Minister Mucha padła ofiarą własnej popularności i fałszywych obrońców kobiet w polityce. Tomasz Lis zapowiadając swój dzisiejszy program pyta, czy w tak krytycznym do niej podejściu nie chodzi o seksizm? Jako konserwatysta, to co jedni nazywają seksizmem, ja nazywam brakiem kultury. Wiele zarzutów, które kierowane są wobec Pani Minister, motywowanych jest brakiem woli uznania, iż posłanka z Lublina może być nie tylko atrakcyjną, ale także kompetentną i mądrą kobietą. Wiele z nich walczy z tym stereotypem od lat. Dotykał on Marylin Monroe, która będąc ikoną kina, marzyła o roli Gruszenki w adaptacji Braci Karamazow i o docenieniu jej aktorstwa, a nie tylko pięknego uśmiechu. Podejrzliwie podchodzono do kariery minister sprawiedliwości Francji – Rachidy Dati i pewnie wielu, wielu innych, dla których źródłem sukcesu nie jest wcale wygląd.

REKLAMA
Od początku kariery politycznej widać było, że to Joannie Musze wyraźnie ciąży. Jako pierwszy zaczął sam dzisiejszy „orędownik walki z dyskryminacją płci pięknej”, czyli Janusz Palikot. Z jednej strony nawołuje wszem i wobec do równouprawnienia kobiet, z drugiej nazywa ją „piękną damą z łasiczką”, sprowadzając Panią Minister do roli ładnej kobiety, ale bez kompetencji. Doktoratów nie daje się za piękne oczy, czego do swojej świadomości Janusz Palikot zdaje się nie dopuszczać. Swoimi wypowiedziami pokazał, że jest fałszywym obrońcą kobiet. Wiele razy powtarzano jego tezy o rzekomym wprowadzeniu Muchy na salony. Dziennikarze rozpisywali się i plotkowali, jak to Palikot był akuszerem jej kariery. Na nic zdało się jej dementi i kluczowa informacja – o tym, że trudno by było ją wprowadzać, skoro w szeregi PO wstąpiła na długo przed tym, jak zrobił to Palikot! Jej działania potwierdzają, że to nie uroda jest wyznacznikiem w osiąganiu kolejnych szczebli politycznej kariery. Jeśli miałbym jej coś radzić, to powiedziałbym Pani Joanno, niech Pani będzie po prostu sobą. Premier Tusk słusznie dzisiaj powiedział podczas konferencji prasowej, że nie każdy kto debiutuje, i jeszcze do tego w polskiej polityce ma takiego „pecha”, że jest kobietą, zasługuje na takie lanie.
Wierzę w sukces EURO i wierzę, że Pani Minister nie tylko podoła wyzwaniu, ale i pozytywnie zaskoczy swoich krytyków. Jeśli podejść do jej oceny uczciwie, to trzeba przyznać, że nie wszystko o czym pisze się tak często w kontekście Joanny Muchy, należy przypisywać jej działaniom. Oczywiście nie uniknęła błędów, choć znacznie częściej komunikacyjnych niż merytorycznych. Jednak jeśli wyliczać niektóre z potknięć chętnie wymienianych przez media, to idąc tym tropem należałoby na przykład ministra spraw wewnętrznych rozliczać za to, że przez długotrwałe opady w Polsce występuje zjawisko powodzi, albo ministra zdrowia za to, że w Polsce zdarzają się przypadki osób chorujących na nieuleczalne choroby. No bo jaką winą minister Muchy jest to, że pan Kapler miał podpisany taki, a nie inny kontrakt z horrendalną kwotą odprawy? Czy faktycznie wiedza lub niewiedza o ilości lig hokeja na trawie czy lodzie wyznacza polityczne kompetencje ministra? Myślę, że nawet wśród zagorzałych kibiców, mieniących się sportowymi znawcami, niewielu może się podobną znajomością „sportu” pochwalić.
Historia zna wiele przykładów osób, które pomimo trudnych startów, kończyły ze świetnymi wynikami. Tak było z naszym najlepszym skoczkiem narciarskim Adamem Małyszem, wybitną polską lekkoatletką, mistrzynią świata i Europy w skoku o tyczce Anną Rogowską, czy Ellen Johnson Sirlaef – laureatką Pokojowej Nagrody Nobla i obecną prezydent Liberii. Każde z nich wykazało się nie lada talentem i kompetencjami. W swojej karierze wykonali najważniejszy skok życia, który sprawił, że na stałe pozytywnie zapisali się w historii. Tego samego życzę Pani Minister Joannie Musze.