Najlepszy dowód na to, że Lewandowski osiągnął spory sukces? Zaczyna być w Polsce kopany. Strzelił głupi, a nawet skandaliczny wywiad po Euro, nie zdobył gola w kilku meczach, ma irytującego menedżera... Wszystko to krok po kroku przyczyniło się do tego, że z osoby, której wszyscy kibicują, bo ma talent i potencjał, a zły Niemiec Klopp nie wystawia go na jego nominalnej pozycji (jak było dwa lata temu), przepoczwarzył się w osobę do kopania w mediach, komentarzach i codziennych Polaków rozmowach.
REKLAMA
Jakaś dziwna moda. Niewielu osobom wyrażającym publicznie swoje zdanie udało się w ostatnim czasie uniknąć pokusy kopnięcia Lewandowskiego. Chcę napisać jakiś fajny, nieoczywisty tekst o reprezentacji, ale nie bardzo wiem o czym... To może napiszę, że Lewandowski jest do dupy? Świetny pomysł! Wszyscy myślą, że jest świetny, idzie do Realu, chce go Manchester, a ja pokażę, że widzę więcej niż ten motłoch i napiszę, że jest słaby. Doszło do tego, że teraz częściej można przeczytać, że jest w gruncie rzeczy przeciętny niż, że jest bardzo dobry. Tak wiele osób wpadło na nieoczywisty pomysł, że nagle stał się on oczywisty. Trochę jak z książkami/filmami/spektaklami „przełamującymi stereotyp...”. Teraz niszowe byłoby raczej utrwalanie stereotypu, bo wszyscy tylko go przełamują.
Powiecie, że sam „Lewego” kopałem. Ano tak. Pisałem, że nikt nie może być większy niż reprezentacja. I oczywiście za głupie wypowiedzi napastnika Borussii słusznie krytykowano. Ale za grę? No, święci boscy. Zapomniał lud jak o miejsce w ataku rywalizowali rezerwowy Boltonu z drewnianym, ale czołowym napastnikiem angielskiego II-ligowca, poganiani atakującym greckiej Larissy i megatalentem, „tylko trochę słabszym od Cavaniego”, który zwiedził Palermo i Heerenveen? Żarty.
Weszło pisze: Funkcjonują dwie oficjalne wersje, niestety naszym zdaniem troszkę się wykluczają. Pierwsza jest taka, że Lewandowski to jeden z najlepszych napastników na świecie. A druga wersja - że w kadrze nie ma wsparcia i dlatego nie strzela goli. Nam się zdaje, że najlepsi napastnicy na świecie nie są AŻ TAK uzależnieni od gry reszty zespołu i zdarza im się raz na jakiś czas zrobić coś absolutnie autorskiego. Wystarczy porównać, ile w pojedynkę był w stanie zdziałać Suarez, a ile Lewandowski. To jednak dwa zupełnie inne światy. Suarez a to kogoś minie, a to przyjmie na klatę i huknie z trzydziestu metrów. Jak mu nikt nie pomaga, to pomoże sobie sam.
Jedna sprawa, to polskie tabloidy, które wciskają Lewandowskiego każdemu trenerowi z zagranicznym nazwiskiem. Oczywiście, że przesadzają. Oczywiście, że „Lewy” nie należy nawet do dziesiątki najlepszych napastników świata. Ale jak można porównywać Lewandowskiego do Suareza, kiedy są to dwa ZUPEŁNIE różne typy napastników. Mi się zdaje, że i Jan Koller i Michael Owen byli dobrzy. Można by jednak napisać: „Owen dobry? Mi się zdaje, że najlepsi napastnicy na świecie nie grają AŻ TAK słabo głową i zdarza im się raz na jakiś czas coś strzelić tą częścią ciała. Wystarczy porównać, ile goli głową strzelił Koller, a ile Owen”. Albo: „Koller dobry? Mi się zdaje, że najlepsi napastnicy na świecie nie są AŻ TAK wolni i zdarza im się raz na jakiś czas kogoś minąć. Wystarczy porównać jak dynamiczny jest Owen, a jak Koller”.
Zdaje mi się, ale co ja się tam znam, że Ruud van Nistelrooy, czy Filippo Inzaghi byli swego czasu absolutnie topowymi napastnikami na świecie. A czy oni potrafili coś stworzyć niezależnie od drużyny? Czy van Nistelrooy kiedykolwiek (nie licząc końcówki kariery) wyszedł poza pole karne? Czy Inzaghi, urodzony na spalonym, nastrzelałby tyle bramek, gdyby nie dostawał podań? Są napastnicy kreatywni, jak Forlan, Suarez, Henry, Bergkamp i kilku innych*. Są napastnicy, których Anglicy uroczo nazywają „fox in the box”. Inzaghi nie miał dryblingu, ani wielkiej szybkości i w ogóle na tle europejskiej czołówki w sumie nie tak wiele umiał. Ale dziwnym trafem to jemu zawsze piłka odbiła się od pleców, przekoziołkowała po karku i wpadała do siatki. Czy to go czyni snajperem gorszym?
Lewandowski nie jest aż tak dobry, jak pokazują to niektóre media i nie jest aż tak słaby, jak pokazują inne media. Jest na pewno w szerokiej światowej czołówce napastników, ale na pewno nie w ścisłej. A w reprezentacji zwyczajnie, po prostu, naprawdę, nie ma z kim grać. Ustawienie 4-2-3-1 ma moim zdaniem sens tylko, gdy ma się świetne skrzydła. Oba. Borussia ma świetne oba skrzydła i tam do Lewandowkiego nikt się nie czepia. Polska z Błaszczykowskim ma świetne jedno skrzydło, więc „Lewy” jest w stanie coś zrobić tylko po akcjach z Kubą. Polska bez Błaszczykowskiego nie ma ani jednego świetnego skrzydła, co skazuje Lewandowskiego na wieczne okładanie się łokciami z minimum dwoma wielkimi stoperami, na wieczną grę tyłem do bramki, z brakiem możliwości obrócenia się. Nie w Lewandowskim jest problem w reprezentacji, ale w tych, którzy są za nim. Przebierzmy Goetzego/Reusa a nawet Grosskreutza w polską koszulkę i zobaczymy czy Lewandowski olewa reprezentację czy może jednak nie ma z kim teraz grać?
Wiem, że trenerzy bardzo takich zawodników jak Lewandowski doceniają. I bardzo dobrze, że Juergen Klopp do polskich mediów raczej nie zagląda. On wie, jak go wykorzystać i pewnie zrobi z niego jeszcze lepszego napastnika. Może wtedy przestaną go porównywać do Warzychy („tylko 15 goli w 50 występach”), a zaczną zwracać uwagę, że w wieku 24 lat, czyli w takim, w którym Paweł Brożek był za młody na wyjazd do Nancy, Lewandowski ma 50 występów w kadrze, a lada moment wedrze się do dziesiątki najlepszych snajperów w dziejach reprezentacji, zostawiając za sobą wszystkich piłkarzy grających po 1989 roku.
* Jest też gatunek napastników, którzy potrafią dosłownie wszystko. Jego jedynymi przedstawicielami są Cristiano Ronaldo i Lionel Messi i nikogo nie można z nimi porównywać.