Czas słabiutki w tym roku (668 miejsce wśród kobiet), coś poszło nie tak, mimo, że to czwarty maraton i wiem "z czym to się je". I przygotowanie było. No ale to przecież nie o to chodzi. Chodzi o uczestniczenie w wydarzeniu. Chodzi o przeżycia. Chodzi o pokonanie własnych słabości i przekonanie, że możesz wszystko. Chodzi o zjednoczenie się z tysiącami innych ludzi. Maraton to walka, maraton to nagroda, maraton to przeżycie.
A potem strzał. A potem bieg. A potem 42 kilometry i 195 metrów do pokonania.
Chciałam podzielić się tym, co dla mnie jest pięknego w takim biegu; w samym już biegu, bo piękna jest cała otoczka i przygotowania. Merdałam ogonkiem już na tydzień przed maratonem, na samą myśl.
Ale bieg.
Kibice dodają skrzydeł.
Myślałam, że Ursynów będzie najnudniejszą częścią trasy, tymczasem tak naprawdę wcale nie zwracałam uwagi na trasę, ponieważ świat przesłonili mi kibice.
Obcy ludzie, którzy uśmiechnięci i rozkrzyczani stoją wzdłuż drogi, klaszczą nieznajomym, krzyczą, ba - wrzeszczą, śpiewają, wołają po imieniu. Parokrotnie opadałam z sił, ale raz na przykład jakaś rodzinka skandowała na cały regulator: „da-waj mar-ta! da-waj mar-ta!” i to dodało mi skrzydeł. Dzieciaki, z którymi przybijałam piątki, starsi ludzie, którzy wyszli być może na spacer, a może wyszli kibicować i wymachiwali parasolką, wiwatując.
Komu? Nam. Nieznanym.
No i daliśmy.
Wbiegając w tunel prowadzący na płytę stadionu, czułam się jak gladiator, nie znajduję teraz odpowiednich słów; gula w gardle, łzy w oczach, wiem, że łatwo się nakręcam i jestem egzaltowana, ale naprawdę, te ostatnie metry, wiwatujące tłumy na stadionie, ludzie wzdłuż barierek zagrzewający do ostatecznego wysiłku, no co wam będę pisać – była magia w tym wszystkim.
Dlatego wkurza mnie każdy narzekający na ten dzień. Na korki, na ZABLOKOWANE miasto, na powolną jazdę. Można było spokojnie się po Warszawie poruszać, nie trzeba było próbować jechać ulicą, którą akurat biegła trasa. Każde wielkie miasto ma swój maraton, to wspaniałe święto sportu, święto biegaczy, fantastyczne wydarzenie sportowe, powinniśmy się cieszyć, że tyle ludzi chce w tym uczestniczyć, że tylu mamy pozytywnie zakręconych, że tak potrafimy się łączyć i jednoczyć. Jasne, to wszystko brzmi bardzo pompatycznie, ale TAK WŁAŚNIE JEST.
