Niczym Kutuzow, który wpuścił Napoleona głęboko do Rosji, Donald Tusk od wtorku 10 kwietnia do dziś milczał wpuszczając Jarosława Kaczyńskiego coraz głębiej w szaleńcze teorie na temat zamachu. Niektórzy obawiali się, że przyjęta przez Tuska taktyka oddania tematu smoleńskiego Kaczyńskiemu jest taktyką bardzo ryzykowną. Okazało się jednak, że tym razem Tusk miał racje.

REKLAMA
Jarosław Kaczyński w smoleńskim radykalizmie zabrnął tak daleko, że dzisiejsze posiedzenie Sejmu RP było, moim zdaniem, powtórką z lania, które lider Platformy Obywatelskiej sprawił Prezesowi PiS w trakcie słynnej debaty telewizyjnej w 2007 roku. Strzał Tuska był zabójczo celny, świadczy o tym także histeryczna reakcja Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników. Liczba bzdur, które wypowiedzieli po świetnym przemówieniu Tuska w sprawie katastrofy smoleńskiej przerasta to wszystko, co i tak się nie oszczędzając w słowach, powiedzieli do tej pory.
„Wolałbym się nie urodzić niż robić karierę polityczną na grobach”. Te słowa Tuska, śmiem twierdzić, przejdą do historii polskiej polityki. Premierowi udało się bowiem jednym zdaniem opisać to, co wielu rozumiało, ale z uwagi na kontekst bało się nazwać po imieniu. Jarosław Kaczyński politycznie żeruje na tragedii smoleńskiej. Jednak dla każdego obserwatora poczynań prezesa PiS jest jasne, że radykalne zaostrzenie retoryki smoleńskiej w ostatnich kilkunastu dniach było niczym innym jak cynicznym zagraniem związanym ze wzrostem notowań partii Ziobry.
Mówiąc w pewnym uproszczeniu Ziobro zakwestionował przywództwo Jarosława Kaczyńskiego na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony zarzucił mu prowadzenie polityki proeuropejskiej, z drugiej zaś zakwestionował jego możliwości, jako lidera partyjnego zdolnego do wygrywania wyborów. W obu tych tematach Kaczyński z Ziobrą nie ma szans. Wraz z Prezydentem Lechem Kaczyńskim premier Jarosław Kaczyński pozwolił na podpisanie i ratyfikację traktatu lizbońskiego. Ten traktat był niewątpliwie potężnym krokiem w stronę pogłębienia integracji europejskiej. Biorąc pod uwagę logikę tej części skrajnej prawicy, która kwestionuje sens integracji europejskiej, jego podpisanie jest nie do obrony. W tym temacie Jarosław Kaczyński debaty z Ziobrą nie wygra. Podobnie nie jest w stanie udowodnić, że jako lider PiSu może tę partię doprowadzić do sukcesu wyborczego. Jedyną więc szansą dla Kaczyńskiego w konfrontacji z Ziobrą jest eskalacja retoryki zamachu smoleńskiego, która pozwala przedstawiać Ziobrę jako zdrajcę narodowego frontu w obliczu zdrady, zaprzaństwa, zamachu.
Cynizm stojący za tą kalkulacją Kaczyńskiego jest oczywisty. Biorąc jednak pod uwagę, że w katastrofie zginął jego brat, a z drugiej strony w obliczu tragedii rząd nie zawsze potrafił zachować się odpowiednio rzucenie Kaczyńskiemu wyzwania w tej dziedzinie było bardzo trudne. Tusk jednak tego zadania się podjął i wydaje się, że na tym wygrał.
W amerykańskiej politologii mówi się o chwycie jujitsu w sytuacji, w której całą siłę ataku przeciwnika na nas jesteśmy w stanie obrócić przeciwko niemu. Mam wrażenie, że Tuskowi udała się rzecz, o którą go szczerze mówiąc nie podejrzewałem. Całe napięcie i emocje związane z katastrofą smoleńską skierował przeciwko Kaczyńskiemu. Czy historycznie to do końca uczciwe, nie sądzę, ale politycznie skuteczne na pewno.