Przez dziesięciolecia występy polskich sportowców na zimowych igrzyskach olimpijskich były przeważnie obiektem kpin komentatorów. Teraz ironiczne opinie zastępuje rachowanie medalowych szans w Soczi.
REKLAMA
Kazimierz Rudzki (1911 - 1976), reżyser teatralny i słynny aktor (masowej publiczności znany przede wszystkim z roli w serialu "Wojna domowa), był wielkim kibicem sportowym. O sporcie też pisał na łamach tygodnika "Szpilki".
W swych felietonach opisywał m.in. innymi zmagania polskich zawdoników na zimowych igrzyskach w St. Moritz w 1948 r.:
Jeśli przegrywaliśmy, to tylko dlatego, że przeciwnicy nasi rozporządzali większymi umiejętnościami, podczas gdy nasi zawodnicy reprezentowali czysty talent, nie skażony skostniałym, zrutynizowanym szablonem ciągłego treningu.
O poprzedniczkach i poprzednikach Justyny Kowalczyk pisał:
W sztafetowym biegu, podczas gdy inni zawdzięczali swoje sukcesy specjalnemu smarowaniu nart, drużyna nasza, nie ulegając pobocznym wpływom atmosferycznym, pokazała, że obce jej są tego rodzaju metody, a mimo to potrafiła wyprzedzić reprezentację Lichtensteinu, mimo że ta nie ukończyła biegu w ogóle.
Przyczynę słabego występu skoczków narciarskich Rudzki tłumaczył w żartobliwy sposób:
Brak wyraźnych sukcesów w skokach narciarskich przypisać należy wyłącznie nieporozumieniu. Nasi zawodnicy skakali blisko, zajmując dalekie miejsca, a okazało się, że należało skakać daleko, zajmując bliskie miejsca.
Ironiczny ton w opisach zmagań polskich reprezantów na zimowych igrzyskach dominował przez ostatnie dzisięciolecia. Ale chyba na naszych oczach dokonuje się historyczny przełom.
Oto piątkowy "Przegląd Sportowy" tworzy symulację wyników zawodów w Soczi w przyszłym roku, z której wynika, że Polska może realnie liczyć na 9 medali (2 złote, 2 srebrne, 5 brązowych), co dałoby biało-czerwonym 13. pozycję wśród wszystkich uczestniczących w igrzyskach krajów (w tyle zostałyby m.in. Finlandia, Szwecja, Japonia, Słowenia). Choć autorzy zestawienia przyznają, że to tylko symulacja, a sport jest nieprzewidywalny, to sama ilość szans medalowych polskich zawodników świadczy o wyjątkowości tej sytuacji.
Szkoda tylko, że temu wzrostowi poziomu sportowego nie towarzyszy sportowa publicystyka na poziomie Kazimierza Rudzkiego (czy Krzysztofa Mętraka, krytyka filmowego i wieloletniego felietonisty "Piłki Nożnej", z którego tekstu z 1983 r. zaczerpnąłem cytaty ze "Szpilek").
