REKLAMA
Byłem jedynym posłem, który postawił na w pełni otwarty dialog z internautami. Przez 5 lat wpisy pełne agresji, chamstwa i nienawiści stanowiły margines na mojej ścianie na Facebooku. Wprawdzie bywały momenty, gdy było ich więcej, ale z reguły nie przekraczały granicy, która zmuszałaby mnie do ich usuwania. Aż do poniedziałku. Po tym, jak spotkałem się z Januszem Korwinem–Mikke w telewizyjnym studiu i pokonałem go w debacie, margines rozpanoszył się na tyle, że zdominował jakąkolwiek dyskusję. Wiem oczywiście, że w Internecie jest cała masa frustratów oraz wariatów, ale miałem nadzieję, że jednak wśród zwolenników UPR, a ostatnio KNP nie brakuje młodych idealistów.
Dziś jestem zmuszony napisać, że trudno mi myśleć o fanach JKM inaczej niż jako o fanatykach, którzy niczym członkowie sekty oddają hołdy swemu guru. Jego słowa są przyjmowane bezkrytycznie, a nawoływania do nienawiści i agresji witane są z aplauzem. Dowód mogą Państwo zobaczyć na moim profilu. Jestem odporny na nawet najbardziej piętrowe wyzwiska pod moim adresem. Ale gdy jakaś dziewczyna odpowiada na krytyczne wobec swoich wpisów słowa komentarzem: „STARA BABO POSYPIĘ WAPNA NA TWOJE TRUCHŁO” - to nie mam wyboru i muszę stanowczo zaprotestować. Niniejszym wzywam Korwina, by potępił swoich agresywnych wyznawców i wycofał się z polityki.
Nie mam wątpliwości, że Korwin to żaden liberał. Od pewnego czasu różni go od pierwszego populisty III RP - Andrzeja Leppera - jedynie to, że zamiast opalenizny z solarium i biało-czerwonego krawata, wybiera muszkę i czarno-niebieską flagę. Nachalnie i bez ceregieli mami ludzi skrajnymi pomysłami na zburzenie istniejącego porządku. Żądanie przywrócenia kary śmierci, protest przeciwko wspieraniu finansowemu naszych paraolimpijczyków, tezy, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn - to zaledwie namiastka. Nie mam nic przeciwko postulatowi likwidacji ZUS-u i NFZ, pod jednym wszakże warunkiem. Nie żyjemy w próżni, jeśli nie będziemy płacić emerytur, to co z emerytami? Mimo wielokrotnie ponawianego pytania nie dowiedziałem się od JKM, co ma do zaoferowania tym wszystkim starszym i pokrzywdzonym przez los, którzy żyją dziś tylko dzięki emeryturom i rentom. JKM chce najwyraźniej, żeby zostawić takie osoby na pewną głodową śmierć. Podobne pytanie można mieć w stosunku do chorych na raka. Jeśli komuś się zdaje, że sam będzie w stanie zapłacić za leczenie onkologiczne, to nie wie co mówi.
Kiedy szedłem do programu z Korwinem, długo musiałem sobie tłumaczyć, dlaczego zdecydowałem się na dyskusję z człowiekiem, którego ciężko traktować jest poważnie. Co gorsza, gdyby był traktowany poważnie, zapewne prędzej czy później musiałby stanąć przed sądem. Nie tylko dlatego, że wyzywa wszystkich od chamów i bydła, a także zarzuca złodziejstwo i kłamstwo. Nie chodzi zresztą o to, że jego zarzutom brak dowodów, które by je potwierdzały. Rzucanie oskarżenie to rzecz trzeciorzędna, ponieważ mimo szczerych chęci, jego tezy urągają elementarnej logice. Ale najgorsze i zupełnie nie akceptowalne jest dla mnie jedno. Można krytykować mnie bardzo ostro, bo jestem osobą publiczną, taka to praca i nie ma się o co obrażać w polityce. Jeśli jednak ktoś otwarcie grozi śmiercią i pobiciem moim znajomym z Facebooka, to nie mogę puścić tego mimo uszu. Wprawdzie nie mam złudzeń, że konta z których płyną rynsztokowe wynurzenia to fikcja. Jednak mimo wszystko warto jest pokazać margines i patologię, jakie sobą reprezentują.
Od dwóch dni czytam obelżywe wpisy na mojej ścianie na Facebooku i oczom nie wierzę. Do tej pory uważałem się za osobę o dość dużej wyobraźni, ale najwyraźniej nie doceniłem siły nagiej furii i agresji podsycanej na seansach KNP.
Przyznam się, że traktowałem działalność Korwina bardziej jak dowcip. Niesmaczny, siermiężny, nielogiczny, ale jednak żart. Kpinę z establishmentu i świata, niekiedy opartą o fakty, które rzeczywiście mogą wywoływać wesołość. Trudno jednak, nawet na przykładzie kretyńskiej historii o procedowaniu nad kątem skrzywienia ogórka i innych biurokratycznych anomaliach, budować tezę, że Unia to zło.
Bo to wszystko wygląda jak żart - wyzywanie Polaków od głupków, twierdzenie, że program wymiany studentów Erasmus jest do niczego nie potrzebny, bo przecież Maria Curie – Skłodowska z niego nie korzystała, i podawanie za wzór kapitalizmu Chin.
Gotowy na falę obelg, bo Korwin ani jego zwolennicy nie są w stanie mnie obrazić, poszedłem do studia i już w pierwszych słowach przedstawiłem swoje stanowisko wprost. Nie wierzę w możliwość poważnej dyskusji z Korwinem, ale skoro nawet 5 proc. wyborców zamierza głosować na jego partię, moim obowiązkiem, jako kandydata z Warszawy jest zajęcie stanowiska wobec pomysłów byłego brydżysty.
Tak naprawdę, jeśli rozebrać poglądy Korwina na czynniki pierwsze i przyjrzeć się jego tezom bliżej, to nic do siebie nie pasuje. Za to z daleka wygląda to na odważne i twarde stawianie sprawy. Logiczne czy wręcz łopatologiczne. Przetrwać mają tylko silni, reszta może umrzeć na ulicy, państwo nie jest od pomagania obywatelom, im go mniej, tym lepiej. Wszystko samo się zrobi, wystarczy, że Pan Mikke ze swoimi ludźmi przyjdzie zaprowadzić porządek. JKM wychwala chiński model kapitalizmu, notorycznie powołuje się na doświadczenia Adolfa Hitlera i III Rzeszy, ale najwyraźniej jest zupełnie oporny na fakt, że świat jest dużo bardziej skomplikowany. Prawda jest bolesna. Jeśli ktoś zagłosuje na Korwina i jego najnowszą efemerydę, udającą jakąś nieokreśloną „nową” prawicę, nie zaszkodzi w żadnym stopniu Unii Europejskiej. Problem polega na tym, że najbardziej zaszkodzi Polsce. Korwin w Parlamencie Europejskim (którego zresztą nienawidzi) nie osiągnie niczego. Będzie za to pokazywany we wszystkich europejskich krajach jako polski homofob i faszysta. To woda na młyn dla krytyków naszego kraju i dar z nieba dla Putina i Kremla. Jeśli ktokolwiek chce świadomie zagłosować na JKM musi wiedzieć, że nie tylko zmarnuje swój głos, ale także może bardzo zaszkodzić nam wszystkim. Zróbmy wszystko, żeby tak się nie stało. I żeby nasz głos się liczył, ale nie jako argument przeciwko nam.
