W Rosji idą zmiany. Od dziś piwo jest uznawane za alkohol, a mocne alkohole znacznie drożeją. Krytycy tej nowelizacji podnoszą, że jej efektem będzie jedynie nielegalna produkcja i wzrost szarej strefy.
REKLAMA
Od 1 lipca pół litra najtańszej wódki nie kosztuje już 98, a 125 rubli, czyli niecałe 13 złotych. Pół litra najsłabszego koniaku to teraz wydatek rzędu 22 złotych. Podrożało też m.in. brandy, za które trzeba będzie zapłacić minimum 19 złotych.
Nowa ustawa „uderza” także w miłośników piwa. Abstrahując od samego wzrostu cen, zmianie ulegnie także sposób jego spożycia. Od dziś nie można się będzie nim raczyć w miejscach publicznych. Ponadto, nie będzie można go kupić, podobnie jak innych napojów alkoholowych, od godziny 23 do 8 rano. Wchodzące dziś w życie przepisy zabraniają też reklamy piwa w radiu, telewizji i środkach transportu.
Dmitrij Miedwiediew zostawił dla amatorów trunków pewne alternatywy. Za jego sprawą poza zakresem obowiązywania nowej ustawy znalazł się miód pitny, jabłecznik oraz zawierający śladowe ilości alkoholu kwas chlebowy.
Wprowadzone zmiany to reakcja na utrzymujący się w Rosji od lat wysoki stopień alkoholizmu. Ryzyko wzrostu szarej strefy jest oczywiście realne, co nie zmienia faktu, że działania na poziomie ustawowym są niezbędne. Także z przyczyn wizerunkowych. Na zachodzie wciąż pokutuje przekonanie, że spożywanie alkoholu w Rosji ma charakter patologiczny. Przepisy przepisami, ale najciekawsze jest to, do jakiego stopnia będą one respektowane. Eksperci często podreślają, że – na papierze – Rosja ma świetne prawo. Problem tylko w tym, że nikt nie zapewnia jego funkcjonowania.
