Ciekawy artykuł Pana Michała Wąsowskiego opowiada o planowanej modernizacji prawa pozwalającej prowadzić inwestycje bez zgody właścicieli gruntów. Z doświadczeń MEW S.A., inwestora w elektrownie wodne, wynika że nie jest to konieczne.
REKLAMA
Czytaj artykuł Pana Michała Wąsowskiego o budowie wyciągów narciarskich bez zgody właścicieli działek.
Firma MEW S.A., którą prowadzę, zajmuje się zawodowo budowaniem elektrowni wodnych, zarówno dla siebie jak i dla klientów. Problem, o którym pisze Pan Michał to dla nas chleb powszedni.
Elektrownie wodne zawsze wywołują dużo emocji społecznych i jest czymś oczywistym, że nie jest łatwo pozyskać terenu pod inwestycję w elektrownię, tym bardziej że w razie braku zgody właściciela niespecjalnie można przesunąć się na działkę obok (rzeki nie przesuniemy). Jednocześnie mieszkańcy mają niebotyczne wyobrażenia o naszych zarobkach i oczekują takich samych zwrotów dla nich, żądając za ich ziemię zupełnie nierynkowych wynagrodzeń.
Myślę jednak, że nie jesteśmy odosobnieni, jest to problem wszystkich inwestorów budujących inwestycje w różnych branżach i na całym świecie. I na całym świecie inwestorzy sobie z tym radzą, poza inwestycjami celu publicznego nie ma powodu, aby wywłaszczać ziemię i nakazywać komuś zgodę na inwestycję. Prawo własności jest święte.
Nie znam sprawy Polskich Kolei Linowych i jak wyglądały ich negocjacje z właścicielami. ziemi. Nie mogę się więc wypowiedzieć. Ale mogę powiedzieć, że z naszego doświadczenia najważniejsza jest właściwa komunikacja z mieszkańcami/właścicielami ziemi. Należy umieć przedstawić parametry inwestycji, zaprzyjaźnić się, pokazać jak wygląda nasza rzeczywistość. Dogadać się zawsze trzeba. Niestety, w wielu przypadkach to właśnie problemy komunikacyjne, brak umiejętność przedstawienia rzeczywistość i głupie zacietrzewienie blokują inwestycję. Nie twierdzę, że inwestor jest winny, często to mieszkańcy przedstawiają takie podejście, ale nie można ich za to winić.
Prawo własności jest święte, nawet jeśli przez blokowanie tego mieszkańcy odmrożą sobie uszy. Bo kto straci na tym, że nie uda się sprzedać ziemi za rozsądną cenę, która leży odłogiem. Przede wszystkim sam właściciel ziemi, gdy okaże się, że inwestorzy już dawno poszli w inne rejony, gdzie indziej pobudowali wyciągi narciarskie, a jego terenu nikt nie chce kupić za przysłowiową złotówkę.
Jako przykład mogę podać inwestycję w elektrownię wodną, gdzie właściciel był przekonany o doskonałości swojego terenu pod inwestycję i oczekiwał na wejściu 1 mln zł minimum. Zakomunikował, aby nie składać mniejszych ofert. Z czasem cena zeszła do 300 tys. zł, a później dzwonił i pytał, czy na pewno za 100 tys. zł byśmy działki nie wzięli.
Życzę więc powodzenia wszystkim inwestorom, sprzedawcom działek i udanych transakcji, w których obydwie strony osiągną sukces - właściciel działki zarobki, a inwestor z sukcesem i w zakładanym budżecie przeprowadzi projekt.
