloryfikacja koszulek w paski i croissantów nie jest przesadna? Wydaje mi się, że trochę tak.