W FDN telefony z prośbami o skomentowanie śmierci małego Szymona nie milkną. Telewizje, radia, prasa, portale. Dlaczego rodzic zabija, jakie służby zawiodły, jak to możliwe, żeby nikt nie zauważył. Nie komentujemy? No dobrze, ale coś przecież możemy powiedzieć. Fala tekstów i komentarzy przez tydzień, dwa przeleje się przez media. I co? Postarajmy się, by coś ważnego wyniknęło z tej śmierci.
REKLAMA
W wielu krajach przypadki śmierci dzieci są szczegółowo analizowane przez specjalne zespoły dochodzeniowe. W Wielkiej Brytanii lokalne Rady Ochrony Dzieci mają prawny obowiązek przeprowadzić dochodzenie (tzw. Serious Case Review) w każdym przypadku śmierci, gdy jest podejrzenie krzywdzenia lub zaniedbania dziecka.
Takie dochodzenie nie służy ustaleniu okoliczności śmierci ani tego, kto jest winny – to należy do zadań sędziów śledczych i sądów karnych. Jego celem jest analiza przypadku – historii rodziny, wcześniejszych aktów przemocy, kontaktów rodziny z instytucjami pomocowymi, współpracy profesjonalistów, podejmowanych interwencji, itp. Zespół dochodzeniowy na podstawie analizy przypadku formułuje wnioski i rekomendacje dotyczące tego, co nie zadziałało i jakie trzeba wprowadzić zmiany. Raport wysyła do lokalnych władz, które odpowiadają za standardy ochrony dzieci. Co dwa lata wszystkie dochodzenia prowadzone w tym okresie na terenie kraju są analizowane na szczeblu rządowym. Określane są główne trendy zjawiska, wyciągane są wnioski.
Jeszcze bardziej rozbudowany jest system takich dochodzeń w USA, dotyczy wszystkich przypadków nienaturalnych śmierci dzieci.
W Polsce nic podobnego się nie dzieje. Oczywiście toczą się procedury – autopsja, opinie biegłych. Ale wnioski dotyczące tego, co doprowadziło do śmierci dziecka i jak można było jej zapobiec możemy jedynie próbować wyczytać z medialnych doniesień. A jeśli nawet powołana zostanie jakaś komisja, to oceni działania i zaniechania jednej instytucji – w przypadku Szymona MOPS-u w Będzinie.
Standardowe powoływanie zespołów dochodzeniowych w przypadkach śmierci dzieci umożliwiłoby kumulowanie się wiedzy na temat uwarunkowań tych tragedii w rodzinach i dysfunkcji działania instytucji odpowiedzialnych za ochronę dziecka. Rzetelna wiedza pozwala formułować trafne rekomendacje, a te są podstawą skutecznej polityki społecznej. Utopia? Na pewno nie. Na szczęście skala zabójstw dzieci nie jest wielka – to 20-30 przypadków rocznie. Można je analizować według wspólnego schematu, by poznać anatomię zbrodni i uwarunkowania nieszczęśliwych wypadków. To kwestia jednego rozporządzenia. Ile dzieci musi zginąć, by je wydano?
