REKLAMA
Kilka dni temu minęła 71. rocznica zbrodni „krwawej niedzieli“ na Wołyniu. Rok temu Polska obchodziła tę rocznicę organizując obchody państwowe połączone z odsłonięciem pomnika upamiętniającego pomordowanych, prezydent Komorowski odbył pielgrzymkę do Łucka. Późniejsze wydarzenia pokazały, że nieangażowanie Wiktora Janukowycza w dialog o polsko- ukraińskiej pamięci historycznej było mądrym posunięciem. W tym roku będą obchodzone lokalne rocznice kolejnych mordów w Galicji oraz na Chełmszczyźnie.
Nie mam złudzeń, że uznanie trudnej prawdy przez obydwie strony będzie nadal wymagało wytrwałej pracy. Istotne jest, aby współczesna strona ukraińska rozumiała, że polskie dochodzenie prawa do niezakłamywania pamięci o zbrodni wołyńskiej nie jest przejawem wrogości. To dążenie do odciążenia przyszłości z obciążeń wspólnego dziedzictwa.
Ubiegłoroczna dyskusja wokół oceny zbrodni wołyńsko - galicyjskiej przywróciła pamięć o tych dramatycznych wydarzeniach. Od spotkania Polsko-Ukraińskiego Forum w lutym 2013, jednoznacznie kwalifikowałem je jako „ludobójstwo“. W ramach działań polskiej części forum partnerstwa polsko - ukraińskiego zorganizowałem wiele dyskusji z Ukraińcami na ten trudny temat: w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Doniecku i Łucku. Osią sporu pozostaje nadal spór wokół roli UPA w organizacji masakry oraz fałszywe przekonanie niektórych Ukraińców o równomiernym rozłożeniu odpowiedzialności pomiędzy stronami. Wszędzie jednak, mimo innej interpretacji i prezentacji wydarzeń, spotykaliśmy się z szacunkiem i otwartością na rozmowę. Tylko część nieufnych środowisk ukraińskich podnosiło, że Polacy „targują się“ i żądają uznania „polskiej wersji historii“ w zamian za poparcie dla podpisania umowy stowarzyszeniowej. Czas pokazał jak fałszywe były to oskarżenia.
W kolejnych miesiącach, bezkompromisowo wspierając Majdan, Polacy udowodnili, że nie mają „podwójnej agendy“ przenoszącej kwestie historyczne na współczesną politykę. Publiczne podniesienie tematu ludobójstwa na Wołyniu wyjęło też z rąk argumenty rosyjskiej propagandzie: sami będziemy radzili sobie z sąsiedzkimi problemami, nie potrzebujemy kremlowskiego arbitra w naszych relacjach. Nie mniej, zgodnie z moimi przypuszczeniami, putinowska propaganda podjęła próby instrumentalnego wykorzystywania tego ludobójstwa: strasząc mieszkańców wschodu Ukrainy wizjami „powtórki Wołynia“ oraz organizując pod polskimi placówkami manifestacje z plakatami „Pamiętamy o Wołyniu“. Również internetowe trolle ochoczo nawiązywały do tej tematyki, atakując polskie zaangażowanie po stronie demokratyzującej się Ukrainy. Rosyjskie prowokacje spaliły na panewce, między innymi dlatego, że podjęliśmy sami otwarte, niezakłamane rozmowy z Ukraińcami.
Nowa Ukraina tworzy nową tożsamość. Jest to Ukraina przychylna Polsce i Polakom. Ma nowych bohaterów: „Niebiesną sotnię“, cywili i żołnierzy poległych z rąk prorosyjskich terrorystów. Z drugiej strony rosyjska propaganda, nazywająca wszystkich Ukraińców „banderowcami“, przyczyniła się też do upowszechnienia sympatii dla UPA, jako siły symbolizującej walkę z Sowietami. Z tej perspektywy widać, że kwestie pamięci historycznej będą dla reformującego się państwa kluczowe w procesie jednoczenia podzielonego narodu. Nie jest przypadkiem, że ukraiński IPN uzyskał w ubiegłym tygodniu rangę urzędu administracji centralnej. Stoją przed nim istotne zadania dokumentowania ukraińskiej walki o niepodległość. Oby tylko nie stał się urzędem ds. narodowej propagandy.
Dla Ukrainy dziś najważniejsze jest utrzymanie integralności terytorialnej oraz reformy i budowa demokratycznej i europejskiej tożsamości. Polska pomaga we wszystkich tych obszarach. W kontekście budowy tolerancyjnej, a nie integralnie nacjonalistycznej tożsamości dalsza dyskusja o ludobójstwie na Wołyniu i w Galicji jest potrzebna. Umożliwia przepracowanie napięcia, narosłego przez wiele lat milczenia o najtrudniejszych tematach. Jestem przekonany, że w tej dyskusji Ukraińcy właściwie odczytają intencje swojego największego sojusznika – Polski.
