Już po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Trzeba więc widzieć europejskie zadania i problemy - w pokampanijny sposób.
REKLAMA
Europie grozi dryf rozwojowy i niebezpieczeństwo marginalizacji. I to nie tylko dlatego, że mocniejsze tempo wzrostu i nowocześniejsze dźwignie rozwojowe są widoczne i używane w Azji, Ameryce, a za chwilę może nawet w Afryce. Ale również dlatego, iż oprócz wyzwań, jakie niesie czas pokryzysowy w Europie - groźby deflacyjne, stagnacja gospodarcza, brak siły europejskiej gospodarki ze względu na rozdzielność dwóch obszarów: euro i poza euro, relatywnie niski poziom innowacyjności i wykorzystania przewag, jakie może dawać rewolucja cyfrowa, wreszcie - wysokie bezrobocie oraz problemy demograficzne, kluczowe obecnie niebezpieczeństwa tlą się jeszcze dodatkowo w sferze konstytucyjnej. Czyli w obszarze modelu rządzenia i zarządzania Unią Europejską.
Wybory do Parlamentu Europejskiego wskazały zwycięzcę - Europejską Partię Ludową. Jej liderem,"twarzą" w wyborach był Jean Claude Juncker, i zgodnie z częścią interpretacji oraz duchem debaty przedwyborczej wszystkich głównych, europejskich liderów partyjnych - to on winien być desygnowany na Przewodniczącego Komisji Europejskiej.
Pojawiają się jednak problemy. Cameron jasno odrzuca tę kandydaturę, po weekendzie - dystans do tej kandydatury oraz samego procesu wyboru szefa KE przedstawił premier Szwecji Reinfeldt. Nie jest oczywiste, jak w końcu zachowa się kanclerz Niemiec, Angela Merkel - której działania i zachowania "The Economist" nazwał ostatnio merkelvelianizmem (coś na kształt machiavelizmu XXI wieku?). Bo dla szefowej niemieckiego gabinetu z jednej strony ważne jest przedwyborcze zobowiązanie i poważne traktowanie roli Parlamentu, z drugiej zaś - istotna musi być sprawność działania i współdziałania wszystkich instytucji rządzenia w Europie. Nie można zatem pominąć roli Rady Europejskiej, czyli zgromadzenia szefów rządów i państw, także posiadających mandat demokratycznego wyboru, tak jak mają go liderzy partii startujących w wyborach do PE. To dziś musi się nazywać kwadraturą koła - ale dotyczy właśnie problemów konstytucyjnych Unii Europejskiej.
Merkelvelianistyczne podejście może zaowocować tym, że Juncker zostanie szefem Rady Europejskiej, a przewodniczącym Komisji zostanie jeszcze ktoś inny.... Ale to wymaga nowego etapu w rozmowach o statusie instytucji i władz europejskich. Wymaga rozmów między przedstawicielami Parlamentu a liderami Rady Europejskiej, albo samą Radą. Tylko w dialogu można znależć rozwiązanie, które nie zdepcze mandatu demokratycznego Parlamentu Europejskiego, a zarazem otworzy pole do racjonanych poszukiwań rozwiązania razem z państwami członkowskimi.
Wtedy zakręt, na którym teraz, oby chwilowo - jest Europa, zostanie wzięty.
