Któż z nas nie czytał „Przygód dobrego wojaka Szwejka”? Któż z nas nie zachwycał się piórem i dowcipem Jarosława Haszka? Gdyby dwaj zacni panowie żyli dziś w Warszawie, zapewne fragment przygód poczciwego Szwejka mógłby wyglądać nieco inaczej. Ale, zacznijmy od historii:
REKLAMA
Zdenerwowany zamachem w Sarajewie Józef Szwejk powiedział do swojej posługaczki:
- Niech pani siada, pani Mullerowa. Kiedy kobieta usiadła, Szwejk wyprostował się na łóżku i powiedział: Idę na wojnę…
- Co pan tam będzie robił?
- Walczyć będę.
I dobry wojak rozpoczął przygotowania do wojny. Pani Mullerowa kupiła mu czapkę wojskową, od cukiernika wypożyczyła wózek inwalidzki, a kiedy Szwejk zażądał kule, aby moc się podpierać, postarała się i o nie.
I oto, pewnego pamiętnego dnia, na praskich ulicach ukazał się żywy dowód wzruszającej lojalności. Stara niewiasta,( Haszek nie pisze czy w charakterystycznym bereciku) , popychała wózek , na którym siedział człowiek w czapce wojskowej i wymachując kulami wołał: Na Białogród!!!, na Białogród!!!
Wprawdzie z początku nie wiadomo było, kto popełnił tę zbrodnię, czyli zastrzelił arcyksięcia, ale dobry wojak musiał przecież natychmiast zareagować…Wkrótce towarzyszył mu tłum ludzi, który rozrastał się coraz bardziej.
Nazajutrz w „Praskiej Gazecie Urzędowej” ukazał się artykuł „Patriotyzm kaleki”. Zacytujmy fragment:
Ten syn narodu czeskiego, z dobrej woli, nie bacząc na cierpienie, zgłosił się do wojska, aby życie swe oddać za cesarza. Wydaje się, że powróciły czasy starożytnych Greków i Rzymian, kiedy to Mucius Scaevola podążył do boju , zapomniawszy o swej spalonej ręce.
Zdaniem trzech innych pism, ziemia czeska nie mogła wydać obywatela szlachetniejszego niż był Szwejk.
A co gdyby Haszek i Szwejk żyli dziś w Warszawie? Musieliby zapewne, także natychmiast, zareagować na to co się stało 10 kwietnia, przed 2 laty.
Ruscy, a konkretnie Putin, za wiedzą, a może i z inspiracji Tuska, zamordowali nam przecież ,jak twierdzą ci, którzy „znają najprawdziwszą prawdę” - prezydenta .
Nie trudno więc wyobrazić sobie Szwejka, jak jedzie na inwalidzkim wózku Krakowskim Przedmieściem i krzyczy: Na Moskwę!!! Na Moskwę!!! I towarzyszy im coraz większy tłum ludzi.
Następnego dnia nasze, żądne prawdziwej sensacji gazety, mogłyby napisać: Wczoraj przechodnie na warszawskich ulicach byli świadkami sceny , która wymownie świadczy o tym, że w tej wielkiej, poważnej chwili także i synowie naszego narodu składają najświetniejsze przykłady wierności i uległości dla sędziwego monarchy.
W przypadku Szwejka demonstrującego w Pradze, za kaleką, w zadumie i z niemałym zdziwieniem spoglądał ze swojego cokołu marszałek Radetzky, za warszawskim Szwejkiem mógłby się rozglądać – także pełen refleksji - książę Józef Poniatowski.
Nie wiem co o warszawskim Szwejku powiedziałaby dziś komisja poborowa, natomiast o praskim wyraziła się jednoznacznie: Idiota.
A szef komisji wydał rozkaz: Den Kerl sogleich einsperren - Zamknąć draba natychmiast.
