Pojawił się pomysł, aby przestępstwo zgwałcenia było ścigane przez prokuraturę z tzw. urzędu, a nie (jak dotąd) dopiero po złożeniu przez ofiarę gwałtu wniosku o ściganie. Państwo ma taki pomysł, choć wykluł się on wśród niektórych organizacji kobiecych. One tym pomysłem państwo wprost oczarowały. Więc państwo postanowiło być trendy.

REKLAMA
Adwokaci (także prokuratorzy i sędziowie) dobrze wiedzą, czym jest proces o zgwałcenie. Ohyda gwałtu trwa kilka, kilkanaście minut. Proces o gwałt trwa tygodnie, miesiące. Te kilkanaście minut zaczyna trwać i trwać, wraca, śni się. Podczas procesu na czynniki pierwsze rozbiera się kto, co, kiedy, w jakiej kolejności, jak – ze wszystkimi detalami. Nie ma innej drogi, bo w tle procesu wisi kara.
Proces o zgwałcenie jest przeżywaniem przez ofiarę od nowa tego strasznego przejścia; to, co pamięć wypchnęła wraca. To jest makabra, zwielokrotniona makabra.
Kobieta zgwałcona nie miała wyboru – „po prostu” została zgwałcona. Uległa sile. Stało się. Zdecydowana większość zgwałconych kobiet uznaje to za osobistą tragedię. Będą ją wlokły przez całe życie. Jest to ich tragedia własna, intymna, osobista i w najwyższym stopniu – prywatna.
Jednak państwo, z przyczyn, które tu określimy jako wstydliwe, postanowiło całą tę sferę najważniejszej intymności i prywatności ciężko doświadczonych kobiet po prostu zgwałcić.
Idea ścigania ohydnego przestępstwa zgwałcenia dopiero po złożeniu przez zgwałconą wniosku (o ściganie) ma głębokie uzasadnienie i mądrą tradycję. Odwołuje się ona w pierwszym rzędzie do poszanowania godności i prawa do prywatności ofiary zgwałcenia. Za nic ma słupki poparcia w jakiś tam wyborach, sondażach. Chroni istotę człowieczeństwa, a nie interesy partyjno-wyborcze.
Tylko zgwałcona kobieta może wyważyć, ile w tej ohydzie było okrucieństwa i przemocy, a ile – czasem, często – gry, zachęty, flirtu, które nie miały zaprowadzić aż tak daleko. Tylko ona ma prawo, święte prawo wyłączne (!) decydować, czy chce poddać się próbie śledztwa, a potem procesu sądowego. I tylko ona, ta dziewczyna, choć czasem dojrzała niewiasta, ma prawo decydować o swojej prywatności, a więc m.in. o zgodzie (lub nie) na stygmatyzację, nie rzadko odrzucenie przez lokalną społeczność. Kobieta zgwałcona chce mieć jakąś normalną przyszłość, której może zostać pozbawiona, gdy przylgnie do niej na zawsze to chwilowe piętno pozostawione przez gwałciciela. Każda plama daje się zmyć, prócz plamy na honorze.
Z jakiego powodu państwo chce znów gwałcić psychicznie ofiarę zniewolenia wbrew jej woli? Czy państwo tak prostych rzeczy nie rozumie, czy też – rozumiejąc je aż nadto dobrze – skłonne jest tak ważkie sprawy ofiar poświęcić dla pozyskania jsłupków idiotycznych sondaży?
Utrzymanie wnioskowego trybu ścigania ohydnego przestępstwa zgwałcenia jest obowiązkiem państwa. Musi ono poskromić własne zakusy. Przemawia za tym godność kobiet oraz ich prawo do decydowania o swoim życiu; także po tym, gdy zostało brutalnie obrócone przez gwałciciela. Władza państwa nie sięga aż tak daleko, Panie Ministrze. Najpierw jest człowiek.
-------
Od redakcji:
na tekst Jerzego Naumanna odpowiadają nasi blogerzy:
i Anna Dryjańska Socjolożka członkini Fundacji Feminoteka
http://annadryjanska.natemat.pl/12401,seksizm-z-kodeksem-w-reku