Kilka dni temu gdy wszyscy, także ja, zbulwersowani omawiali olbrzymie premie dla prezydiów sejmu i senatu sądziłem, że marszałkowie w swojej obronie kłamią. Używali oni argumentu, że skoro zawsze tak było przez 20 lat to dlaczego oni mieli robić inaczej. Ja będąc posłem, choć z przerwą ale od pierwszej kadencji, nigdy o tym nie słyszałem. Nigdy nikt mi, ale jak sądzę również miażdżącej większości posłów, nie powiedział, że po cichutku marszałkowie przyznają sobie premie i to w wysokości prawie połowy rocznego uposażenia. Zwłaszcza, że marszałkowie i przewodniczący komisji i tak zarabiają więcej, bo dostają odpowiednie dodatki funkcyjne. W związku z tym uważałem, że niemożliwe jest aby taki system w skrytości trwał przez lata przy zmowie milczenia kolejnych zmieniających się ekip i zewnętrznej hipokryzji piętnującej zbyt duże uposażenia pochodzące nie tylko z budżetów ale też ze spółek Skarbu Państwa. Przecież w tym czasie głosami olbrzymiej większości Parlament przyjął "ustawę kominową" drastycznie ograniczającą pensje w administracji, także samorządowej, oraz pracowników państwowych spółek. Wydawało mi się niemożliwe, mimo, że wiele rzeczy już widzieliśmy, żeby jedną ręką ograniczać przywileje innych a drugą po cichutku przyznawać je sobie. Przecież to szczyt hipokryzji, który wcześniej czy później musi „wyleźć". W związku z pewnością, że marszałkowie zasłaniają się nieprawdziwym argumentem, przystąpiłem do obrony premiera Tuska twierdząc, że on przecież nie brał i zawsze był przeciwnikiem przywilejów. O naiwności!
"Chciałbym, żebyśmy wrócili do prostej, niewymagającej żadnych nakładów idei, która jest oczywista, i dlatego nikt w Polsce nie rozumie, dlaczego nie jest realizowana. Idei władzy skromnej, pozbawionej zbędnych przywilejów, idei taniego państwa [...]. Chcę państwu uświadomić, że ograniczenie przywilejów władzy -finansowych, instytucjonalnych, budujących zbędny komfort, obcinanie bizantyjskich kosztów, przywilejów czasami absurdalnych, jak sławny bilet tramwajowy za darmo dla posła i posłanki, chociaż, jak wiadomo, rzadko kiedy Polak ma okazję zobaczyć w tramwaju parlamentarzystę [...]. Chciałbym państwa zapewnić, że te przywileje, materialne przywileje władzy, przestaną drażnić Polaków, bo znikną."
"Jeśli ktoś mówi o oszczędnościach czy o biedzie w Polsce, o hańbie głodnych dzieci, a równocześnie bierze dziesiątki milionów złotych z budżetu państwa na konto własnej partii, to musi szukać różnych uzasadnień dla tego przykrego faktu".
