
Spróbuję pogodzić zagorzałych zwolenników strefy wolnej od dzieci z ich radykalnymi przeciwnikami narażając się tym samym – jak to mam w zwyczaju – i jednym i drugim.
REKLAMA
Wyobraźcie sobie, Drodzy Zwolennicy i Przeciwnicy, sytuację, w której to Wam zabrania się wstępu do jakiegoś lokalu właśnie dlatego, że jesteście zwolennikami bądź przeciwnikami takiej czy innej sprawy (kwestię weryfikacji Waszej postawy zostawmy na boku, ale trzeba Wam wiedzieć, że technika kontroli umysłów rozwija się w tempie oszałamiającym). Sytuacja taka z pewnością wpędzić Was może w nielada zakłopotanie, więcej, wyzwolić w Was może całkiem uzasadnioną agresję, nie dlatego, rzecz jasna, że oto odbiera Wam w ogóle możliwość wychodzenia z domu (zawsze znajdziecie miejsca, do których Was wpuszczą), lecz dlatego, że nagle i nieoczekiwanie poczujecie się WYKLUCZENI a wykluczeni, zepchnięci na margines, skazani na samotność, właśnie jak dzieci, głosu nie mają.
W nowoczesnym państwie (a mamy przecież ambicje być nowoczesnym państwem) przestrzeń publiczna, jaką jest kawiarnia, należy do wszystkich bez względu na wyznanie, pochodzenie, przekonania polityczne, gusta estetyczne, orientację seksualną, itd., itd., jeśli Ci wszyscy sprostać potrafią elementarnym zasadom savoir-vivre’u i nadto nieobca im jest myśl, że granice ich wolności wyznacza wolność innego. Dlaczego więc w wieku XXI to wiek ma być kryterium selekcji?
Tworzenie stref, a nawet i całych obszarów „wolnych od“, jak wiadomo, ma swoją krótką a jakże tragiczną historię, do której nikt dziś raczej się nie przyznaje z wyjątkiem może pewnych groźnych oszołomów, nie znaczy to jednak, że hasło „Polska dla Polaków“ zamienić się ma wnet w równie absurdalne i złowieszcze „Polska dla dzieciaków“, o nie. W przestrzeni Kindernfrei oder Kinderparadies znajduję się gdzieś pomiędzy, daleko od skrajności nadopiekuńczych rodziców i radykalizmu wyzwolonych singli, po stronie umiaru, tolerancji i różnorodności, do czego i Was, Drodzy Przeciwnicy i Zwolennicy, pragnę tu zachęcić.
W ostatni weekend wybrałem się do Krakowa i widziałem na Kazimierzu kawiarnię wypełnioną po brzegi dziećmi, kawiarnię im dedykowaną w zupełności, dla nich stworzoną i z myślą o nich rozwijaną, nie wszedłem tam, ale też nie pomyślałem wcale, że wejść tam mnie nie wolno. Nie mając dzieci nie poczułem się w żaden sposób wykluczony, gdyż na drzwiach wejściowych nikt nie umieścił szyldu „bezdzietnym wstęp wzbroniony“, nie wszedłem tam, choć – i w tym właśnie różnica – mogłem tam wejść. Znalazłem inne miejsce, w którym również znajdowały się dzieci (cieszmy się, że są wszędzie, w końcu "ktoś będzie musiał pracować na nasze emerytury"), bo i tu, dla odmiany nie było szyldu „dzieciom wstęp wzbroniony“. Może trochę hałasowały, ale ich hałas rozpływał się wśród innych hałasów, może i absorbowały nadmiernie moją uwagę swym na wpół uświadomionym egoizmem, nie bardziej jednak, choć mniej subtelnie niż przyjaciel, z którym miałem przyjemność zasiąść do kolacji. Dlaczego miałbym odbierać im wolność ekspresji, skoro one mnie jej nie odebrały, dlaczego miałbym zabraniać im swobody ruchów, skoro sobie ich nigdy nie zabraniam, a jeśli nawet była w nich pewna przesada, to powiedzcie sami, czy we mnie jej nie było i w Was, którzy tam siedzieliście?
Do zwolenników Kindernfrei: czy chcecie wygonić dzieci również i z tramwaju i z autobusu, z ulicy i z kamienicy, z kina i z opery, wysłać je na krucjatę (akurat nadchodzi okrągła rocznica), opłacić im całoroczną kolonię rehabilitacyjno-korekcyjną, wreszcie, czy chcecie dzieciom odebrać ich dzieciństwo? Dziś dzieci, a jutro może starcy, niepełnosprawni, transwestyci, socjaliści, konserwatyści, pojutrze może poloniści? Do przeciwników Kindernfrei: czy chcecie by dzieci zawładnęły Waszym (ale i Naszym) życiem, zawłaszczyły świat, który ich nie zawłaszcza, weszły Wam na głowę, czy chcecie je wywyższyć kosztem dorosłych, pozwolić na wszystko, wszystko sobie odbierając? Popieram Wasz sprzeciw, ale sprzeciwiam się Waszej zapalczywości i nieodpowiedzialności.
W dyskusji tej, jak widzicie, wybiegam niepotrzebnie przed szereg wystawiając się na ataki z obu stron w złudnej nadziei na rozładowanie konfliktu a stawka tej dyskusji akurat dla mnie, właściciela kawiarni (połączonej z księgarnią oraz galerią sztuki), która w swym księgozbiorze ma całkiem rozbudowany dział książek dla dzieci, na iPadach, które wypożycza, liczne aplikacje rozrywkowe i edukacyjne, a nadto serwuje mini-croissanty i lody z bitą śmietaną, jest przecież, jak łatwo się domyślić (i jeszcze łatwiej przestraszyć) całkiem wysoka.
Istnieją już, jak słyszę, kawiarnie ze strefami wolnymi od dzieci, istnieją nawet osiedla, gdzie dzieci nie mają wstępu, rozległe dziedzińce i parki pozbawione placu zabaw, nie znaczy to jednak, że problem został rozwiązany, gdyż jego źródło nie tkwi wcale w dzieciach, lecz w ich rodzicach. A zatem, Kochani Rodzice – pamiętacie jeszcze, co ksiądz w czasie chrztu z ambony prawił? – to na Was spoczywa odpowiedzialność wychowania Waszych dzieci – i tu zmienię nieco zakończenie – w duchu tolerancji, poszanowania wolności bliźniego, tak aby znalazłszy się w kawiarni pozwoliły innym tam pozostać. Amen.
Piotr Seweryn Rosół
