Polska kultura przesiąknięta jest nostalgią za zielonymi stepami Ukrainy. Wyobraźnia narodowa rozpalana była popularnymi piosenkami, sienkiewiczowskimi powieściami, przekazywanymi po cichu rodzinnymi legendami o pozostawionych w Ukrainie domach, opuszczanych w pośpiechu ze strachu przed radzieckim bądź nazistowskim żołnierzem. Kulminacją narodowej nostalgii, którą piękniej niż ja kiedykolwiek będę potrafił, opisywał w swoich wschodnich felietonach Ziemowit Szczerek, jest Lwów. Miasto stanowiące dumę narodową zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Miasto, na które za chwilę spaść mogą rosyjskie bomby.

REKLAMA
logo
Połączone flagi Polski i Ukrainy edukacja.dziennik.pl

Nie sposób pisać o poprawie dyplomatycznych relacji w sytuacji, kiedy kraj będący przedmiotem takiej dyskusji wyniszczany jest wojną w skali, której Zachód nie widział od 77 lat. Trudno też jednak milczeć w obliczu tego, co każdy instynktownie wyczuwa, że coś się w naszych relacjach radykalnie zmieniło.
Nostalgia i sentyment do Ukrainy budowane były w Polsce przez lata wspólnej przecież historii. Lata współzależności dziejowej znalazły odbicie w sztuce, polityce czy w końcu w codziennych relacjach pomiędzy obywatelami. Nie można jednak zaprzeczyć, że te ostatnie nigdy nie obywały się bez cienia podejrzeń o złe intencje z obu stron. Przez lata oba narody trwały więc we wspólnym poczuciu wyrządzonych historycznych niesprawiedliwości (podsycanych zresztą chętnie przez co głupszych polityków i zorientowane narodowościowo systemy edukacji po obu stronach ukraińsko-polskiej granicy). Relacje międzyludzkie budowane więc były z jednej strony w oparciu o garść narodowych mitów, a z drugiej – o poczucie pewnej słowiańsko - sąsiedzkiej wspólnoty. Kruchy materiał do zbudowania solidnych relacji. Oczywiście ta sytuacja sukcesywnie się zmieniała, jednak ściana nieufności zanika powoli.
A teraz Ukraińcy prowadzą wojnę z Rosją.
Dla Polski Rosja nie jest po prostu sąsiadującym mocarstwem. Powiedzieć, że relacje polsko- rosyjskie były trudne byłoby ponuro brzmiącym eufemizmem. Od lat Rosja jest krajem, który utrudnia harmonijne funkcjonowanie bądź wręcz zagraża egzystencji polskiego Państwa. Nie powinno więc dziwić skąd w Polsce tak duża sympatia dla ginących za wolność Naszą i Waszą ukraińskich żołnierzy. Przez lata Polacy czuli się osamotnieni w stawianiu odporu Federacji Rosyjskiej. Zwykle zresztą kończyło się to ponurymi konsekwencjami i masową produkcją narodowych bohaterów, których pomniki nagrobne krzyczały jednak gloria victis, a nie gloria victor. Nie jest celem tego artykułu lekcja historii, ale warto tutaj wspomnieć przełomowe dla Narodu wydarzenia, jak zabory, powstania: listopadowe i styczniowe, 17 września 1939 czy w końcu cały okres Polsko-Radzieckiego 'sojuszu'. Od roku 1610 jedynym pozytywnym elementem polsko-rosyjskich relacji politycznych (zaznaczam) był Upadek Związku Radzieckiego.
A teraz Ukraińcy prowadzą wojnę z Rosją.
I nie sposób odnieść wrażenia, że realizują scenariusz, o którym marzyło wiele pokoleń Polaków. Ukraińcy realizują scenariusz polskiej walki narodowowyzwoleńczej. Dodatkowo walczą o Świętego Grala polskiej myśli narodowej – o Wolność. I płacą za nią olbrzymią cenę.
A ich postawa w tej wojnie Dawida z Goliatem jest bohaterska. Ogromnym wysiłkiem społecznym zmobilizowali głównie ochotniczą armię 'zwykłych' obywateli, którzy każdego dnia powstrzymują swoimi ciałami rosyjską machinę wojenną przed tym, żeby któregoś dnia mogła się posunąć w głąb Europy. Dają odpór barbarzyńskim armiom wschodu, a co najważniejsze w tej walce odnoszą kolejne zwycięstwa. Paraliż rosyjskiej armii i bohaterska obrona Kijowa, znajdą obok obrońców Wyspy Węży stałe miejsce w Światowej kulturze. Chociaż właściwie już znaleźli.
Skala i brutalność rosyjskiej inwazji jest wielką tragedią, ale jest również lustrem postawionym przed Polakami, którzy w końcu w obywatelach Ukrainy mogą zobaczyć siebie. A jest to obraz wyidealizowany, bohaterski i niezrealizowany, głównie dzięki temu, że to wichry historii przesunęły nasze granice odrobinę bardziej na Zachód. W naszych narodowych mitach mamy jednak słowa, żeby opisać bezkompromisowe poświęcenie dla Ojczyzny i Wolności.
I pewnie jest to tylko jeden z powodów dla których Polacy byli w stanie tak ofiarnie i spontanicznie otworzyć dla Ukrainy swoje serca. Ja sam, obserwując ofiarność moich współplemieńców i ich wsparcie dla krwawiącej jeszcze Ukrainy, po raz pierwszy od dawna czuję w sobie dumę ze swojego kraju. Co jednak od mojej dumy ważniejsze, sami Ukraińcy mają w końcu powody, żeby zaufać w dobre intencje Polski.
Wspólne uczestnictwo w tym dziejowym dla obu Narodów Wydarzeniu stanowi właśnie nowe otwarcie w naszych relacjach. Jeszcze nigdy w historii (i piszę to z całą świadomością istnienia I Rzeczypospolitej) nasze narody nie były bliżej. A to daje nam nadzieję, że po tym jak wojna się skończy nasza współpraca będzie jeszcze bliższa bo cementowana nie tylko interesem ekonomicznym i ciekawością wobec obcego, ale Solidarnością, którą okazały sobie w czasach kryzysu te dwa braterskie narody.
Żeby to nastąpiło trzeba jeszcze 'tylko' wygrać wojnę. Ale i My gorąco wierzymy, że Wam się to uda.
Sława Ukrainie, Chwała Bohaterom.
Tekst dostępny również po Ukraińsku: tutaj