REKLAMA
Każda minuta Jarosława Gowina w Platformie Obywatelskiej jest szkodliwa bo niszczy to, co jest szczególnie ważne w czasach kryzysu – stabilizację i atmosferę dialogu. Nie skupia, ale odwraca uwagę od prawdziwych wyzwań i spraw istotnych. Nie będę już pisał o końcu zeszłego tygodnia, ale dyskusje o fundamentalnym znaczeniu toczą się i dziś. Nie trzeba szukać daleko - prezydent Bronisław Komorowski buduje ponadpartyjne poparcie dla pakietu mającego ułatwiać decyzję o posiadaniu dzieci. Jerzy Owsiak robi konferencję o bardzo mi bliskich problemach ludzi starszych, ale dyskusje znów wokół siebie buduje były minister. I to bynajmniej nie wokół tematów związanych z ministerstwem sprawiedliwości..
Jestem tym bardzo zawiedziony, a nie mogę milczeć bo już dawno minął ostatni moment na to, żeby Gowin określił jak postrzega swoją rolę. Jeśli poważnie traktuje Polaków musi jasno powiedzieć jak on sam widzi swoją przyszłość, bo o przyszłości Platformy będzie decydować większość członków partii. To wszystko przykre momenty, ale one miną.
Nie przeminie jednak to, co boli mnie najbardziej - że oto na naszych oczach spala się człowiek, który był uważany za połączenie polityka i idealisty, kogoś kto przedkłada wartości nad polityczne kalkulacje. Tymczasem ostatnie dni pokazały, że odwrotnie - dla Gowina „wartości”, o które walczył, stały się tylko środkiem do celu, jakim jest de facto obalenie Tuska.
Nie widzę sensu obrażania się na rzeczywistość, więc nie mam za złe, że zdarza się, iż to wrażenia, a nie fakty budują opinię o konkretnych osobach. Taki jest urok XXI wieku, gdzie tylko część społeczeństwa chce angażować swój czas i uwagę na rozważanie o merytorycznych aspektach poszczególnych dziedzin polityki. Skoncentrowanie się jedynie na karierze medialnej powoduje, że politycy mają szansę stać się takimi nadętymi do granic balonami, których polityczny byt może zakończyć drobna igła. Gdy patrzę na dokonania Jarosława Gowina – jego realne osiągnięcia jako polityka i ministra, to pytam siebie - czy Gowinowi chodzi już tylko o to, żeby zakończyć karierę z hukiem?
Od kilku tygodni czytam coraz to bardziej zadziwiające opinie Jarosława Gowina. Słucham, jak to winą za sondaże obarcza filozofię „ciepłej wody w kranie”, jak kolejne wywiady rozwiewają mity wybitnego bezkompromisowego ministra sprawiedliwości, który „przeprowadził reformę” i przeciwstawił się silnym grupom interesu. Trudno poważnie oceniać takie zapowiedzi, bo przy całej sympatii, mówienie dziś, po raptem dwóch latach sprawowania funkcji ministra i to z ciężką niezakończoną walką o zmiany w sądach, że „przeprowadziło się reformę” to jakieś nieporozumienie. Nie wystarczy coś rozpocząć, ważne jest jak się finalizuje swoje projekty. Ile uwagi im się poświęca, żeby były mądre, trwałe i realnie poprawiające sytuację Polaków. Wchodząc w tę znaną metaforę „ciepłej wody w kranie”, można powiedzieć, że Gowin dopiero podłączył swój kran do wodociągu, ale nie ma w nim ani ciepłej wody, ani nawet zlewu, bez którego krany z ciepłą wodą mają sens raczej umiarkowany bądź żaden.
W ubiegłym tygodniu w Sejmie znów toczyła się brutalna i bezwzględna dyskusja wokół propozycji procedury In vitro. Przypomnę - to właśnie ten problem był sprawą, która wywindowała Jarosława Gowina na pierwszą linię polskiej polityki. Nota bene ta sama problematyka stałą się powodem, który zmusił premiera do usunięcia Gowina z rządu. Przecież niepotwierdzone oskarżenia o rzekomy handel zarodkami z In vitro i transferowanie ich do Niemiec, które minister ujawnił w dniu spotkania premiera Polski i kanclerz Niemiec, zakończyły polityczną karierę Gowina. Co ma rzucanie insynuacyjnych oskarżeń wspólnego ze sprzeciwem wobec filozofii rządzenia Donalda Tuska? Jak w końcu potencjalny konkurent do roli szefa Platformy ocenia swój własny wpływ na spadek sondaży, skoro jego osoba wielokrotnie była ostro i celnie krytykowała przez politologów i dziennikarzy, nie wspominając już nawet o autorytetach w dziedzinie prawa. To nie spór światopoglądowy czy różnice w pojmowaniu skutecznej filozofii rządzenia spowodowały, że Gowin przegrał swoją szansę, ale jego własne, niewymuszone błędy. W dodatku, te błędy – a mówiąc wprost przerost ambicji i bezrefleksyjna krytyka rządu, której jedynym skutkiem były ciosy wobec premiera - spowodowały, że nie ma już wątpliwości co do jego intencji. Bo jak wytłumaczyć, że w czasie, gdy Sejm zajmuje się In vitro, wraca dyskusja nad związkami partnerskimi (w której bez wątpienia jest mi bliżej do koncepcji prezydenta Komorowskiego – czyli rozwiązania problemu bez tworzenia nowej instytucji paramałżeństw homoseksualnych) Jarosław Gowin szuka tylko okazji by skrytykować rząd. Polityka jest grą zespołową. Nawet jeśli ktoś ma największe (w swojej ocenie) umiejętności, musi przekonać do siebie resztę drużyny. Inaczej przegra najpierw on, a później jego skład. Bez podań nawet Robert Lewandowski nie pokonałby Realu Madryt. To są sprawy oczywiste, ale w sposób oczywisty kompletnie niezrozumiałe dla Jarosława Gowina. Podobnie jak to, że Platforma jest tą partią, której jednym z podstawowych celów, choćby nie najważniejszym, jest niedopuszczenie do władzy PiS-u, który obecnie prowadzi w sondażach. I nie dlatego, że nie uznajemy demokratycznego mandatu tej partii, ale dlatego, że jej rządy doprowadzą do pogorszenia sytuacji gospodarczej i obniżenia międzynarodowej pozycji Polski. W moim głębokim przekonaniu Jarosław Gowin o tym zapomniał. Żyje w obłokach własnej wielkości.
Dziś widać to jeszcze wyraźniej, ale też trudno sobie wyobrażać, że podobna sytuacja może trwać jeszcze długo. Nie chodzi mi nawet, żeby namawiać Jarosława Gowina by, skoro jest tak przekonany o swojej indywidualnej misji odszedł i założył własną partię. Czas powiedzieć sprawdzam. Czas na podsumowanie Jarku. Zostaje Ci tylko jedno. Jeśli odrzucasz powyższy wariant – stawaj do wyborów na szefa PO i udowodnij, że jesteś w stanie być lepszym liderem niż Donald Tusk. I nie zasłaniaj się Grzegorzem Schetyną, bo jego sprawa to przykład skrajnie odmienny. O ile wyobrażam sobie, że Schetyna może nie wygrać, to trudno mi sobie wyobrazić, że chciałby porzucić partię, w której jest postacią silną. Twoje funkcjonowanie w partii jednak doprowadziło do wyboru między tronem, a drzwiami. Żeby nie przedłużać, napiszę to wprost. Na mój głos nie możesz liczyć. A w mojej opinii skazałeś się marginalizację.
